Takiej świty nie miał nawet Marcin Gortat. Gwiazdor przylatuje do Polski

Łukasz Cegliński
Jest najmłodszy, najlepiej opłacany i najbardziej popularny, a na zgrupowanie reprezentacji przyjedzie z pięcioosobową świtą. Trener Igor Milicić nie obawia się, że obecność Jeremiego Sochana naruszy hierarchię w reprezentacji Polski. - Jestem pewny, że wszystko sobie ułożymy. Wszyscy chcemy wygrywać, niezależnie od roli w zespole. Jeremi będzie miał takie samo nastawienie - mówi Sport.pl selekcjoner.

Reprezentacja Polski koszykarzy szykuje się do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk, który w dniach 2-7 lipca rozegrany zostanie w Walencji. Przed szansą na historyczny sukces – koszykarze na igrzyskach po raz ostatni grali w 1980 roku – trener Igor Milicić zaczyna układać puzzle, które niebawem ma się zmienić w silny zespół. Części do ułożenia jest sporo – to dawno niewidziany w kadrze Jeremy Sochan, Mateusz Ponitka i Aleksander Balcerowski po niezbyt udanych sezonach oraz kwestia wyboru gracza naturalizowanego.

Zobacz wideo Oto następczyni Igi Świątek?

Jeremy Sochan wznowił treningi, odpoczywa i ćwiczy w Maladze

Zacznijmy jednak od Sochana, bo to jego obecność w reprezentacji najbardziej elektryzuje kibiców. 21-letni skrzydłowy Spurs w minionym sezonie NBA wykonał kolejny krok w rozwoju. Był próbowany w roli rozgrywającego, potem pobłyskiwał jako skrzydłowy – w jednym z najsłabszych zespołów ligi notował średnio 11,6 punktu, 6,4 zbiórki oraz 3,4 asysty. Rozegrał 74 mecze, końcówkę opuścił ze względu na kontuzję. Na początku kwietnia Sochan przeszedł artroskopię lewego stawu skokowego.

Mierzący 203 cm wzrostu koszykarz wrócił już do treningów. - Nie ma komplikacji po zabiegu. Lekarze ocenili, że musiałem się jemu poddać, bo w dłuższej perspektywie wyjdę na tym lepiej. Nie jestem jeszcze gotowy w 100 procentach, ale w ostatnim czasie robię szybkie postępy. Zacząłem już biegać, wykonuję też ćwiczenia typowo koszykarskie – mówił ostatnio w rozmowie z Interią.

Obecnie Sochan przebywa w Maladze, gdzie swoje centrum treningowe ma NBA. Po sezonie koszykarze przyjeżdżają tam na aktywny wypoczynek – relaksują się, ale też mają możliwość treningów. W mediach społecznościowych prezentował relacje, na których widać było, jak wykonuje koszykarskie ćwiczenia.

Igor Milicić nie chce zamykać Jeremiego Sochana w sztywnych ramach

Sochan jest też w stałym kontakcie z Miliciciem. - Bardzo podoba mi się zaangażowanie, które wykazuje Jeremi. Już jakiś czas temu poprosił mnie o wytyczne – w jaki sposób ma się przygotować do gry w kadrze, żeby nam jak najbardziej pomóc. Porozmawialiśmy, wysłałem mu skrypt z naszym zestawem zagrywek w ataku oraz wszystkie zasady, których trzymamy się w obronie. Jednocześnie poprosiłem go, żeby opowiedział, w jakich sytuacjach na boisku on się czuje dobrze, co zresztą robimy ze wszystkimi zawodnikami reprezentacji. Spróbujemy włączyć go w nasz system – mówi Sport.pl trener kadry.

W San Antonio – mimo eksperymentu z rozgrywaniem na początku sezonu – Sochan najczęściej występuje jako wysoki skrzydłowy, a akurat ta pozycja w kadrze jest obsadzona najsłabiej. Jak jego rolę widzi Milicić? - Jeremi, powtarzam to kolejny raz, jest tak wszechstronnym zawodnikiem, że nie chcę go zamykać w sztywnych ramach i ukierunkowywać na jedną rolę. On może nam pomóc na wielu płaszczyznach i to jest coś, co bardzo mi się podoba.

– To jest zresztą charakterystyka naszej drużyny – różni gracze mogą grać na różnych pozycjach i dawać nam przewagę nie tylko w jednym elemencie – dodaje trener. - I w ataku, i w obronie chcemy korzystać z wszechstronności naszych graczy. Jeremy jest idealnym elementem do tej układanki. Może nam pomóc w obronie, w walce o zbiórki, w defensywnej grze jeden na jednego, w przechwytach. A w ataku może akcje kończyć, dać dobre podanie, rozegrać kontrę. Postaramy się go dopasować jak najlepiej. Bez wątpienia jego obecność będzie wielkim plusem.

Sochan na zgrupowanie przyleci z niemałą świtą

- Przeciętny kibic na pewno nie może oczekiwać od Jeremiego występów na poziomie 40 punktów i 20 zbiórek – zaznacza selekcjoner. - On nam po prostu pomoże pod każdym względem, uczyni ten zespół silniejszym. Może zagrać na różnych pozycjach w obronie, zbierze piłkę, napędzi szybki atak. W ofensywie może wyjść na obwód i rozciągać grę, jeśli będą go pilnować wyżsi gracze, ale może też grać bliżej obręczy, tyłem do kosza, jeśli wykreujemy mu okazję do gry z niższym rywalem. Jeremi jest też świetnym podającym, to uniwersalny gracz. Wszędzie da nam trochę dobrego – tak jak Michał Sokołowski czy Mateusz Ponitka.

Wyzwanie polegające na wkomponowaniu Sochana w zgrany i otrzaskany w bojach zespół nie kończy się na boisku. Z racji miejsca, w którym gra (to jedyny polski gracz w NBA), pieniędzy, jakie zarabia (5,3 mln dol. w minionym sezonie) oraz popularności, którą wypracował wyjątkową osobowością, Sochan wyrasta ponad reprezentację. A jednocześnie będzie jej najmłodszym graczem (20 maja skończył 21 lat), z zaledwie jednym występem w drużynie (trzy lata temu z Rumunią). Na zgrupowanie do Wrocławia ma przylecieć 17 czerwca z niemałą świtą – będzie z nim dwóch trenerów, kucharz sprawdzający jakość jedzenia, dietetyk i ochroniarz. Cała ekipa będzie podróżować z Sochanem na mecze towarzyskie i turniej w Walencji - takiej obstawy w reprezentacji nie miał nawet Marcin Gortat, który w latach 2009-15 dołączał do kadry jako uznany gracz NBA.

Ale Milicić nie obawia się, że to może mieć negatywny wpływ na zespół, jeśli jeden gracz będzie w nim funkcjonował na trochę innych zasadach. - Jestem pewny, że wszystko sobie ułożymy. Wszyscy chcemy wygrywać, niezależnie od roli w zespole. Jeremi będzie miał takie samo nastawienie - mówi selekcjoner. - Dodatkowe osoby w jego otoczeniu? To są normalne rzeczy. Współpracujemy z San Antonio Spurs od dwóch lat, szukamy najlepszych rozwiązań, by Jeremi grał dla reprezentacji i wszyscy mieli komfort. To, że przyjedzie z taką grupą ludzi, może dać nam korzyść, dodatkowi trenerzy mogą pomóc innym zawodnikom i wnieść dodatkową jakość do naszej pracy – mówi Milicić, a osoby z otoczenia kadry też są spokojne. - Jeremy ze swoim charakterem i pozytywnym nastawieniem do wszystkich wokół, to bezproblemowy gość, z którym przyjemnie się pracuje - słyszymy.

Trzech naturalizowanych graczy już jest. A do wyboru w teorii może być pięciu

Na razie Milicić powołał szeroką kadrę – jest w niej 27 koszykarzy i półżartem można powiedzieć, że znajdują się w niej wszyscy, który potrafią grać w koszykówkę i mają polski paszport. A skoro o paszportach mowa – niewykluczone, że do tej grupy, z której będzie mógł wybierać trener, dołączą kolejni Amerykanie: Kyle Guy (Lenovo Teneryfa) i Malcolm Brogdon (Portland Trail Blazers), świetni w swoich zespołach łowcy punktów, którzy złożyli dokumenty o polskie obywatelstwo. Czy otrzymają je na czas, by zagrać w kwalifikacjach do igrzysk – nie wiadomo. Ale Milicić musi brać pod uwagę ich potencjalną obecność, a z naturalizowanych graczy może wybrać tylko jednego.

- Jest to oczywiście mało komfortowa sytuacja – przyznaje selekcjoner. - Bardzo mocno działaliśmy w tym aspekcie, dyrektor kadry Łukasz Koszarek wykonał świetną pracę odnośnie wzmocnienia kadry naturalizowanym graczem i ostatecznie znaleźliśmy optymalne opcje. O szczegółach w takich okolicznościach nie ma więc sensu mówić, mogę tylko zdradzić, że jeśli coś ulegnie zmianie, my będziemy gotowi by reagować.

Na razie w szerokiej kadrze jest trójka naturalizowanych graczy: rzucający A.J. Slaughter (Gran Canaria), wysoki skrzydłowy Luke Petrasek (Anwil Włocławek) i środkowy Geoffrey Groselle (Trefl Sopot). - Jeśli chodzi o budowę zespołu i pożądaną jakość, myślę, że bardziej będzie nam potrzebny gracz punktujący na obwodzie, typowy łowca punktów, niż podkoszowy. Ale zobaczymy jak będzie wyglądała sytuacja na początku czerwca, wtedy podejmiemy najlepszą możliwą decyzję – mówi Milicić.

Sokołowski już jest na igrzyskach. Ponitka i Balcerowski czekają

Część kadrowiczów zakończyła już sezony ligowe, część walczy jeszcze w play-off. Nastroje są różne – Michał Sokołowski miał bardzo dobry sezon w Napoli Basket: wywalczył Puchar Włoch, został MVP turnieju finałowego, choć potem jego zespół nie awansował do play-off. Ale dzięki temu pojawiła się możliwość, by 32-letni skrzydłowy wzmocnił reprezentację 3x3 i efekty tego ruchu były świetne – Polacy z "Sokołem" w ważnej roli wywalczyli awans na igrzyska.

W gorszym nastroju jest za to lider i kapitan kadry Mateusz Ponitka. Jego sezon w Partizanie Belgrad był nieudany. Zaczął się od kontuzji, potem było dużo nieregularnej gry w Eurolidze i średnie na niziutkim poziomie 2,4 punktu, 2,2 zbiórki oraz 0,7 asysty. To był najsłabszy sezon 31-letniego skrzydłowego – tym bardziej że Partizan nie awansował do play-off w Eurolidze, a w finale Ligi Adriatyckiej przegrał z Crveną Zvezdą Belgrad 0-3.

Trudne chwile w Panathinaikosie Ateny miał też środkowy Aleksander Balcerowski, inny z filarów reprezentacji. O ile jego zespół spisuje się bardzo dobrze – awansował do Final Four Euroligi, jest w finale ligi greckiej, tak 23-letni środkowy najczęściej pełni w nim marginalną rolę. W Eurolidze jego średnie to 2,8 punktu oraz 1,3 zbiórki podczas 8,1 minut spędzanych na boisku, w lidze jest tylko trochę lepiej. - Odnośnie naszych liderów, to nie mam żadnych wątpliwości, że przyjadą na zgrupowanie z wielką motywacją – mówi jednak Milicić. - Po rozmowach z Mateuszem i Olkiem niczym się nie martwię, nie uważam za kłopot tego, że w tym sezonie grali mniej. Koncentrujemy się na tym, by przygotować ich optymalnie pod względem fizycznym, chcemy, by za miesiąc byli w topowej formie. Mateusz ma wielkie doświadczenie, obaj z Olkiem dostaną wsparcie dodatkowych trenerów, by pomogli im pod względem przygotowania fizycznego na finiszu gry w klubie w tym sezonie. Staniemy na wysokości zadania – zapewnia trener.

Jak będą wyglądały przygotowania do turnieju w Walencji? - Zgrupowanie we Wrocławiu zacznie się 10 czerwca, powołamy na nie maksymalnie 16 graczy. Wszystko zależy od sytuacji zdrowotnych graczy, zobaczymy, do kiedy kadrowicze będą grali w swoich ligach. Wstępny plan mamy, ale jeśli chodzi o konkretne terminy przyjazdu to będziemy reagować na bieżąco – mówi Milicić. Z informacji Sport.pl wynika, że później na zgrupowanie przyjadą Sochan, Ponitka i Balcerowski.

Igor Milicić widzi w kadrze Andrzeja Mazurczaka, choć mówi o nim ogólnikowo

Wśród graczy z polskiej ligi, których nazwiska wymieniane w kontekście reprezentacji Polski elektryzują kibiców, jest Andrzej Mazurczak. 31-letni rozgrywający broniącego tytułu Kinga Szczecin, który jest w świetnej formie i jako boiskowy generał spisuje się znakomicie. Reprezentacja? Jesienią 2021 roku Mazurczak opuszczał zgrupowanie niezadowolony z marginalnej roli, jaką wyznaczył mu Milicić, potem nie był powoływany. - Ważne jest, żeby trener reprezentacji czuł komfortowo z graczami, których powołuje. Ze mną komfortowo ewidentnie się nie czuje – mówił w rozmowie z SuperBasketem na początku 2023 roku.

Kiedy Mazurczak w końcu powołanie dostał, to w lecie 2023 roku odmówił gry w kadrze. - Nieobecność powołanego zawodnika na kadrze z powodów innych niż zdrowotne jest dla mnie rozczarowaniem. Nie potrafię zrozumieć tego, że zawodnik może nie chcieć przyjechać na kadrę – mówił w rozmowie ze "Wprost" Milicić.

Teraz Mazurczaka w reprezentacji widzi, choć o jego potencjalnej obecności mówi bardzo ogólnikowo: - W kadrze chcemy mieć jak najlepszych koszykarzy, a Andrzej ma świetny play-off, gra bardzo dobrze. Powołałem go do szerokiej kadry, a to, co będzie potem, zależy też od zawodników – czy będą czuli się na siłach, żeby się poświęcić dla reprezentacji. Kadra ma swoje reguły, hierarchię, energię. Andrzej jest jednym z graczy, którzy może nam pomóc, ale nie tylko on jest w tym gronie. Jest kilku zawodników, którzy nie wystąpili w ostatnich meczach reprezentacji, a wiem, że mogą nam pomóc. Od tego, by wybrać jak najlepszy zespół, są też przygotowania. Nie ma żadnych animozji, ja się cieszę, że mamy wielu zawodników w dobrej formie.

Przed turniejem w Walencji Polacy rozegrają pięć meczów towarzyskich – wyjazdowe z Grecją, Chorwacją i Brazylią oraz w Katowicach z Nową Zelandią i w Sosnowcu z Filipinami. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk (2-7 lipca) Polacy zagrają w grupie z Finlandią i Bahamami. Z sześciozespołowego turnieju, którego faworytami są Hiszpanie, przepustkę do Paryża wywalczy tylko jeden zespół. - Wiemy, że w Walencji nie będziemy faworytem, ale pojedziemy tam z energią i sercem, spróbujemy zrobić coś fajnego – zapowiada Milicić.

Czy polscy koszykarze awansują na igrzyska?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.