Frajerstwo i wstyd. Jedna z najbardziej traumatycznych porażek Polski

Frajerstwo - nie ma innego słowa określającego porażkę polskich koszykarzy z Finlandią. Na początku czwartej kwarty Biało-Czerwoni wygrywali 76:62, a mecz przegrali 88:89. Zamiast walki o igrzyska pozostaje wstyd. To jedna z najbardziej traumatycznych porażek reprezentacji Polski, jakie oglądałem - pisze Łukasz Cegliński ze Sport.pl.

To nieprawdopodobne, naprawdę. Mecz z Finlandią, który musieliśmy wygrać, by pozostać w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, kontrolowaliśmy od początku. Momentami lepiej, momentami gorzej, ale kontrolowaliśmy. Świetnie spisywali się A.J. Slaughter i Jeremy Sochan, bardzo dobrze grał Mateusz Ponitka. W trzeciej kwarcie prowadziliśmy 61:46 i choć Finowie zmniejszyli straty, to na początku czwartej części mieliśmy 14 punktów przewagi. Było 76:62.

Zobacz wideo Kibice zarwali noc na lotnisku dla reprezentacji Polski. Symboliczne sceny na Okęciu

I choć w koszykówce taka przewaga na dziewięć minut przed końcem niczego nie gwarantuje, to patrząc na przebieg meczu, można było czuć względny spokój, że Polacy ją utrzymają. To w końcu doświadczony zespół z weteranami największych światowych imprez. Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski, A.J. Slaughter i Aleksander Balcerowski grali na mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy, Jeremy Sochan od dwóch lat występuje w NBA, a trener Igor Milicić doprowadził Biało-Czerwonych do świetnego czwartego miejsca EuroBasketu 2022.

Ale w czwartek w Walencji Milicić i jego koszykarze doprowadzili nas do rozpaczy. Do wyrywania włosów z głowy, do niecenzuralnych komentarzy, może nawet do łez. Zagrali fatalną końcówkę z masą błędów w obronie, pomyłek w ataku, niecelnych rzutów i coraz większych nerwów. Byli jak dzieci we mgle, bardzo dobrze grający wcześniej liderzy zniknęli. Od stanu 80:70 i punktów Slaughtera, Finowie mieli zryw 8:0, podczas którego nie pomógł Milicić - jego trenerska przerwa na żądanie poszła na marne, zespół nie zareagował. A rywale poczuli krew.

I wygrali 89:88, trafiając dwa wolne na 18 sekund przed końcem. Polacy mieli ostatnią akcję, ale rzut Slaughtera był nieudany, podobnie jak dobitka Ponitki.

Kompletnie zawalona końcówka i frajerska porażka oznaczają, że zamiast dalszej walki o igrzyska pozostaje nam wstyd. Tak, to słowa mocne, ale w tej chwili nie ma innych, by określić to, co zagrali Biało-Czerwoni w ostatnich minutach meczu. Meczu, przypomnijmy, o życie w tym turnieju. Meczu, który układał się dobrze. Tymczasem dziewięć ostatnich minut, od prowadzenia 76:62, przegraliśmy 12:27. Dodajmy do tego aż 14 (!) spudłowanych wolnych - z linii mieliśmy 24/38, czyli marne 63 proc. I przegraliśmy mecz, choć nieźle rzucaliśmy z gry, a szczególnie z dystansu.

Piszę te słowa, szukam sensownego wyjaśnienia, ale na gorąco go nie znajduję. Chodzi mi tylko po głowie, że fińską traumę koszykarską będę miał już do końca życia. Przecież podczas EuroBasketu 2017 przegraliśmy z Finlandią 87:90 po dwóch dogrywkach, choć minutę przed końcem czwartej kwarty mieliśmy dziewięć punktów przewagi.

Dwa lata temu ekscytowałem się na Sport.pl, opisując inny mecz zakończony takim wynikiem - zwycięstwo 90:87 ze Słowenią w ćwierćfinale EuroBasketu 2022. Wówczas nazwałem tamto spotkanie, tamten sukces z obrońcami tytułu z Luką Donciciem w składzie, najlepszym meczem w historii koszykarskiej reprezentacji Polski. Dziś, nie wierząc w to, co obejrzałem, piszę o załamującej porażce. Po raz kolejny z Finlandią.

Wstyd. I kropka.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.