Finał Tauron Basket Ligi. Mecz o złoto, idealne zwieńczenie sezonu

Po raz czwarty w historii o złocie rozstrzygnie mecz nr 7. Czy Prokom utrzyma koncentrację po tym, jak uciekł spod topora w Zgorzelcu? Czy zmęczony Turów znajdzie siły na jeszcze jeden zryw? Relacja na żywo w Sport.pl od 17.45.

Poniedziałkowe spotkanie w Gdyni nie będzie meczem o wielkie pieniądze, bo w TBL nie ma nagród za mistrzostwo. Nie będzie spotkaniem o awans do Euroligi, bo Asseco Prokom i tak ma zagwarantowany występ w elicie. Nie będzie meczem, który przyciągnie przed telewizory setki tysięcy widzów, bo koszykówka w Polsce jest sportem niszowym.

Będzie jednak bitwą, której wynik przejdzie do historii - Prokom, w razie zwycięstwa, jako pierwszy zespół wygra serię play-off, w której przegrywał 2-3. PGE Turów ma szansę przerwać serię Prokomu, który w lidze dominuje od 2004 roku.

Będzie wreszcie idealnym zwieńczeniem koszykarskiego sezonu. Sezonu, w którym wiodącymi tematami były słabiutka gra Prokomu w Europie, walka o prezesurę w PZKosz, przeciągający się wybór trenera reprezentacji. Sezonu, którego - mimo plusików - znów nie można uznać za przełom dający koszykówce kopa.

Rywalizacja Prokomu z Turowem pasuje na zwieńczenie sezonu, bo to, co podnosi temperaturę w gorącym majowym finale, to nie piękna koszykówka, ale walka, czasem wręcz szamotanina. Przebłyski gwiazd się zdarzają (Torey Thomas, Daniel Ewing, Filip Widenow), ale równie duże znaczenie mają łokcie Qyntela Woodsa i Piotra Szczotki czy podkoszowe zapasy Roberta "Psycho" Tomaszka z Adamem "Bestią" Hrycaniukiem. Faworyt Prokom z trudem wykorzystuje swoje przewagi, niedoceniany Turów z podziwu godną determinacją nie składa broni.

W piątek, w szóstym meczu w Zgorzelcu, Prokom nie olśnił, ale zagrał dokładniej i z większą ambicją niż w poprzednich meczach. Wygrał 72:64 także dlatego, że Ewing i Widenow trafiali w kluczowych momentach za trzy. Turów miał świetny moment w trzeciej kwarcie, kiedy wyszedł na trzypunktowe prowadzenie, ale w decydujących chwilach gospodarzom zabrakło precyzji i skuteczności.

Niedostatki w kluczowych momentach mogły wynikać z braku sił. Turów trenera Jacka Winnickiego wydaje się zespołem nie do zdarcia, ale rekordowe 18 meczów, jakie zgorzelczanie rozegrali w play-off od 1 kwietnia, musi dawać im się we znaki. Żaden inny zespół nigdy tyle nie grał w play-off - w 1999 roku Śląsk Wrocław został mistrzem, rozgrywając maksymalną liczbę spotkań w każdej serii, ale w półfinale grało się wówczas do trzech, a nie do czterech wygranych.

Czy w meczu nr 7 obie drużyny mogą czymś siebie zaskoczyć? Większość koszykarzy i trenerów powie, że nie, ale czy zaskoczeniem nie była dla Turowa piątkowa trójka Przemysława Frasunkiewicza? Głęboki rezerwowy, który poprzednio trafił do kosza 23 marca, w ostatniej sekundzie trzeciej kwarty przywrócił Prokomowi nie tylko prowadzenie, ale i wiarę w sukces. Czy zaskoczeniem nie była dla zgorzelczan wiodąca rola Widenowa, który w piątym meczu w ogóle nie wszedł na parkiet, a w szóstym był najlepszym strzelcem gdynian?

Trener Prokomu Tomas Pacesas ma szerszy skład niż Winnicki i to m.in. dlatego jego zespół jest faworytem na finiszu wyniszczającej rywalizacji. Zmęczony Turów musi liczyć na kolejny przebłysk "Terminatora", czyli Thomasa, dzięki któremu zespół ze Zgorzelca doszedł w tym sezonie tak daleko. Ale czy 26-letni Amerykanin ma jeszcze siły? - Czułem, że jest słabszy. Biegał mniej - mówił o rywalu po szóstym meczu rozgrywający Prokomu Krzysztof Szubarga. Dlatego Thomas musi dostać dzisiaj wsparcie od nierówno grających Konrada Wysockiego, Davida Jacksona czy Michaela Kueblera.

Prokom (wygrywał w tej serii 1-0 i 2-1) i Turów (prowadził 3-2) w meczu nr 7 decydującym o tytule zagrają po raz drugi - trzy lata temu w Zgorzelcu drużyna Pacesasa zwyciężyła 76:70. W historii takich spotkań decydujących o złocie było w sumie cztery. Piąte odbyło się w niedawnym półfinale Turowa z Treflem Sopot - drużyna Winnickiego wygrała w Zgorzelcu 77:67.

Więcej o: