Nie pozwolili Ponitce grać w kadrze. Kapitan musi wyjechać

Łukasz Cegliński
Mateusz Ponitka starał się i walczył, ale momentami też miotał się przeciwko litewskiej defensywie w przegranym 64:83 meczu reprezentacji Polski. Najlepszy polski koszykarz jest bez formy, ale w poniedziałkowym meczu z Macedonią jej nie odbuduje. - Musi wracać do Partizana Belgrad. Trener Żeljko Obradović nie zgodził się na jego pozostanie na drugi mecz - powiedział trener reprezentacji Igor Milicić.

W czwartek Polacy sromotnie przegrali w Wilnie z osłabioną brakiem swoich gwiazd Litwą 64:83 w pierwszym meczu eliminacji EuroBasketu 2025. Wysoka porażka boli, choć wynik nie ma dużego znaczenia – Polacy będą współgospodarzem najbliższych mistrzostw Europy, udział mają w nich zapewniony. Kolejny mecz eliminacji zagrają w poniedziałek w Sosnowcu z Macedonią – ale bez Mateusza Ponitki.

Zobacz wideo Ślepsk Malow Suwałki wygrywa mecz z Katowicami. Mateusz Czunkiewicz o aspiracjach do play-offów

30-letni kapitan kadry, na co dzień koszykarz euroligowego Partizana Belgrad, musi wracać do klubu – Euroliga, niezależna od FIBA spółka, nie musi zwalniać koszykarzy na mecze drużyn narodowych. – Tak właśnie jest, to czy koszykarze z Euroligi grają w trakcie sezonu w reprezentacjach, to dobra wola klubów – mówi dyrektor sportowy kadry Łukasz Koszarek. – Partizan zgodził się, żeby Mateusz przyjechał na pierwsze spotkanie, ale w poniedziałek ma być na treningu, bo w czwartek Partizan gra ważny mecz. Olek Balcerowski od Panathinaikosu dostał pozwolenie na obecność na dwóch meczach i on w poniedziałek zagra.

Ponitka i Balcerowski to obok Michała Sokołowskiego najlepsi polscy koszykarze. W Wilnie najlepiej spisał się ten trzeci – grał świetnie od początku, zdobył 26 punktów, miał 8/12 z gry i 7/7 z wolnych. – Mój występ nie miał  żadnego znaczenia w tym meczu. Zagraliśmy w trzeciej kwarcie dramatycznie w obronie, daliśmy im narzucić swój styl gry. Litwini byli szybcy, agresywni, dzieląc się piłką. My pomagaliśmy nie tam, gdzie trzeba, byliśmy spóźnieni w wielu momentach. Dobrze zagraliśmy w pierwszej kwarcie? Mecz trwa 40 minut – podsumował mecz najlepszy koszykarz polskiego zespołu.

Igor Milicić przyznaje: dwóch liderów reprezentacji jest bez formy

Ponitka i Balcerowski rozczarowali. Pierwszy zdobył 13 punktów, miał siedem zbiórek i sześć asyst, ale popełnił też pięć strat i miał ledwie 4/11 z gry. Grając w reprezentacji, przyzwyczaił do lepszego poziomu, w Wilnie momentami grał na siłę, walił głową w mur. Balcerowski? Zdobył 11 punktów i zaliczył osiem zbiórek, ale dobry moment miał tylko w trzeciej kwarcie, w momencie, gdy Litwini prowadzili już zdecydowanie. 23-letni środkowy w ważnych momentach nie robił różnicy na parkiecie.

Słabsza dyspozycja Ponitki i Balcerowskiego jednak nie dziwi, obaj w tym sezonie w swoich euroligowych klubach grają niewiele i nieregularnie. Pierwszy dostaje w Partizanie średnio 11,4 minuty na mecz, zdobywa po 1,8 punktu oraz 1,4 zbiórki – to jego najgorszy sezon w euroligowej karierze, choć trzeba pamiętać, że w osiągnięciu rytmu już na początku sezonu Ponitce przeszkodziła kontuzja barku. Balcerowski w Panathinaikosie gra po 9,4 minuty, rzuca po 3,7 punktu, notuje po 1,6 zbiórki. Jego z kolei z rytmu wybiła kilka tygodni temu operacja wyrostka robaczkowego.

- Mateuszowi i Olkowi z pewnością brakuje formy meczowej – przyznał po spotkaniu w Wilnie Igor Milicić. – Ale to nasi liderzy i my wiemy, że oni potrzebują porządnej porcji minut, żeby do tej formy wrócić. Chcemy im w tym pomóc, myślę, że obecność w reprezentacji jest dla nich ważna po to, by poczuć grę, wykonać kilka dobrych, kilka złych akcji i odzyskać pewność siebie. Potrzebujemy ich w lecie w najlepszej formie i jestem pewien, że na tych występach w kadrze skorzystają, by wrócić do klubów w lepszej dyspozycji. Mam nadzieję, że dostaną w nich więcej okazji do gry i pokażą, na co ich stać – dodał selekcjoner.

Dla biało-czerwonych najważniejszym momentem roku będzie przełom czerwca i lipca, kiedy zagrają w Walencji w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Udział w nim deklaruje Jeremy Sochan z San Antonio Spurs, a niewykluczone, że do dyspozycji Milicicia będzie też nowy naturalizowany Amerykanin – starania o polski paszport rozpoczął 26-letni rzucający Kyle Guy, zawodnik hiszpańskiego Lenovo Teneryfa.

Siedmiu graczy bez celnego rzutu do kosza...

Tymczasem w Wilnie debiutował w reprezentacji Polski inny Amerykanin – skrzydłowy Anwilu Włocławek Luke Petrasek. 28-letni gracz wyszedł w pierwszej piątce, spędził na boisku 15 minut – zaliczył trzy zbiórki, zaliczył asystę i blok. W ataku spudłował jednak cztery rzuty, jego występ można uznać za bezbarwny, choć w pierwszej połowie były momenty, w których Petrasek nieźle spisywał się w obronie.

Bez zdobyczy punktowej Petrasek był jednak w gronie aż siedmiu graczy, którzy w Wilnie nie trafili ani razu go kosza. Amerykanin, ale też Aleksander Dziewa, Jakub Garbacz, Jarosław Zyskowski, Jakub Schenk, Przemysław Żołnierewicz i Jakub Nizioł mieli razem 0/9 z gry, byli w tym meczu niewidzialni w ataku.

- Odnośnie do zdobywania punktów, to nie mogę zbyt wiele powiedzieć, żeby to wyglądało sensownie – komentował grę tych, którzy nie trafiali do kosza Milicić. – Na pewno nie graliśmy tylko na pięciu zawodników, nie chodziło o to, by tylko część zdobywała punkty. Tak się ułożył ten mecz, który pokazał nam, na co musimy zwrócić uwagę. Musimy odpowiedzieć sobie, dlaczego przeciwko takiej fizyczności, którą ma zespół Litwy, niektórzy nie są przygotowani na konfrontację. Czy poziom polskiej ligi jest wystarczający, żeby być do tego przyzwyczajonym? Taki mecz pokazuje nam też, jak mamy trenować, żeby spisać się lepiej, jak znów zdarzy się taka sytuacja.

Trener reprezentacji, analizując mecz, wspominał jednak nie tylko o brakach w ataku. – W drugiej połowie nie byliśmy fizycznie i mentalnie gotowi na to, by dorównać energii, którą pokazali Litwini. W pierwszej części potrafiliśmy to robić, ale w drugiej daliśmy się odepchnąć od kosza, pozwalaliśmy im na zbiórki w ataku, zostawialiśmy miejsce najlepszym strzelcom – tłumaczył Milicić.

Litwini zagrali bez gwiazd. Polacy im nie zagrozili

Porażka w Wilnie nie jest katastrofą, to dopiero pierwszy mecz eliminacji, w których zresztą gramy poza konkursem. Dyspozycja reprezentacji Polski jest jednak rozczarowaniem. Czwarty zespół Europy, który minionego lata pewnie wygrał w Gliwicach turniej prekwalifikacyjny do igrzysk, w stolicy Litwy zagrał w praktycznie w najsilniejszym składzie, ale pokazał wiele słabości. Na tle rywala poważanego i solidnego, ale jednak pozbawionego gwiazd.

W litewskim zespole nie było w czwartek Jonasa Valanciunasa i Domantasa Sabonisa grających w NBA, a także kilku klasowych koszykarzy z Euroligi: Mariusa Grigonisa (Panathinaikos), Rokasa Jokubaitisa (Barcelona), Donatasa Motiejunasa (Monaco) czy Tadasa Sedekerskisa (Baskonia). Na dodatek Dovydas Giedraitis i Laurynas Birutis z Żalgirisu Kowno wypadli z powodu kontuzji. – Faworytem jest Litwa, ale macie szansę. To nie jest najmocniejszy skład – mówił w czwartek Tomas Pacesas, były wielokrotny mistrz Polski, obecnie wiceprezes litewskiej federacji.

Okazało się jednak, że ten nie najmocniejszy skład Polaków pokonał z łatwością, w drugiej części w pełni kontrolował grę i wynik. Przed szansą na rehabilitację biało-czerwoni staną w poniedziałek - rywalem w Sosnowcu będzie Macedonia i to Polacy będą faworytem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.