Robert Skibniewski o reprezentacji koszykarzy: A co pomyślałeś, jak zobaczyłeś skład kadry?

- Niektórzy uważają, że w reprezentacji gra trzeci garnitur. Ale ta kadra ze sobą żyje, chętnie spędza ze sobą czas, potrafi grać w koszykówkę, a ludzie chętnie to oglądają. Myślę, że kibice nas szanują, bo nasza 12 pokazuje, że mimo braku doświadczenia można grać dobrze. Bo ja uważam, że gramy dobrze - mówi Robert Skibniewski.

31-letni rozgrywający w eliminacjach EuroBasketu zdobywa po 6,8 punktu oraz 4,2 asysty i jest jednym z liderów zespołu, który jest o krok od wygrania grupy C i awansu. Jeśli Polacy pokonają w środę w Lubinie Austrię (Polsat Sport i Polsat Sport News od 19.30), zajmą pierwsze miejsce. W razie porażki do 20 punktów spadną na drugie miejsce za Niemców i ich bilans będzie porównywany z wiceliderami pozostałych siedmiu grup - w EuroBaskecie zagra sześciu z nich. Porażka różnicą 21 punktów lub wyższa oznacza, że Polacy zajmą trzecie miejsce i odpadną.

Łukasz Cegliński: Wygracie z Austrią?

Robert Skibniewski: Taki jest plan. Chciałbym powiedzieć, że nie ma innej opcji, ale w sporcie lepiej nie składać takich deklaracji.

Będziecie skoncentrowani od początku czy w pierwszych minutach obejrzymy parodię poważnej koszykówki jak z Luksemburgiem?

- Pierwszy mecz z Luksemburgiem na wyjeździe zaczął się podobnie. My nie wiedzieliśmy, czego się po rywalu spodziewać, a on zaproponował takie popołudniowe granie - Luksemburg wyglądał tak, jakby jego gracze spotykali się na boisku raz w tygodniu i sobie grali. Ciężko było przeprowadzić jakikolwiek skauting, wiedzieliśmy tylko mniej więcej, czego spodziewać się po konkretnych zawodnikach. Ale trudno gra się takie mecze. Zawsze tak jest, gdy drużyna, która stara się grać poukładaną koszykówkę, spotyka się ze słabeuszem, gdzie nie ma taktyki, a jest radosna gra.

Ale z Austrią będzie inaczej - wiemy, jaki to zespół, jak gra i jesteśmy bardzo zdeterminowani, by zrewanżować im się za porażkę w pierwszym spotkaniu.

Jak chcecie zagrać, jakie macie założenia?

- Na pewno nie możemy pójść z Austriakami na ofensywną wymianę akcja za akcję, rzut za rzut, punkt za punkt. Oni nie mają blokad, często rzucają za trzy punkty i to niekoniecznie zza linii, ale też z większego dystansu. Nie wiem, czy to ich taktyka, czy pewność siebie, ale wiem, że my takiego komfortu nie mamy. Jako zespół chcemy grać dojrzale, konsekwentnie. Nie zawsze nam się to udaje, ale zawsze wiemy, co powinniśmy zrobić na boisku.

W porównaniu z pierwszym meczem musimy przede wszystkim poprawić defensywę - to najważniejsze. Austriacy u siebie zdobywali zbyt łatwe punkty, a na dodatek my nie zastawialiśmy ich przed walką o zbiórki, przez co zbierali oni i mieli szansę na dobitki, ponowienia. Podsumowując: zastawienie, zbiórka w obronie i ograniczenie łatwych rzutów z dystansu.

Czym jeszcze mogą zagrozić Austriacy?

- Chyba tylko tym rzutem... Jak trafiają, mogą wygrać z każdym - pokazali to z nami, pokazali to w dwóch spotkaniach z Niemcami, gdzie przegrywali dopiero w czwartych kwartach.

Austriakom bliżej do Niemiec czy do Luksemburga?

- Lubią grać szybko, z kontry, choć ich przejścia z obrony do ataku nie są jakoś specjalnie zorganizowane. Austriacy po prostu biegną przed siebie, a po zatrzymaniu bez zastanowienia rzucają też z dystansu - to upodabnia ich do Luksemburga. Natomiast w obronie bardzo mocno zacieśniają strefę podkoszową, nie zostawiają wysokim graczom miejsca do manewrów i w tym są podobni do Niemiec. Powiedziałbym więc, że są w połowie drogi między tymi dwoma zespołami.

Austriacy oczywiście starają się realizować jakieś zagrywki, no i świetną, naprawdę, robotę wykonuje w tym zespole Rasid Mahalbasic, który jest człowiekiem orkiestrą. Rzuca z półdystansu, a nawet za trzy punkty, gra tyłem do kosza, dużo widzi i dobrze podaje. Niewielu jest takich wysokich, a jak takiego gracza otoczy się strzelcami z obwodu, to czasem ciężko gra się przeciwko nastawionej na rzut drużynie.

Przejdźmy do reprezentacji Polski w tym sezonie - co ci się w niej podoba?

- Wielu z nas powtarza, że mamy w drużynie świetną atmosferę, i to jest prawda. Ale idąc dalej - podoba mi się to, że każdy, kto jest w tej reprezentacji, schował swoje ego do kieszeni. Nikt nie wychodzi przed szereg, każdy stawia dobro drużyny na pierwszym planie. I mówię tu o każdym zawodniku - zaczynając od najmłodszych chłopaków z rocznika 1993, a na Szymonie Szewczyku czy Robercie Skibniewskim kończąc. Nikt nie ma much w nosie, nikt nie marudzi, że nie oddał iluś tam rzutów, nikt nie narzeka. Trener jasno mówi każdemu z nas, czego oczekuje, i z tego nas rozlicza. I to są polecenia, które mają wydobyć z nas na boisku to, co potrafimy najlepiej. Każdy z nas ma wady, niedostatki w grze, i my o tym wiemy. Ale trener skupia się na pozytywach, stara się to od nas wyegzekwować.

Jak to się przekłada na boisko, co podoba ci się w grze drużyny?

- To, że chętnie dzielimy się piłką, że szukamy siebie nawzajem. W meczu z Luksemburgiem mieliśmy aż 33 asyst. Fakt, to był śmieszny mecz, ale taka liczba asyst rzadko zdarza się nawet w takich spotkaniach. Ważne jest też to, że jak w pewnym momencie meczu coś się w naszej grze zacina, to potrafimy wyjść z tego obronną ręką - czy w ataku, czy w obronie. Oczywiście, słabsze momenty są, ale często potrafimy znaleźć rozwiązanie w sytuacji, gdy coś w się naszej grze przytka. Nie załamujemy się, nie spuszczamy głów. To mi się bardzo podoba.

Gdzie są słabości drużyny?

- Naturalne jest, że brakuje nam doświadczenia. Mówię o takim reprezentacyjnym, z rywalizacji w Europie. Są Szymon Szewczyk, Adam Hrycaniuk, Przemek Zamojski, jestem ja, ale Adam Waczyński czy Mateusz Ponitka dopiero zaczynają poważną grę w reprezentacji czy w zagranicznych ligach. Przemek Karnowski i Tomek Gielo grają w NCAA, ale to zupełnie inne granie niż to w reprezentacji. Aaron Cel nie miał najlepszego sezonu w Stelmecie, choć w kadrze pokazuje, jak dobrym może być graczem. Damian Kulig w Europie wiele nie grał, a też jest bardzo wartościowym graczem.

Zresztą, mówię o braku doświadczenia, ale w tych eliminacjach gracze, którym teoretycznie go brakuje, grają dobrze. Adam Waczyński pokazuje, że może ciągnąć grę reprezentacji. Hrycaniuk, który często jest krytykowany przez kibiców za faule w ataku, niepotrzebne popchnięcia, robi małe, ale niesamowicie ważne rzeczy w obronie, świetnie jest go mieć w zespole. Mateusz za kilka lat będzie gwiazdą tej kadry - rozwija się dobrze, wzmacnia fizycznie, ma ciąg na kosz, poprawił rzut z dystansu. Kamil Łączyński, który ma chyba najmniejsze doświadczenie europejskie, bardzo mocno żyje kadrą, wspiera zespół niezależnie od tego, czy gra 10 minut, czy wcale. Tak sobie myślę, że pozytywów jest więcej niż minusów.

Właśnie - spytałem cię o słabości kadry, a ty płynnie przeszedłeś do zachwalania kolegów. Może ten brak doświadczenia nie przeszkadza albo po prostu rywale mają go jeszcze mniej?

- Albo zebrała się grupa ludzi, którym bardzo zależy na reprezentacji, którzy chcą pokazać, że potrafią wygrywać.

Ponitkę typujesz na gwiazdę kadry za kilka lat, o Waczyńskim mówisz, że już ciągnie zespół, ale to Robert Skibniewski zapewnia drużynie spokój, opanowanie, rozwagę i konsekwencję. Może to ty jesteś liderem?

- Zaskoczyłeś mnie tym pytaniem... Lidera lubią kreować media i to chyba jest wasze zadanie. Trener często podkreśla, że ta drużyna ma kilku liderów - czy to boiskowych, czy to mentalnych lub wokalnych. Szymon Szewczyk po ciężkiej kontuzji, operacji pleców, robi świetną robotę jako kapitan i takim liderem w szatni jest. A ja? Zostałem powołany w ostatniej chwili, w trybie awaryjnym.

Zabolało cię to awaryjne powołanie?

- Nie, cieszyłem się z niego, bo chciałem grać w tym roku w eliminacjach.

Ale użyłeś, z przekąsem, takich słów w rozmowie z "Przeglądem Sportowym": "Na rozegraniu zagra śmieszny dla niektórych Robert Skibniewski". Teraz co powiesz?

- Nic już nie muszę mówić. Po prostu jeśli wygramy, to będę szczęśliwy. Wyniki będą mówić za mnie. Zresztą sam się przyznaj, co pomyślałeś, jak zobaczyłeś skład kadry?

Że brakuje najlepszych, że mimo wszystko w takim składzie stać nas na awans do mistrzostw Europy i że coraz częściej przekonuję się, że dobra drużyna to coś więcej niż grupa najlepszych zawodników.

- I tak jest. To, co powiedziałeś na końcu, to prawda.

Rok temu w reprezentacji grali najlepsi gracze - nie wyszło. Za trenera Igora Griszczuka było podobnie, Muli Katzurin w 2009 roku z grupą, wydawałoby się, najlepszą z możliwych, też miał ugrać w mistrzostwach więcej, niż tylko wyjść z grupy. Teraz, jak piszą niektórzy w internecie, w reprezentacji gra trzeci garnitur. Ale ta kadra ze sobą żyje, chętnie spędza ze sobą czas, potrafi grać w koszykówkę, a ludzie chętnie to oglądają. Wyniki oglądalności o tym świadczą. Myślę, że kibice nas szanują, bo nasza 12 pokazuje, że mimo braku doświadczenia można grać dobrze. Bo ja uważam, że gramy dobrze.

Czulibyście się mocniejsi, gdybyście mieli pod koszem chętnego do gry w kadrze Marcina Gortata?

- Nie myślimy o tym. Jesteśmy w takim, a nie innym składzie i chcemy awansować na EuroBasket, chcemy wygrać naszą grupę. Na tym się skupiamy, a gdybać nie ma sensu.

Załóżmy, że wygracie z Austrią, awansujecie na mistrzostwa. Postaw się w sytuacji trenera Taylora, który wywalczył awans z nową, fajną ekipą, a za rok ma do dyspozycji Łukasza Koszarka, Marcina Gortata, a może także Michała Ignerskiego czy Macieja Lampego. Co byś zrobił, gdybyś miał budować zespół na finały?

- Ja wiem, co bym zrobił. I wydaje mi się, że wiem, co zrobi trener Taylor. Ale nie powiem tego, bo nie mogę. Przypomnij sobie jednak, co powiedziałeś chwilę temu o tym, że w reprezentacji powinni grać odpowiedni ludzie.

To bardzo trudne - zbudować drużynę. Jak dobrać ludzi, jak dopasować ich na boisku, jak poza nim? Skąd będziesz wiedział, że ten pomoże, a nie zaszkodzi?

Rok temu prawdopodobnie nikt w Polsce nie wiedział, kto to jest Mike Taylor, a w przeszłości słuchaliśmy trenerów ze szkoły bałkańskiej, którzy mówili: "Nie uśmiechaj się!", "Siedź w hotelu", "Bądź skoncentrowany" itp. Mike Taylor trochę nas wyluzował, sprawił, że uwierzyliśmy w siebie, doprowadził do sytuacji, w której bez względu na wynik chcemy zostawiać serce na parkiecie. Mamy dać z siebie wszystko i robić to z przyjemnością, a nie z obawą, że trenerowi i tak coś się nie spodoba.

Rok temu Dirk Bauermann jednak pracował nad pewnością zespołu, był liberalny, chciał ufać graczom. I mimo tego, że miał do dyspozycji najlepszych, mistrzostwa przegrał z kretesem.

- Też słyszałem, że w drużynie było więcej luzu, choć nie było mnie wtedy w kadrze, więc nie chcę się wypowiadać. A na pytanie "Dlaczego nie wyszło?" nie wiem, jak odpowiedzieć.

Wróćmy jeszcze do twojej osoby - podobno Skibniewski najlepiej gra wtedy, gdy wie, że jest rozgrywającym pierwszym, pewniakiem u trenera. To prawda?

- Nie. Skibniewski gra dobrze wtedy, kiedy wie, co należy do jego obowiązków. Kiedy trener wyznaczy mu rolę i zadania. Kiedy będzie wiedział, co ma robić, a czego nie. Skibniewski natomiast będzie grał gorzej, kiedy dostanie piłkę w ręce i polecenie "Zróbcie coś". Ja, by zaistnieć w drużynie, potrzebuję systemu gry, potrzebuję kolegów, którzy będą grać według niego. Wtedy będziemy wszyscy patrzeć w tym samym kierunku i, jak to mówi Mike Taylor, będziemy "on the same page". Robert Skibniewski nie zaistniałby na streetballu i kropka.

Na którym miejscu widzisz siebie w hierarchii polskich rozgrywających?

- A jaki sens jest się porównywać? Każdy jest innym typem gracza. Jednemu pasuje ten, drugiemu tamten. Każdy kibic, ale przede wszystkim trener, ma swoje preferencje.

Wróćmy do kwestii budowy składu na mistrzostwa, jeśli wywalczycie awans - korzystać z Koszarka, Gortata czy Ignerskiego, czy niech grają ci, którzy wywalczyli awans?

- Jeśli wygramy z Austrią, to powinniśmy ze wszystkich sił starać się o organizację EuroBasketu w Polsce. Zjednoczyłbym w tym celu całe środowisko, zrobiłbym wszystko, by uzyskać status gospodarza. A potem myślałbym o składzie, zadając sobie podstawowe pytanie: kto chce grać w reprezentacji Polski? Szanuję tych, którzy robią sobie urlop ze względu na rodzinę, zdrowie, sprawy kontraktowe. To ważne, normalne rzeczy. Ale są też tacy, którym zależy bardzo, którzy dla reprezentacji poświęcą wszystko.

Więcej o: