Najgorszy mecz od lat, sensacyjna klęska Polski. "Zagraliśmy tragicznie"

Łukasz Cegliński
- Bardzo ciężko jest zbudować coś pozytywnego, ale bardzo łatwo jest to zrujnować - mówił przed meczami z Litwą i Macedonią Północną trener reprezentacji koszykarzy Igor Milicić. Polacy, czwarta drużyna ostatniego EuroBasketu, właśnie zepsuła to, co udało jej się zbudować przez ostatnie półtora roku. Porażka z Macedończykami to kompromitacja.

64:83 w czwartek z Litwą w Wilnie, 71:96 w poniedziałek z Macedonią w Sosnowcu – tak wygląda początek eliminacji EuroBasketu 2025 w wykonaniu reprezentacji Polski. I całe szczęście, że udział w tych mistrzostwach Europy mamy zapewniony jako gospodarz – gdyby nie to, drżelibyśmy ze strachu, że w eliminacjach przepadniemy. Ale i tak możemy drżeć – lutowa forma reprezentacji Polski budzi ogromne obawy.

Zobacz wideo MKS Będzin wygrał w Białymstoku i prowadzi w pierwszej lidze. Grzegorz Pająk: Wygraliśmy zagrywką

We wrześniu 2022 roku Biało-Czerwoni wywalczyli świetne czwarte miejsce na EuroBaskecie, byli czarnym koniem turnieju, wyrzucili z niego broniącą tytułu Słowenię z Luką Donciciem. W sierpniu 2023 roku wygrali bez porażki turniej prekwalifikacyjny do igrzysk w Gliwicach, są w grze o Paryż i liczą, że po wzmocnieniu Jeremim Sochanem z San Antonio Spurs powalczą o tę imprezę w lipcowym turnieju w Walencji. Jednak to, co Polacy pokazali w ostatnich dniach w Wilnie i Sosnowcu, nie uprawnia choćby do marzeń o awansie na igrzyska.

Biało-Czerwoni rozegrali dwa kiepskie mecze, w których powtarzały się te same obrazki. Słaba forma liderów, słabujących w swoich euroligowych klubach Mateusza Ponitki (4/11 z gry i pięć strat w Wilnie) i Aleksandra Balcerowskiego (2/10 z gry i trzy straty w Sosnowcu). Bojaźliwa i kiepska gra zawodników drugoplanowych, którzy pojedyncze rzuty trafiali w momentach, gdy mecze były już przegrane. Proste błędy w obronie skutkujące łatwymi pozycjami dla rywali - Litwa zdobyła 83 punkty, trafiając 47 proc. rzutów i popełniając ledwie cztery straty, Macedonia rzuciła aż 96 przy znakomitej, 53 proc. skuteczności. Powtarzała się też fatalna skuteczność za trzy Polaków w obu spotkaniach (13/56, czyli marne 23 proc.).

Ale o ile wyjazdową porażkę z grającą bez gwiazd Litwą można było jeszcze zrozumieć, tak przegrana z Macedonią Północną jest klęską, kompromitacją. Przeciwnik to 30. zespół europejskiego rankingu FIBA, w którym Polacy są na 10. pozycji. W pierwszym meczu eliminacji Macedończycy przegrali 69:74 u siebie z Estonią, w grupie H byli uznawani na zespół najsłabszy. Biało-Czerwoni byli faworytem, a wygrana była dla nich obowiązkiem – nawet jeśli grali bez Ponitki, którego euroligowy Partizan Belgrad zwolnił tylko na spotkanie z Litwą.

Polacy przegrali jednak we wstydliwym stylu, dla Igora Milicicia to był najgorszy mecz w roli selekcjonera. W jego drużynie nie działało nic, z naciskiem na obronę. Owszem, w rolę Ponitki udanie wcielał się momentami Michał Michalak, który rzucił 20 punktów (6/9 z gry, 5/5 z wolnych), swoje zrobił pełniący rolę kapitana Michał Sokołowski (15 punktów, sześć zbiórek). Ale pozostali? Stać ich było tylko na pojedyncze dobre akcje, natomiast zdecydowanie częściej Polakom zdarzały się te złe. W ataku w drugim meczu z rzędu gracze Milicicia mieli więcej strat niż asyst (w obu spotkaniach odpowiednio 30 i 25), a w obronie pozwalali przeciwnikom na wiele – macedoński rzucający Nenad Dimitrijević momentami robił, co chciał, zdobył 32 punkty, miał osiem asyst.

Dlatego ten poniedziałkowy mecz pozostawia tak duży niesmak. Polacy zagrali zupełnie inaczej niż we wspomnianym sierpniowym turnieju prekwalifikacyjnym do igrzysk w Gliwicach, o EuroBaskecie 2022 nie wspominając. Brakowało energii, zespołowości, dokładności, zaangażowania, skuteczności, właściwie wszystkiego. - Jestem mocno zaskoczony tym, na jakim poziomie zawodnicy przyjechali mentalnie, fizycznie i technicznie. Potrzebujemy od nich więcej – mówił selekcjoner.

Milicić przed meczami z Litwą i Macedonią Północną opowiadał w jednym z wywiadów o procesie powstawania jego reprezentacji. - Bardzo ciężko jest zbudować coś pozytywnego, ale bardzo łatwo jest to zrujnować – zauważał. Czy właśnie coś takiego dokonało się w Wilnie i w Sosnowcu? Czy Biało-Czerwoni wykonali dwa kroki w tył w porównaniu do tego, co grali w 2022 i 2023 roku?

- Można odnieść takie wrażenie, ale czy tak jest, nie wiem – mówił po spotkaniu Michalak. – Te porażki na pewno podcinają nam skrzydła pod względem psychicznym, bo mieliśmy naprawdę dobre okresy, naprawdę rośliśmy jako drużyna, a teraz pojawił się ewidentny dołek. Ten mecz z Macedonią trudno w jakikolwiek sposób wytłumaczyć. On boli, ale teraz musimy odpowiedzieć. Porażki uraziły naszą dumę i ambicję - dodał rzucający reprezentacji.

- Zagraliśmy tragicznie, nic nam nie wychodziło - mówił z kolei Sokołowski. - Te porażki dają dużo do myślenia i nam, i trenerom. Nie powiedziałbym, że się cofamy jako drużyna, ale to jest krok w złą stronę. My jednak byliśmy w takich sytuacjach - kilka lat temu przegraliśmy w eliminacjach na Węgrzech, a jednak awansowaliśmy na mistrzostwa świata - dodał kapitan reprezentacji. Wspomniana porażka przytrafiła się za kadencji trenera Mike'a Taylora, ale już z Miliciciem Polacy potrafili w lutym 2022 roku przegrać z Estonią, a siedem miesięcy później cieszyć się z czwartego miejsca na EuroBaskecie.

Selekcjoner po meczu wypowiadał się w podobnym tonie, mówił o wyciąganiu wniosków, ale też dawał do zrozumienia, że to mogą być także wnioski personalne. Bo nie da się ukryć, że kilku graczy w meczach z Litwą i Macedonią zawiodło na całej linii - Jakub Schenk, Jakub Nizioł czy Aleksander Dziewa nie dali argumentów na to, by powoływać ich na kolejne spotkania, tylko nieco lepsze wrażenie pozostawili po sobie Jakub Garbacz, Przemysław Żołnierewicz czy Luke Petrasek, debiutujący w Wilnie w reprezentacji naturalizowany Amerykanin. Z Macedonią podkoszowy z Anwilu Włocławek zdobył cztery punkty, miał dwie zbiórki.

Problem koszykarskiej reprezentacji Polski polega jednak na tym, że długiej listy wartościowych kandydatów do kadry nie ma, właściwie pewne jest, że większość z powołanych na ostatnie mecze zawodników znajdzie się w zespole w czerwcu, gdy rozpocznie się zgrupowanie przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk. Lista nieobecnych w Sosnowcu ogranicza się właściwie do Ponitki, Sochana oraz grającego w amerykańskiej NCAA Igora Milicicia juniora, choć miejsce dla gracza naturalizowanego zajmie zapewne gracz obwodowy. Sprawdzony już w reprezentacyjnych bojach A.J. Slaughter, którego teraz Milicić nie powołał lub Kyle Guy, Amerykanin z Lenovo Teneryfa, który chce mieć paszport Unii Europejskiej i złożył wniosek o polskie obywatelstwo.

Z Sochanem, Slaughterem oraz będącymi w formie Ponitką i Balcerowskim, drużyna Milicicia będzie wyglądała w lecie zupełnie inaczej. I to wtedy Biało-Czerwonych czeka największe tegoroczne wyzwanie - w dniach 2-7 lipca w Walencji Polacy zagrają w grupie turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk z Finlandią i Bahamami, potem mogą trafić na Hiszpanię, Angolę lub Liban. O awans będzie szalenie ciężko, faworytem będą Hiszpanie, na silny zespół wyglądają Bahamy mające trzech graczy z NBA.

Ale tuż po porażce z Macedonią trudno wyobrażać sobie reprezentację Polski grającą zadziorny, efektowny i skuteczny basket, jak na mistrzostwach Europy w 2022 roku. Po kompromitacji i największej wpadce od 2017 roku i porażki u siebie z Białorusią, wróciły obawy o siłę polskiej drużyny. Koszykarze i Milicić mają teraz nieco ponad trzy miesiące, by odbudować formę i na kolejne zgrupowanie przyjechać z większą mobilizacją. I zacząć odbudowywać to, co zostało zepsute w Wilnie i w Sosnowcu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.