Miał żegnać się z kadrą, a pełni kluczową rolę. "Last dance" w drodze po finał ME

Piotr Wesołowicz
Był jedną z pierwszych ofiar "radykalnego odmłodzenia kadry", przymierzał się do końca kariery, ale na EuroBaskecie znów pełni ważną rolę. W piątkowym półfinale zmierzy się z reprezentacją kraju, w którym się urodził, ze swoją pierwszą ojczyzną. - Nie myślę o tym. Dla mnie to nie mecz z Francją, to mecz o finał - mówi Sport.pl Aaron Cel, 35-letni skrzydłowy reprezentacji Polski.

– Francuzi to zespół pełen gwiazd – Rudy Gobert, Evan Fournier, Timothé Luwawu-Cabarrot… Ale i my mamy swoje – Mateusza Ponitkę, "Sokoła", A.J.-a, czy Olka Balcerowskiego – wylicza Aaron Cel.

Zobacz wideo Lewandowski i Salihamidzić pod szatnią. Wyjątkowe ujęcia

Siebie w gronie najważniejszych dla reprezentacji koszykarzy nie wymienił chyba tylko przez skromność.  

Cel obecnością na EuroBaskecie się delektuje

Na EuroBaskecie pełni istotną rolę w układance Igora Milicicia. Z początku, jeszcze w trakcie fazy grupowej był nieco w cieniu – 16 minut i cztery punkty z Czechami, 16 minut i siedem punktów z Finlandią to sporo, ale pierwszoplanową rolą został obdarzony dopiero w spotkaniu numer trzy, z Izraelem. Milicić wykonał pokerową zagrywkę i weterana wstawił do pierwszej piątki za Aleksandra Dziewę. Ryzyko się opłaciło, bo wygraliśmy kluczowy w walce o awans mecz 85:76, a X-factorem, kimś, kto dał impuls biało-czerwonym, był właśnie Cel – zdobywca 13 punktów w 30 minut.

Ale to, co Cel potrafi zrobić na parkiecie, wymyka się suchym statystykom. Do zespołu wprowadza spokój, doświadczenie, ale i grację. Gdy w meczu ze Słowenią dostał podanie od Mateusza Ponitki między nogami Vlatko Cancara, nie wykończył go wsadem, a eleganckim wręcz dwutaktem. "Elegancja" to zresztą słowo, które dobrze określa grę Cela.

Dla Aarona to czwarta impreza tak wysokiej rangi, oprócz mistrzostw świata w 2019 r. grał także na EuroBaskecie w 2015 i 2017 r. Ten jest jego trzecim. Ale gdyby Milicić nie zrobił przed mistrzostwami kroku w tył, Cela w Pradze i Berlinie by nie było.

Koszykarz był bowiem jedną z ofiar filozofii nowego selekcjonera, który w październiku, gdy obejmował zespół, ogłosił, że będzie stawiać na młodych gniewnych, a weteranom podziękuje. Kiedy jednak drużyna dołowała w kwalifikacjach do mistrzostw świata, wyciągnął do nestorów kadry rękę.

– W ogóle nie mam żalu, że z początku nie było mnie w kadrze. Na pewno nie zamierzam robić przytyków w stylu: a nie mówiłem. Dla mnie gra w reprezentacji to zaszczyt – mówił nam Cel jeszcze przed turniejem.

To nie wyświechtany bon mot. Po Celu widać, jak delektuje się obecnością na EuroBaskecie – rozdaje uśmiechy, chętnie rozmawia z mediami, stanowi równowagę dla Mateusza Ponitki, którego energia wręcz rozsadza. Milicić z dobrego wpływu Cela na młodą kadrę Polski doskonale zdaje sobie sprawę.

W piątkowym półfinale Cel stanie do rywalizacji ze swoją pierwszą ojczyzną. Koszykarz urodził się w Orleanie, w środkowej Francji, ale jego rodzice są Polakami. Cel przed laty występował w lidze francuskiej, m.in. w Monaco, jako nastolatek występował nawet we francuskiej reprezentacji młodzieżowej. W 2011 roku rozpoczął karierę w lidze polskiej, od lat związany jest z Toruniem i tamtejszym klubem ekstraklasy.

– Nie patrzę na to w ten sposób - mówi, gdy pytamy go o mecz Polska - Francja w kontekście dwóch jego ojczyzn. - Większe emocje przeżywałem podczas EuroBasketu w 2015 r., który odbywał się we Francji, a my rozgrywaliśmy mecze w Montpellier, i rywalizowaliśmy także z gospodarzami. Dziś to dla mnie przede wszystkim mecz o finał. Może będę o tym myślał inaczej, gdy skończę karierę. Wówczas zapewne dojdę do wniosku, że to piękna klamra kariery. Ale jeszcze nie dziś – twierdzi Cel.

Niech Aaron Cel tańczy swój "last dance" do finału

Trenerem reprezentacji Francji jest Vincent Collet, który był trenerem Aarona, gdy ten stawiał pierwsze kroki na początku wieku, w 2005 r. Obaj panowie rozmawiali już po ćwierćfinałowym starciu Francji z Włochami – "Trójkolorowi", którzy grali przed Polakami, świętowali awans, a biało-czerwoni szykowali się do meczu ze Słowenią. Jeszcze nie wiedzieli, że kilka godzin później napiszą piękny rozdział historii polskiego basketu.

Cel z trenerem Francji rozmawiał niezwykle serdecznie. Spytaliśmy koszykarza, czy Collet, jako jeden z jego pierwszych szkoleniowców, wciąż podpowiada mu, co powinien robić lepiej. – Oj, już nie – śmieje się Cel. – Collet to człowiek wielkiej klasy, ale o koszykówce rozmawiać kocha, to basketowy "freak" – dodaje.

Przed turniejem, w starciu prekwalifikacji EuroBasketu 2025, Cel rozegrał mecz numer 100 w polskiej kadrze. Już w Pradze życzył sobie, by mieć ich na koncie co najmniej 106, bo to oznaczało wyjście z grupy i rywalizację w fazie pucharowej.

Chyba nikt nie spodziewał się, że tych meczów jeszcze w trakcie turnieju uzbiera się 109. Pytanie, czy licznik na tej cyfrze się zatrzyma? Cel zapowiadał, że to jego "last dance" w kadrze, choć decyzji oficjalnie nie ogłosił.

Jeśli to ma być ostatni taniec, niech Cel tańczy z grają do samego finału. Tak, jak porusza się po parkiecie.

Korespondencja z Berlina

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.