Wstyd i kompromitacja! Żal kibiców, którzy musieli patrzeć na taką grę Polaków

Powiedzieć, że Polacy w meczu z Macedonią Płn. zagrali żenująco słabo, to nie powiedzieć nic. W meczu, który mieli wygrać - i to wygrać przekonująco - skompromitowali się, przegrywając 71:96. O awans na mistrzostwa Europy martwić się nie muszą, ale po poniedziałkowym meczu w Sosnowcu włos jeży się na głowie.

To był drugi mecz reprezentacji Polski w tym okienku. W czwartek w Wilnie przegraliśmy z Litwą wyraźnie, 64:83, ale porażkę z jedną z najsilniejszych ekip w Europie kalkulowaliśmy. Tym bardziej że w poniedziałek mieliśmy poprawić sobie nastroje meczem z Macedonią Płn., w teorii najsłabszą reprezentacją grupy H.  

Zobacz wideo MKS Będzin wygrał w Białymstoku i prowadzi w pierwszej lidze. Grzegorz Pająk: Wygraliśmy zagrywką

Tego, co działo się w Sosnowcu jednak się nie spodziewaliśmy. Macedończycy – 59. drużyna rankingu FIBA, która ostatni raz na mistrzostwach Europy grała w 2015 r. – sprawiła nam gigantyczne kłopoty i zlała Polaków różnicą 25 punktów.

Polacy rzucali za trzy. I pudłowali, pudłowali, pudłowali...

A może to my sami te kłopoty sobie stworzyliśmy? W poniedziałek byliśmy ospali, nieprzekonujący, zniechęceni, bez ochoty do gry. I czy naszym rywalem byłaby Macedonia Płn., czy reprezentacja z jeszcze niższego pułapu, to byłoby nieważne - z taką grą i tak o wygranej nie mieliśmy prawa myśleć. 

W pierwszej kwarcie Polacy mieli problem, by w ogóle rozegrać zaplanowaną akcję, wykreować sobie pozycję do rzutu. A to kończyło się stratą, albo wymuszonym rzutem. A rzuty oddawane pod presją rywala i czasu nie miały szans wpaść do kosza. W 10 minut trafiliśmy więc tylko jedną trójkę na osiem prób (czyli 12,5 proc.) i ledwie sześć z 17 rzutów z gry. Słowem: fatalnie.

Ale nietrafione rzuty to nie był jedyny kłopot drużyny Igora Milicicia. Andrzej Pluta i Jakub Schenk, którzy pod nieobecność Mateusza Ponitki (władze Partizana chciały, by wrócić do Belgradu szybciej) odpowiadali za kreowanie akcji, robili to chaotycznie i bez pomysłu. Blado prezentował się też Aleksander Balcerowski, który w pierwszej kwarcie spudłował wszystkie pięć rzutów. Ale to nie tylko Pluta, Schenk, czy Balcerowski – próżno było szukać kogokolwiek, kto by nie zawodził.

Po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy 16:25, po drugiej – 38:47. Ciężar gry wzięli na siebie najbardziej doświadczeni – Michał Sokołowski i Michał Michalak. Ten pierwszy – i w kadrze, i w Napoli, czyli drużynie, w której występuje na co dzień – przekonuje, że zasługuje, by grać w prestiżowej Eurolidze. Po pierwszej połowie miał 11 punktów, cztery zbiórki i przechwyt, ale przede wszystkim był wszędzie – dobijał niecelne rzuty, rzucał się po bezpańskie piłki, polował na przechwyty. Najwięcej punktów – 17 – do przerwy zdobył jednak Michalak. Jako jedyny nie miał kłopotu ze skutecznością, trafił 5/6 z gry.

Zresztą: w pierwszych 20 minutach dla Polaków trafiało tylko czterech graczy. Pluta, Jarosław Zyskowski, Sokołowski i Michalak mieli łącznie 13 celnych rzutów na 20, reszta – zero celnych na trzynaście prób.

W drugiej połowie Milicić rotował składem, dał szansę niemal wszystkim graczom (z ławki nie podniósł się tylko Mikołaj Witliński), ale Biało-Czerwoni wciąż byli bezsilni. Najbardziej bolesne były seryjne pudła za trzy. Po trzech kwartach mieli na koncie dwa (!) celne rzuty z dystansu na 22 (!) próby.

Macedończycy byli sporo skuteczniejsi. Budowali przewagę i nabierali pewności siebie. Okazało się, że Polaków nie ma się czego bać. Trafili osiem prób, a po jednej z nich, autorstwa Nenada Dimitrijevicia, prowadzili już 23 punktami.

Na początku czwartej kwarty Polacy przeprowadzili zryw. Dwukrotnie za trzy – w tym raz z faulem – trafił Jakub Garbacz, zeszliśmy na 12 punktów straty, ale… to było na tyle. Macedończycy się nie wystraszyli, konsekwentnie odbudowali przewagę i skończyli mecz, wygrywając różnicą 25 punktów.

O awans się nie boimy. O formę i ducha - tak

Obok Dimitrijevicia – 32 punkty i osiem asyst – najlepiej w zespole gości zaprezentował się Ethan Happ. Amerykański środkowy z macedońskim paszportem jest na co dzień koszykarzem Gran Canarii. Na Wyspy Kanaryjskie przybył, aby zastąpić odchodzącego do Panathinaikosu Ateny Aleksandra Balcerowskiego. I w poniedziałek w Sosnowcu pokazał wyższość – zdobył 19 punktów i miał siedem zbiórek. Po prostu – dominował.

A Polacy? Coraz bardziej pogrążali się w odmętach porażki. Aleksander Dziewa z linii rzutów wolnych nie dorzucił do kosza, Garbacz za trzy rzucał obok obręczy. Jak nie szło od początku, tak nie szło do końca.

O awans na EuroBasket w 2025 drżeć nie musimy, jako współgospodarze miejsce mamy zapewnione. Ale forma Polaków w lutowym okienku to zdecydowana "czerwona flaga" dla Igora Milicicia. Oby duch zespołu, który zajął czwarte miejsce na EuroBaskecie 2022 i wygrał zeszłoroczne prekwalifikacje olimpijskie w Gliwicach nie uleciał.

Eliminacje EuroBasketu 2025, Polska - Macedonia Płn. 71:96 (16:25, 22:22, 12:22, 21:27)

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.