Dwaj gracze NBA w polskiej kadrze powalczą o igrzyska? Tak, to jest możliwe

Łukasz Cegliński
Skład z dwoma graczami z NBA walczący w Polsce o awans na igrzyska w Paryżu? To wcale nie jest niemożliwe. Reprezentacja koszykarzy wciąż jest na fali i chce się dobijać do światowej czołówki.

- Zawsze powtarzam na spotkaniach z zawodnikami: to nie my się boimy drużyn z Europy, to one się nas mają bać. Ja się nie boję żadnej reprezentacji, z którą gramy, jesteśmy pewniakami i musimy udowadniać to za każdym razem - mówił jeszcze przed meczem z Estonią prezes PZKosz Radosław Piesiewicz.

Zobacz wideo Ewa Swoboda zaskoczona po swoim biegu eliminacyjnym. "Nie spodziewałam się tego"

- Ten zespół zbudowaliśmy kamień po kamieniu. Ma serce wielkie jak księżyc, a jaja jak arbuzy. Świetna robota chłopaków, harowali na zgrupowaniu przez miesiąc, żeby Polska była z nich dumna. Ten zespół chce wygrywać i wie, jak wygrywać - cieszył się po zakończonym wynikiem 76:72 finale z Bośnią trener Igor Milicić.

- Czuć, że jesteśmy na fali i oczekuje się od nas wygrywania. My to dostarczamy i wydaje mi się, że jesteśmy w dobrym momencie jako zespół. Świetnie funkcjonujemy. Każdy dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu, od zawodników po trenerów - dodawał kapitan Mateusz Ponitka.

Trzy cytaty i trzy prawdziwe stwierdzenia, od których rośnie serce koszykarskiego kibica. Kibica, który na początku XXI wieku liczył ledwie pojedyncze zwycięstwa na EuroBasketach, marzył choćby o jego ćwierćfinale. Tymczasem teraz wygrany turniej prekwalifikacyjny do igrzysk wpisuje się w ciąg udanych imprez polskich koszykarzy w ostatnich latach - zeszłorocznego EuroBasketu, w którym Biało-Czerwoni zajęli świetne czwarte miejsce, oraz mistrzostw świata z 2019 roku, które drużyna poprzedniego selekcjonera, Mike'a Taylora, zakończyła na wysokiej, ósmej pozycji.

W jakim składzie zagramy za rok? Można być optymistą

Owszem, nie wszystko się po drodze udawało. Radykalna przebudowa drużyny po objęciu kadry przez Milicicia się nie powiodła, Polacy przepadli w eliminacjach mistrzostw świata. Tegoroczny turniej w Japonii, Filipinach i Indonezji zaczyna się za kilka dni i boli, że polskiej ekipy w nim nie zobaczymy. Żal jest tym większy, że w Gliwicach Ponitka i spółka pokazali dobry basket i potwierdzili, że są drużyną turniejową. Taką, która potrafi zwyciężać seryjnie - udany finał z Bośnią i Hercegowiną był dziewiątym z rzędu wygranym meczem o punkty.

W związku z nieobecnością na mundialu reprezentacja koszykarzy zaraz zapadnie w jesienno-zimowy sen, z którego obudzi się dopiero w połowie lutego, przed meczami z Litwą oraz Macedonią w eliminacjach EuroBasketu 2025. Eliminacjach, w których - jako współgospodarze imprezy - zagramy poza konkursem. Kolejne mecze o prawdziwą stawkę nadejdą na początku lata, kiedy zagramy we właściwym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Paryżu.

Szczegółów jeszcze nie znamy, a znaki zapytania dotyczą nie tylko terminu i lokalizacji turnieju, rywali, z którymi się zmierzymy, lecz także nawet składu, w którym zagramy. Ale uwaga - znak zapytania dotyczący tej ostatniej kwestii wcale nie wprawia w zakłopotanie. Przeciwnie - patrząc na potencjał i poziom gry obecnej reprezentacji oraz graczy, którzy mogą do niej dołączyć, można być optymistą.

"Macie być irytujący i nieznośni". Jeremy Sochan pasuje

Pierwsza piątka w składzie Mateusz Ponitka, Brandin Podziemski, Michał Sokołowski, Jeremy Sochan, Aleksander Balcerowski wcale nie jest marzeniem. Grający w Europie Ponitka (Partizan Belgrad), Sokołowski (Napoli Basket) i Balcerowski (Panathinaikos Ateny), są sercem, płucami i kręgosłupem drużyny Milicicia - to świetnie rozumiejący się trzon, który wspiera się poza boiskiem, a na parkiecie rozgrywa znakomite akcje. To pewniacy na przyszłoroczną walkę o igrzyska i na EuroBasket 2025, w którym zagramy u siebie.

Jest duża nadzieja, że do tej listy można dopisać też Sochana, który w tym sezonie kadrze odmówił, wybrał treningi w San Antonio, by jak najlepiej przygotować się do kolejnego sezonu ze Spurs w NBA. Ale w niedzielę, podczas rozmowy z blogerem Keepthebeat na YouTubie, 20-letni skrzydłowy zadeklarował, że w przyszłym roku do kadry dołączy. - Na pewno, 100 proc. Jeśli będę zdrowy, to na pewno będę. Nie mogę się doczekać na to pierwsze zgrupowanie i myślę, że na pewno będę - powtarzał koszykarz Spurs.

Silny, wysoki, skoczny i wszechstronny Sochan byłby dużym wzmocnieniem reprezentacji na pozycji nr 4, dawałby wiele opcji Miliciciowi. I wcale nie musiałby być gwiazdą, graczem, który bierze piłkę w ręce i decyduje o wyniku - w kadrze Ponitki Sochan byłby bardzo wartościowym wzmocnieniem, pięknym uzupełnieniem rotacji. Umiejętnościami defensywnymi, chęcią do nękania przeciwnika wpisałby się w DNA tej kadry. - Macie być irytujący, nieznośni dla rywali - powtarza Milicić koszykarzom na przedmeczowych odprawach.

Podziemski? 20-letni obwodowy, który właśnie został wybrany w drafcie przez Golden State Warriors, ma polskie korzenie, deklaruje chęć gry w reprezentacji i kompletuje dokumenty potrzebne do uzyskania obywatelstwa. Gdyby to się udało i Milicić powołał go do kadry, zespół zyskałby nowy wymiar gry na obwodzie, Podziemski mógłby być dużym wzmocnieniem. Przy wzroście 191 cm może grać i jako jedynka, i dwójka, wszechstronnością pasuje do Ponitki, Sokołowskiego.

To jeszcze nie kłopot bogactwa, ale jest lepiej

Ale Podziemski wcale nie będzie jedyną możliwością dla kadry, jeśli chodzi o gracza naturalizowanego. Amerykanie grający w reprezentacjach różnych krajów to w koszykówce chleb powszedni, nie korzystają z nich tylko pojedyncze reprezentacje. W polskiej kadrze pewniakiem był ostatnio A.J. Slaughter, ale ten gracz ma już 36 lat i PZKosz szuka innych kandydatów - obok Podziemskiego może być nim strzelec Jonah Mathews, który dwa sezony temu świetnie prezentował się we Włocławku, a teraz robi karierę w silnych europejskich ligach.

Nie jest jednak tak, że polska reprezentacja graczami z USA stoi. Ponitka, Sokołowski i Balcerowski tworzą silny kręgosłup, solidnymi graczami są Michał Michalak czy Jarosław Zyskowski, a mocne wejście do kadry mieli w Gliwicach 23-letni Andrzej Pluta i dwa lata młodszy syn selekcjonera Igor Milicić. Debiutujący w meczach o taką stawkę koszykarze grali pewnie, bez nerwów, wywiązywali się ze swoich zadań, a niekiedy olśniewali swobodą.

I choć kłopotu bogactwa jeszcze nie mamy, to Milicić za rok, dwa, może mieć w kim wybierać. Pod względem liczby kandydatów do gry, reprezentacja Polski także zrobiła postęp. Poza wymienionymi mamy przecież także Przemysława Żołnierewicza, Jakuba Garbacza, Aleksandra Dziewę, Dominika Olejniczaka, Łukasza Kolendę czy Jakuba Nizioła. Każdy z nich ma już doświadczenie z gry w poważnym turnieju i pracy w kadrze.

Montaż finansowy, na który Polska będzie gotowa

O szansach na awans na igrzyska pisać trudno, niewiadomych jest zbyt wiele. Pewne jest, że kwalifikacje odbędą się w formacie czterech turniejów po sześć drużyn, do Paryża pojadą tylko ich zwycięzcy. W gronie 24 zespołów są na razie Polska, Chorwacja, Kamerun, Bahamy i Bahrajn, pozostałe 19 wyłonią rozpoczynające się niebawem mistrzostwa świata - z nich bezpośredni awans na igrzyska wywalczy siedem najlepszych drużyn przy zachowaniu klucza kontynentalnego: po dwie z Europy i Ameryk, po jednej z Azji, Afryki i Oceanii.

FIBA planuje, by każdy z czterech turniejów odbył się na innym kontynencie i wiadomo już, że o ten europejski będzie starała się Polska. - Już w niedzielę rozmawiałem z sekretarzem generalnym FIBA, który zadzwonił do mnie z gratulacjami po naszym awansie. Od razu zgłosiłem chęć organizacji turnieju w Polsce, choć oczywiście jest za wcześnie, by mówić o szansach. Konkrety dotyczące organizacji poznamy dopiero po mistrzostwach świata - mówi Sport.pl prezes PZKosz Radosław Piesiewicz.

Dwa lata temu koszt organizacji wynosił dwa i pół mln franków szwajcarskich. - Teraz na pewno będzie wyższy. Za samo złożenie oferty trzeba zapłacić wpisowe w wysokości 100 tys. franków, po przyznaniu organizacji koszty zdecydowanie rosną. Będziemy potrzebowali zgody i wsparcia ministerstwa sportu, ale jestem już po rozmowie z ministrem Kamilem Bortniczukiem, który przekazał, że zależałoby mu na organizacji turnieju w Polsce. Ale to musiałby być montaż finansowy z pieniędzy związku, ministerstwa i potencjalnego miasta-organizatora – dodaje Piesiewicz. Zresztą: minister sportu na własne oczy oglądał zwycięski finał koszykarskiej kadry w Gliwicach.

Tak dobrze nie grali od pół wieku

Roześmiany od ucha do ucha prezes w Gliwicach cieszył się wraz z koszykarzami. - Jestem dumny z drużyny i tego, jak rozegrała ten turniej. Chcieliśmy wygranej i ją wzięliśmy. Mamy kapitalnych liderów, udało nam się odmłodzić zespół, wprowadzić nowych graczy. Teraz jako PZKosz chcemy zrobić wszystko, by pomóc drużynie w kolejnych sukcesach. Na igrzyskach nie graliśmy od 1980 roku, awans do Paryża byłby wielkim osiągnięciem.

Powtórzmy - droga do tego sukcesu, do znalezienia się w gronie 12 najlepszych zespołów świata, jest jeszcze długa. Ale, co budujące, mamy zdeterminowaną, otrzaskaną w bojach ekipę, która chce nią iść. I nie boi się nikogo, bo słowa Piesiewicza z iskrą w oku powtarzają i Milicić, i Ponitka, i Balcerowski. A kibice reprezentacji wreszcie się uśmiechają, bo polscy koszykarze tak dobrze nie grali od ponad pół wieku.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.