EuroBasket 2015. Polacy pokonali Czechów w pierwszym sparingu, debiut A.J. Slaughtera

Reprezentacja Polski koszykarzy w pierwszym sparingu przed wrześniowym EuroBasketem pokonała w Wałbrzychu Czechów 70:52. Debiutujący w kadrze amerykański rozgrywający A.J. Slaughter zdobył dziewięć punktów, miał trzy asysty i cztery przechwyty. Trzy punkty rzucił Marcin Gortat.

Trener Mike Taylor w pierwszej piątce postawił na Slaughtera, Karola Gruszeckiego, Adama Waczyńskiego, Damiana Kuliga i Przemysława Karnowskiego. Ten zestaw graczy można nazwać eksperymentalnym, bo Gortat dołączył do reprezentacji dopiero dzień przed meczem, a Łukasz Koszarek dochodzi do formy po urazach z sezonu ligowego. Poza tym Mateusz Ponitka opuścił zgrupowanie na kilka dni ze względu na zabieg dentystyczny, a ze względów zdrowotnych pauzował też Michał Chyliński.

Slaughter jako rozgrywający

W pierwszych minutach najlepiej w polskiej drużynie spisywał się Karnowski, który dostawał piłkę pod kosz, ale największe zainteresowanie wzbudzała gra Slaughtera - Amerykanina, który polskie obywatelstwo dostał w czerwcu.

Nowy kadrowicz, grając na pozycji rozgrywającego, zaczął mecz ostrożnie, od podawania kolegom. Slaughter może grać także jako rzucający, ale Taylor na początku zgrupowania widzi go przede wszystkim jako zawodnika, do którego należy kreowanie akcji. W sobotnim meczu z Czechami Amerykanin grał jako strzelec przy Koszarku lub Robercie Skibniewskim tylko w dwóch krótkich epizodach.

Trzy pierwsze rzuty Slaughter spudłował, trafił dopiero w połowie drugiej kwarty, z wejścia pod kosz. W sumie, w 18 minut, miał 3/8 z gry, trzy asysty, dwie straty i cztery przechwyty.

Obrona i Berisha

I właśnie w obronie Slaughter grał nieźle, trzy przechwyty zaliczył szybko i w różnych sytuacjach. Polacy, przede wszystkim ze względu na proste straty, w pierwszej kwarcie przegrywali już z Czechami 8:14, ale wtedy zaczęli lepiej grać w obronie nie tylko indywidualnie, lecz także jako zespół. Na dodatek poprawa defensywy zbiegła się z wystrzałem Przemysława Zamojskiego i Dardana Berishy, którzy trzy razy trafili za trzy. Po pierwszej kwarcie biało-czerwoni prowadzili 17:14.

Taylor wprowadzał kolejnych rezerwowych, a szczególnie dobre wejście miał właśnie wracający do kadry Berisha. 27-letni strzelec trzy ostatnie sezony spędził w lidze kosowskiej, ale w sobotę szybko pokazał, że na wyższym poziomie też potrafi zdobywać punkty seriami. W drugiej kwarcie Berisha dorzucił kolejną trójkę, potem trafił po dwójkowej akcji z Gortatem. A gdy półhakiem punkty zdobył Aleksander Czyż, Polska prowadziła 25:16.

Gortat nieskuteczny

Czesi zaczęli mecz lepiej, ale do przerwy zdołali uciułać tylko 25 punktów, a tuż po niej wciąż do polskiego kosza trafić nie mogli. Po tym, jak biało-czerwoni zaczęli od trójek Aarona Cela i Slaughtera, było 40:25, a Taylor testował ustawienie z Koszarkiem, Slaughterem i Gortatem. Dwaj ostatni ćwiczyli akcje dwójkowe, ale pierwsze efekty były słabe. Gortat był nieskuteczny - spudłował pięć pierwszych rzutów.

Środkowy Washington Wizards przełamał się w ataku dopiero pięć minut przed końcem meczu, kiedy trafił do kosza z bliska, po ładnym podaniu Slaughtera. W sumie Gortat grał przez 14 minut - miał 1/8 z gry, zdobył trzy punkty, miał trzy zbiórki i asystę.

- Jak na pierwszy raz, nie było źle. Było trochę chaosu, ale były też energia i koncentracja. Najważniejsze, że udało się wygrać. System gry jest ułożony, na zgranie, chemię, potrzebujemy czasu - powiedział Gortat przed kamerą Polsat Sport News. - Wszyscy chcieli pomóc Marcinowi w zdobyciu punktów, momentami podawaliśmy mu nawet zbyt często - dodawał Taylor.

Trener zadowolony

Gra Polaków była nierówna, ale trudno się dziwić - sobotnie spotkanie było pierwszym sparingiem, kilku graczy w kadrze Taylora debiutowało, a na dodatek amerykański trener chciał przetestować wszystkich graczy w różnych ustawieniach. Pod koniec trzeciej kwarty Czesi zdobyli kilka punktów z rzędu, ale piękna akcja Berishy, który między nogami rywala podał pod kosz do Karnowskiego, dała prowadzenie 49:40 po 30 minutach.

W ostatniej części Polacy utrzymali przewagę i nie przeszkodziła im w tym ani strefowa obrona Czechów, ani ich kontrataki. Rywale rzucili co prawda aż 19 punktów z kontry, w czym wyraźnie przewyższyli Polaków, ale mieli słabszą skuteczność z gry (32 proc. przy 39 proc. Polaków), no i zdecydowanie gorzej rzucali za trzy punkty (8/19 i 42 proc. biało-czerwonych).

- Zadowolony jestem z zespołowości i gry w obronie. Defensywa naprawdę nam wychodziła. To pierwszy mecz, nie oczekujesz po takim sparingu niczego wyjątkowego, ale jestem zadowolony. Podobnie jak z całego zgrupowania, które było udane - komentował spotkanie Taylor.

Co dalej?

Kolejny sparing już w niedzielę, też z Czechami w Wałbrzychu. To spotkanie odbędzie się jednak bez udziału publiczności. W piątek i sobotę Polaków czeka natomiast turniej na Łotwie, gdzie biało-czerwoni zagrają z gospodarzami i Słowenią.

Początek EuroBasketu - 5 września. Polacy w grupie zagrają kolejno z Bośnią i Hercegowiną, Rosją, Francją, Izraelem i Finlandią. Do 1/8 finału awansują cztery zespoły.

Polska - Czechy 70:52. Kwarty: 17:14, 17:11, 15:15, 21:12. Polska: Waczyński 10, Karnowski 10, Slaughter 9 (1), Kulig 8 (1), Gruszecki 3 (1) oraz Berisha 11 (3), Czyż 5, Cel 3 (1), Zamojski 3 (1), Gortat 3, Hrycaniuk 2, Skibniewski 2, Sokołowski 1, Koszarek 0.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.