Cegliński: Słuszna kara dla Prokomu

Zgadzam się z karą dla Prokomu, bo liga ma obowiązek egzekwować przepisy. I drugorzędne znaczenie ma to, że fani Prokomu byli spokojni i poza skakaniem wokół zwycięzców nie panoszyli się na boisku. Zdarzenie okazało się niegroźne, ale potencjalnie prowokowało niebezpieczne sytuacje - Łukasz Cegliński z ?Gazety? komentuje karę, którą Polska Liga Koszykówki nałożyła na koszykarskiego mistrza Polski.

Asseco Prokom Gdynia ma zapłacić 5 tys. złotych kary za to, że jego kibice wbiegli na boisko po zakończeniu finałowego meczu nr 7 z PGE Turowem Zgorzelec - Prokom po zaciętej końcówce wygrał 76:71 i zdobył ósme mistrzostwo Polski. Wielka radość fanów gdyńskiej drużyny była uzasadniona.

Kibice Prokomu - wbrew regulaminowi - tuż po ostatnim gwizdku zdołali przedostać się na boisko. Tytuł świętowali na nim krótko i kulturalnie, ochroniarze nakłonili ich do powrotu na trybuny. W czasie dekoracji obu drużyn na parkiecie był porządek. Dyrektor Prokomu Arkadiusz Lewandowski tłumaczy, że spontaniczna radość była krótka, na parkiecie były kobiety, dzieci i osoby niepełnosprawne, które w gdyńskiej hali oglądają mecze tuż przy linii boiska. Mówi też, że służby porządkowe wszystko miały pod kontrolą.

Ale ja zgadzam się z prezesem ligi Jackiem Jakubowskim, który zdecydował się na nałożenie kary na podstawie wytycznych regulaminu ligi i ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. 5 tys. złotych, które musi zapłacić Prokom, to i tak kara ulgowa, bo widełki za wtargnięcie kibiców na boisko i za rzucanie serpentyn - można ukarać klub kwotą od 8,5 tys. do nawet 40 tys.

Zgadzam się, bo liga ma obowiązek egzekwować przepisy. I drugorzędne znaczenie ma to, że fani Prokomu byli spokojni i poza skakaniem wokół zwycięzców nie panoszyli się na boisku. Zdarzenie okazało się niegroźne, ale potencjalnie prowokowało niebezpieczne sytuacje.

Nikt nie mógł dać gwarancji, że któryś z fanów wbiegających na boisko nie podejdzie nagle np. do Roberta Tomaszka, który w finale miał na pieńku z graczami Prokomu, by go obrazić, uderzyć, oblać wodą itp., co mogłoby się zamienić w awanturę. Nikt nie mógł dać gwarancji, że skaczący z radości kibice nie wpadną przypadkiem na ekipę TVP Sport realizującą transmisję, przeprowadzającą rozmowy z koszykarzami. Takiej kontroli nad tłumem klub i ochrona pozwalające fanom wbiec na parkiet nie mogliby zapewnić.

Kibice, hale i okoliczności mogą być różne, ale zasady muszą być te same. Mając świadomość, że Tauron Basket Liga pod większością względów do najlepszych w Polsce nie należy, taką dbałość o szczegóły trzeba chwalić.