TBL Defensywnie: Kuriozalne 22

22 mecze sezonu zasadniczego w Tauron Basket Lidze to liczba przyprawiająca co najwyżej o uśmiech politowania. Prawie tyle samo w play-off rozegrał PGE Turów Zgorzelec.

TBL Defensywnie: Liga potrzebuje Kevina Costnera

19 meczów, które w tegorocznych play-off zaliczył PGE Turów to rekord wszechczasów w ekstraklasie koszykarzy. Zgorzelczanie rozegrali wszystkie możliwe spotkania jakie były do rozegrania i o dwa poprawili rekord Śląska Wrocław z sezonu 1998/1999. Dominator koszykarski czasów, w których półfinały rozgrywane były jeszcze do trzech zwycięstw, zagrał wszystkie mecze play-off i na liczniku po trzech seriach miał ich na swoim koncie ledwie siedemnaście.

Tekst nie jest jednak o tym jak jeden z najmocniejszych zespołów tego sezonu nie radził sobie z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, czy o tym jak niezwykle silny charakter mają zgorzelczanie i potrafią wygrywać spotkania arcyważne. Dzisiejszy tekst będzie traktował o kuriozalnej liczbie dwadzieścia dwa.

Dwadzieścia dwa to liczba meczów, które w sezonie zasadniczym musiał rozegrać każdy klub ekstraklasy. Dwadzieścia dwa mecze to jednocześnie liczba kuriozalna, bo wypowiadana w kontekście zawodowej ligi koszykarskiej, jaką przynajmniej w teorii jest polska ekstraklasa. Przecież wspomniany Turów w samych play-off zagrał tylko trzy mecze mniej, spotkań przygotowawczych miał około piętnastu, tyle samo co Polpharma Starogard Gdański i pewnie tyle samo co większość klubów ekstraklasy.

W tym miejscu powinna pojawić się garść epitetów, odwołań do słownika wyrazów brzydkich, lub gestów uznawanych za wulgarne, ale w ramach przyjętych norm zachowania i choćby najbardziej ogólnego stylebooka każdej redakcji, napiszę tylko: 22 mecze w zawodowej lidze, to stanowczo za mało.

Moje narzekania na śmieszne 22 trwają już od kilku dobrych tygodni, marudzę i kręcę nosem, bo sezon ledwo co się zaczął, kibice, dziennikarze złapali rytm, zaczęli mówić o wydarzeniach na parkiecie, aż tu okazało się, że rozgrzewka była jakby skrócona, bo płynnie i bardzo szybko przeszliśmy do tej bardziej emocjonującej części sezonu - fazy play-off. I to, że play-off przynosi więcej uniesień, wcale nie oznacza, że krótki sezon zasadniczy to słuszna koncepcja.

Na krótki sezon zasadniczy narzekają nie tylko kibice, nie tylko pracownicy mediów, ale i sami zawodnicy.

- Dwa lata temu kiedy grałem w Polsce było 26 spotkań. Te cztery mniej to naprawdę problem, bo czujemy niedosyt. Dwadzieścia dwa mecze to za mało, dwie dodatkowe drużyny w lidze załatwiłyby sprawę - mówi rzucający obrońca Polpharmy Starogard Gdański Michael Hicks.

Tak jak podkreśla zawodnik Polpharmy, mała liczba spotkań wynika przede wszystkim z tego, że w lidze jest tylko dwanaście zespołów, które spełniły wymagania sportowe i organizacyjne. Dziury meczowej nie wypełnia Puchar Polski, rozgrywki ignorowane przez kilka klubów i łączone z niższymi ligami. Ten element, to co zrobić z pucharem, w jaki sposób powinien być rozgrywany, to jednak temat na zupełnie inną dyskusję.

Nie jest winą prezesów klubów że nie mają pieniędzy na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej, nie jest winą władz ligi, że zdolnych do gry było tylko tyle zespołów. Jednakże, od wszystkich nich, każdy z nas może wymagać, aby sytuacja w przyszłym sezonie wyglądała zupełnie inaczej.

Do ligi wchodzą dwa zespoły z dużych aglomeracji - ŁKS Łódź i AZS Politechnika Warszawska. Plan wykupienia dzikiej karty i grę w ekstraklasie ma także Przemysław Koelner, który podjął się odbudowy koszykarskiego Śląska Wrocław. Problem z brakującym jednym zespołem, być może zamknięcie ligi i tworzenie w pełni profesjonalnego produktu leżało będzie już niedługo w gestii władz ligi, związku i klubów, które w ciągu najbliższych dni mają spotkać się przy okrągłym stole i przegłosować to jakim systemem, kto, gdzie, dlaczego i jak często będzie grał.

- Fajnie by było, gdybyśmy grali mecze ligowe dwa razy w tygodniu. W takiej sytuacji nie wypadamy z rytmu, bo nie musimy czekać tygodnia na mecze. Możemy łatwiej podtrzymać dobrą passę, albo zrehabilitować się za porażkę, a kibice mają więcej szans oglądania swoich ulubionych zespołów - podpowiada inny gracz Polpharmy, Kamil Chanas, a pomysłowi przyklaskuje cytowany wcześniej Hicks.

Co jednak, gdy do ligi nie zgłosi się 14 zespołów i będzie ich np. 13? Pomysł rozgrywania czterech meczów w sezonie z każdą drużyną wydaje się w takiej sytuacji nierealny, bo zespół zagra ich wtedy aż 48. Być może gdy zespołów będzie np. 16 trzeba będzie podzielić ligę na dwie grupy, jak Chorwacji. Być w przypadku mniejszej liczby zespołów jak w Bułgarii (tylko 8 drużyn) zacząć grać właśnie cztery razy, lub też jak w Izraelu i Rosji trzykrotnie.

Panowie prezesi każdego klubu, pamiętajcie, że jakiekolwiek rozwiązanie nie byłoby zaproponowane, jakikolwiek schemat nie zostanie przegłosowany na Waszym spotkaniu, musi ono zwiększać liczbę spotkań w sezonie zasadniczym. Inaczej liga znowu skończy się, zanim porządnie się zacznie. A to przecież dzięki ilości meczów możecie zarobić m.in. na biletach wstępu, czy zwiększać ekwiwalenty reklamowe tak cennych w obecnych czasach sponsorów, którzy wykładają pieniądze na Wasze zespołu.

Jak często gra się w Europie (wybrane ligi)

Podyskutuj z autorem na jego blogu difens.blox.pl ?

Więcej o: