Plan wykonany, co dalej? [10 PUNKTÓW O REPREZENTACJI KOSZYKARZY]

Środowa wygrana z Austrią dała Polakom awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy koszykarzy. Przemyśleniami dotyczącymi eliminacji i drużyny dzieli się Łukasz Cegliński ze Sport.pl.

1. Plan został wykonany - Polacy awansowali na EuroBasket, wygrywając grupę C. Dwukrotnie zwyciężyli Niemców, dwukrotnie rozgromili Luksemburg, dwukrotnie męczyli się z Austrią - raz przegrali dwoma punktami w ostatniej sekundzie, raz wygrali po dogrywce. Pierwsze miejsca w innych grupach zajęły Bośnia i Hercegowina, Izrael, Belgia, Gruzja, Łotwa i Włochy. Solidne towarzystwo, dobrze się w nim znaleźć.

2. Radość po zwycięstwie z Austriakami w Lubinie była duża, może nawet większa, niż mogłaby być po wygranej różnicą np. 17 punktów. Emocje spotęgowały jej wybuch. Ale gdzieś obok tej radości było też rozczarowanie - z Austrią, która na EuroBaskecie nie grała od 1977 roku, znów męczyliśmy się do końca, do ostatnich sekund, popełniając podobne błędy jak na wyjeździe. Pozwoliliśmy im doprowadzić do dogrywki, zamiast dobić w ostatnich minutach.

3. Jeśli zostawić na marginesie dwie wygrane z Luksemburgiem (w sumie 213:125), wyniki Polaków wyglądają następująco - 68:67 z Niemcami, 81:83 z Austrią, 88:76 z Niemcami, 90:85 po dogrywce z Austrią. Cieszyć się z bilansu 3-1 czy martwić, że Niemcy w pierwszym, a Austriacy w drugim meczu oddawali ostatnie rzuty i przy większej precyzji bilans mógłby być odwrotny? Ja się cieszę, ale rozumiem, jeśli ktoś będzie kręcił głową. Granica była cienka.

4. Reprezentacja Polski koszykarzy to drużyna sezonowa. Co roku zwykle zmienia się trener, co roku zmienia się skład. Zmieniają się koncepcje, zmienia się podejście zawodników. Raz budujemy drużynę z gwiazd i najlepszych graczy, raz budujemy ją z zawodników drugoplanowych. Chociaż dla wyniku i tak nie ma to znaczenia - zespół bez Ignerskiego, Lampego, Gortata wygrał dwa mecze na EuroBaskecie w 2011 roku, drużyna ze wszystkimi gwiazdami zwyciężyła w zaledwie jednym spotkaniu dwa lata później.

5. W tym roku w kadrze nie było - w porównaniu do poprzedniego sezonu - Koszarka, Kelatiego, Lampego i Gortata (80 proc. pierwszej piątki z ME) oraz najlepszego na tamtym turnieju Ignerskiego. Czy ich brakowało? I tak, i nie. Tak, bo to są bardzo dobrzy gracze, doświadczeni i błyszczący na europejskim poziomie. Nie, bo kilkakrotnie przekonywaliśmy się, że ci gracze niczego nie gwarantują, często nie tworzą drużyny.

6. W tym roku mieliśmy drużynę, w której wielu graczy dodało od siebie coś ważnego. Bohater eliminacji? Nie było. Ale Skibniewski, Waczyński, Cel, Kulig, Ponitka, Karnowski, Łączyński, Hrycaniuk, Szewczyk mieli momenty na boisku i poza nim, w których brali ciężar na siebie. O każdym z tych zawodników można było w jakimś momencie eliminacji powiedzieć: "Gdyby nie on, to czegoś by zabrakło i nie byłoby zwycięstwa". Rok temu po ME o niektórych mówiliśmy "A może nie warto było go powoływać?"

7. Dowiedzieliśmy się czegoś o obecnych reprezentantach - tego, że chcą grać dla kadry, że to napawa ich dumą, radością, i że grać na europejskim poziomie potrafią. Nawet jeśli mają mankamenty i ograniczenia, o których zresztą wiedzą. Ale Skibniewski doskonale prowadził zespół w meczu z Niemcami, Łączyński powtórzył to w drugim meczu z Austrią, Kulig i Karnowski bywali postrachem pod koszami, a Waczyński, Ponitka i Cel potrafili brać na siebie ciężar gry. Ci ludzie udowodnili, że warto na nich stawiać.

8. Ale na kogo postawić za rok? Czy na EuroBasket powołać ten waleczny zespół, który wygrał awans, czy może powoływać Koszarka, Gortata, Ignerskiego, Lampego? To bardzo trudne pytanie, w którym argumenty sportowe ścierają się z tymi, które dotyczą psychologii zespołu, a nawet względami marketingowymi. Mi się marzy sytuacja, w której wszyscy są chętni do gry, do poświęceń i rywalizują o miejsce w składzie, zgadzając się z rolą, którą ewentualnie przeznaczy dla nich trener.

9. Ale to niemożliwe. Nie wierzę w to, co napisałem, takiej sytuacji nie będzie. Gortat zawsze będzie Gortatem, czyli gwiazdą z NBA, niezależnie od tego, jak rozwinie się przez najbliższy rok Karnowski, a Koszarek będzie najlepszym polskim rozgrywającym niezależnie od postępów, które wykona Łączyński. Dlatego ufam trenerowi Mike'owi Taylorowi. To on stworzył zespół, który wygrał eliminacje, i to on powinien rządzić (czytaj: podejmować trudne decyzje) według własnego pomysłu.

10. Brawa dla Taylora. Zbudował drużynę, w której zawodnicy dobrze się ze sobą czują, której gracze ufają trenerowi. Potrafił przyznać się do błędu (Waczyński w roli rozgrywającego), zmienić założenia (więcej minut dla Kuliga i Łączyńskiego), odsunąć na dalszy plan weterana (słabszy Szewczyk). Nie ma sensu porównywać go do poprzednich selekcjonerów - Andreja Urlepa, Mulego Katuzrina, Igora Griszczuka, Alesa Pipana, Dirka Bauermanna. Trzeba po prostu docenić to, co udało mu się zbudować przez te kilkanaście tygodni. To dobry początek, czekamy na więcej.

PS Ale jeśli zapytacie mnie, czy reprezentacja Polski weszła na drogę, która za kilka lat doprowadzi ją do sukcesów, to odpowiem, że nie wiem. Bo nie wiem. Przez siedem lat obejrzałem siedem reprezentacji pięciu trenerów. Większość z nich miała swoje dobre momenty, większość dawała nadzieję na sukces, ale jak aspirowaliśmy do europejskiego średniaka, tak aspirujemy.

Więcej o: