Finał TBL. Dlaczego trójki nie wpadają do kosza w Zgorzelcu?

W trzech meczach finału Tauron Basket Ligi w Gdyni koszykarze obu drużyn trafili w sumie 51 ze 122 rzutów z dystansu, czyli 42 proc. W trzech spotkaniach w Zgorzelcu - 31 ze 112, czyli ledwie 28 proc. - To chyba dlatego, że w tej hali jest tak gorąco - mówił po meczu nr 6 Filip Widenow, który trafił kluczową trójkę tego spotkania.

Filip Widenow - bohater Prokomu w meczu nr 6 ?

Asseco Prokom Gdynia wygrał w piątek w Zgorzelcu z PGE Turowem 72:64. Dwie minuty i 20 sekund przed końcem Widenow trafił za trzy na 63:56, czym podciął skrzydła gospodarzom. Była to jedna z dziewięciu trójek, jaka wpadła w tym meczu do kosza - Turów miał 4/22, a Prokom 5/20.

Takie pudła w Zgorzelcu to jednak nic wyjątkowego - w całej serii w Centrum Sportowym, w którym gra Turów, koszykarze przerzucają kosz lub rzucają tak, że już po locie piłki można stwierdzić, ze piłka nie wpadnie do kosza. Dlaczego?

- To chyba dlatego, że w tej hali jest tak gorąco - powiedział Widenow. - Walka jest wielka, hala jest mała, często upadamy na boisko, piłka jest mokra. Dobrze, że nie musimy już tu wracać - zaśmiał się bułgarski strzelec Prokomu.

W Gdyni, w hali przestronnej, w której takiego upału jak w Zgorzelcu nie ma, skuteczność koszykarzy jest o wiele lepsza. Oba zespoły trafiały tam odpowiednio 14 z 33 rzutów, 22 z 47 i 15 z 44. W Zgorzelcu wyglądało to tak: 17/42, 5/43 i w piątek 9/42.

Na rzutach za trzy bardziej w finale polega Turów - z 418 punktów zdobytych przez ten zespół, 129 padło po rzutach z dystansu. To 31 proc. W przypadku Prokomu ten wskaźnik jest niższy, wynosi 27 proc. (117 z 429 punktów to efekt trójek).

Prokom wygrał bitwę nr 6. Mistrza poznamy w poniedziałek ?

Więcej o: