Przed nim tylko wielkie gwiazdy. Ponitka wśród najlepszych. "Strasznie mnie to kręci"

Łukasz Cegliński
Kiedyś fascynował się Michaelem Jordanem, potem chciał być strzelcem jak Kobe Bryant, z czasem pokochał podawanie. Na EuroBaskecie Mateusz Ponitka robi to znakomicie - pod względem asyst jest jednym z najlepszych graczy turnieju.

Dziewięć z Czechami, pięć z Finlandią, siedem z Izraelem i ponownie pięć z Holandią. Średnio – 6,5 asysty na mecz. To w tej chwili ósmy wynik na EuroBaskecie, przed Mateuszem Ponitką są takie gwiazdy NBA i Euroligi jak Luka Doncić, Vasilije Micić, Dennis Schroder czy Shane Larkin.

Zobacz wideo Samochód Lewandowskiego został otoczony. "Mnie to przeraziło"

29-letni Ponitka, najlepszy polski koszykarz, od lat imponuje wszechstronnością. Najpierw w rozgrywkach młodzieżowych, a potem idąc w górę przez ligi polską, belgijską, turecką, hiszpańską, rosyjską i w końcu elitarną Euroligę, wyróżniał się grą dla zespołu, punktowaniem na różne sposoby, obroną, zbiórkami, podaniami. Ale nigdy wcześniej w tym ostatnim elemencie nie błyszczał tak, jak na EuroBaskecie.

Najbardziej zapamiętał spotkanie z Kobe Bryantem

Ewolucja Ponitki to wypadkowa naturalnego rozwoju ambitnego zawodnika i wymagań nowoczesnej koszykówki, w której podstawą są dwójkowe akcje z zasłoną. Chcesz być klasowym graczem? Musisz umieć grać z piłką tak, by po wyjściu zza zasłony odczytać zachowanie obrony i podjąć decyzję - o rzucie, wejściu pod kosz, odrzuceniu piłki na obwód lub podaniu do wysokiego gracza. I tak gra właśnie w reprezentacji Polski Ponitka - często ma piłkę w rękach, podejmuje decyzje, a że nie jest indywidualistą, to często szuka kolegów.

Zaczynał jako zakochany w rzucaniu fan Michaela Jordana, potem jego idolem został Kobe Bryant i nastoletni Ponitka chciał być łowcą punktów. Ale tuż po zdobyciu srebrnego medalu mistrzostw świata do lat 17 w 2010 roku, kiedy już był młodzieżową gwiazdą, mówił tak: - Moim pierwszym idolem jest Kobe, ale nie można wzorować się tylko na nim, bo on jest jedyny w swoim rodzaju i nikt inny nie będzie grał tak, jak on. Dlatego podpatruję też graczy z Europy – Juana Carlosa Navarro, Rimantasa Kaukenasa czy Rudy’ego Fernandeza.

W 2011 roku 18-letni Ponitka zagrał w meczu talentów z całego świata podczas Nike Hoop Summit w Portland. Drużyna Reszty Świata, w której występował przegrała z USA 80:92, a Mateusz rzucił najwięcej, 17 punktów dla swojego zespołu. – Co najbardziej zapamiętasz z tego wyjazdu? – pytaliśmy Ponitkę. - Spotkanie z Kobe Bryantem, który jest moim idolem i to, że uścisnął mi dłoń – odpowiadał.

"Gdyby nie Scottie, to Michael nie byłby Michaelem"

Potem podróżował po całej Europie i się rozwijał. Zadebiutował w reprezentacji, w 2015 roku był jej ważnym graczem na EuroBaskecie. I to wtedy po raz pierwszy oglądaliśmy Ponitkę w roli tzw. rozgrywającego skrzydłowego. Zdobywał wówczas średnio po 9,3 punktu, zaliczał po 3,7 asysty.

- Mi bardzo odpowiada rola gracza, który pomaga innym - wypracować rzut, stworzyć przewagę na jego pozycji – opowiadał potem. - Mamy w reprezentacji Adama Waczyńskiego, który świetnie rzuca za trzy, ja mam swoje atuty, czyli np. wejście pod kosz, kiedy ściągam obronę na siebie i odrzucam piłkę. Uzupełniamy się i dobrze, że tak jest. A na EuroBaskecie, szczególnie w meczu z Rosją, świetnie wychodziły mi akcje dwójkowe z Marcinem Gortatem - kilka razy dostał piłkę na wsad. To lubię - szybka koszykówka, zasłona, kolega ścina, ja gram jeden na jednego, skrzydła otwarte i gotowe... Aż mam ciarki, jak zaczynam o tym myśleć – mówił w swoimi stylu.

W podobnej roli w sezonie 2015/16 Ponitka grał w zespole mistrza Polski z Zielonej Góry, gdzie trenerem był Saso Filipovski. O rozgrywaniu z pozycji rozgrywającego po zdobyciu tytułu opowiadał tak: - Przed ostatnie dwa lata bardzo to polubiłem, strasznie mnie to kręci! Kiedyś myślałem o sobie, jako o strzelcu, nastawiałem się na zdobywanie punktów, a teraz patrzę na to inaczej.

- Oglądałem ostatnio wiele meczów Chicago Bulls z lat 90., kończę właśnie czytać książkę Phila Jacksona "11 pierścieni" i coraz lepiej zauważam, widzę, jak wielką robotę dla znakomitego Michaela Jordana robił Scottie Pippen. Kibice często nie zwracają na to uwagi, zwykle patrzą na to, kto zdobył najwięcej punktów. Ale gdyby nie Scottie, to Michael nie byłby Michaelem. Jackson to podkreśla, widać to na meczach - on potrafił wszystko: świetnie bronić, rzucić, wejść pod kosz, rozdzielać piłkę, te słynne trójkąty często zaczynały się właśnie od Pippena.

Nie jest naturalną jedynką, ale umiejętności ma

A Ponitka coraz częściej zaczynał akcje swoich drużyn. W swoim drugim sezonie w euroligowym Zenicie Sankt Petersburg notował po 3,1 asysty na mecz. Klasycznym rozgrywającym nie został i pewnie już nigdy nie zostanie, ale regularnie zdarzało mu się przeprowadzać piłkę, albo przynajmniej rozpoczynać akcję, gdy na początku dostarczył mu ją jeden z kolegów.

W reprezentacji manewr z dyrygującym atakiem Ponitką stosować zaczął we wspomnianym 2015 roku Mike Taylor, który dwa lata później, przed kolejnym EuroBasketem, zrezygnował z zabrania na turniej trzeciego rozgrywającego. Jako opcję rezerwową na tej pozycji widział właśnie Ponitkę.

– Tak się gra coraz częściej, spójrzmy na Jamesa Hardena. Dajesz piłkę w ręce gracza, który dobrze kozłuje i jest dużym zagrożeniem w ataku. Mateusz nie jest naturalną jedynką, ale ma umiejętności, które pozwalają mu na tej pozycji grać. On rozumie, czego wymaga gra jako rozgrywający. Ale to plan awaryjny – mówił wówczas Amerykanin.

Nowy plan dla reprezentacji Polski. Bo najważniejsze są decyzje

Igor Milicić, który zastąpił Taylora w październiku poprzedniego roku, plan awaryjny zmienił w podstawowe założenie. - Widzę go w roli rozgrywającego. Pełni ją w Zenicie i jeżeli może to robić na poziomie Euroligi, to i w reprezentacji Polski może dać nam dodatkową jakość – mówił o Ponitce na początku swojej kadencji.

- Wiem, że pojawiały się głosy, że korzystając z Mateusza w tej roli, tracimy jego atuty, które pokazuje na skrzydle. Jego firmowe ścięcia po linii końcowej, atakowanie tablicy. Ale mamy przecież Michała Sokołowskiego, który ma bardzo podobne atuty, a Mateusz na poziomie Euroligi daje swojej drużynie jakość jako rozgrywający. I to niezależnie od tego, czy ma długo piłkę w rękach – tłumaczył Milicić.

- W jego grze ważne jest to, że potrafi podejmować najlepsze decyzje – takie, które robią przewagę w danej akcji. On nie musi mieć wielu asyst, by być najlepszym rozgrywającym w Zenicie. Dlaczego nie mielibyśmy tego wykorzystywać w reprezentacji? Decyzje, one są najistotniejsze – podkreślał.

Jak pomóc drużynie, kiedy ma się słabszy dzień

Dziś wiemy, że jego decyzja o powierzeniu roli rozgrywającego Ponitce się broni. Kapitan nie przeprowadza piłki w każdej akcji, odciążają go od tego A.J. Slaughter czy Michał Sokołowski, Ponitka często zaczyna akcję już na atakowanej połowie. Często korzysta z zasłon Aleksandra Balcerowskiego, z którym z meczu na mecz rozumieją się coraz lepiej – wejście Ponitki środkowym pasem boiska zakończone podaniem do środkowego, staje się ich firmowym zagraniem.

Ale to niejedyny sposób Ponitki na kolekcjonowanie asyst – w jego repertuarze są odrzucenia piłki na obwód do strzelców, mocne podania z obwodu pod kosz, sytuacyjne odegrania do wysokich graczy w tłoku. W porównaniu do mistrzostw świata w 2019 roku jego gra zyskała nowy wymiar już na dobre – wtedy notował średnio po 13,5 punktu, 6,8 zbiórki oraz 1,6 asysty na mecz, na obecnym EuroBaskecie ma odpowiednio 12,5 punktu, 5,0 zbiórki i 6,5 asysty.

- Tak, mój koszykarski punkt widzenia się zmienił, dorastam, jeśli chodzi o rozumienie gry. Staram się rozwijać w wielu kierunkach, nie tylko koszykarsko, nie tylko, jeśli chodzi o rzuty i wejścia pod kosz. Możesz mieć przecież słabszy dzień w ataku, ale pomagać drużynie inaczej – mówił Ponitka już kilka lat temu.

Przykład potwierdzający ostatnie zdanie? Mecz z Izraelem. Kapitan miał problem z trafianiem, miał tylko 3/9 z gry. Ale do 11 punktów i dziewięciu zbiórek dołożył aż siedem asyst, a zespół wygrał niełatwy mecz 85:76.

I o to Ponitce chodzi.

Więcej o:
Copyright © Agora SA