Przed meczem nr 4 finału TBL. Czy Turów zbierze się do kupy?

Jeśli podkoszowi PGE Turowa Zgorzelec - Konrad Wysocki, Robert Tomaszek, Michał Gabiński i Ivan Zigeranović - nie zdominują w sobotę walki na tablicach, Asseco Prokom Gdynia może wygrać drugi mecz w ich hali i praktycznie zapewnić sobie ósme mistrzostwo z rzędu.

W finale Tauron Basket Ligi jest 2-1 dla Prokomu, mecz nr 4 odbędzie się w sobotę w Zgorzelcu - transmisja od 17.50 w TVP Sport. Kolejne, w tej chwili jedyne pewne spotkanie, rozegrane zostanie we wtorek w Gdyni.

W czwartek Prokom odzyskał w finale przewagę boiska wygrywając w Zgorzelcu aż 81:56, bo zdominował rywali w kluczowych elementach - walce na deskach (37:16 dla gości) i obronie (25 proc. skuteczności za dwa i widoczne zmęczenie gospodarzy w drugiej połowie).

Z perspektywy Turowa - tak jak w innych przegranych spotkaniach tegorocznego play-off - najważniejszy był brak zbiórek. Rozgrywający Torey Thomas jest w świetnej formie i potrafi samemu zadbać o wynik, ale nie jest w stanie wygrać meczu w pojedynkę. W spotkaniu nr 2 sił starczyło mu na dwie połowy (31 punktów w meczu), lecz w kolejnym Amerykanin padł po przerwie (tylko dwa punkty, w sumie 21).

Najważniejsze zadanie czeka więc Wysockiego, Tomaszka, Gabińskiego i Zigeranovicia, którzy odpowiadają za zastawianie rywali w polu trzech sekund i zbiórki w okolicach obręczy. W czwartek podkoszowy kwartet Turowa miał zaledwie osiem zbiórek - o jedną mniej niż środkowy Prokomu Ratko Varda!

Jak skutecznie walczyć o zbiórki? - Umiejętności zbierania nie da się wyćwiczyć na treningu, więc żeby dobrze zbierać trzeba ciągle utrzymywać odpowiednio wysoki poziom agresji. Trzeba chcieć złapać piłkę i być gotowym się o nią bić. To filozofia prosta, ale to są słowa Dennisa Rodmana - mówi Hubert Radke, podkoszowy wielu klubów ekstraklasy.

Jak to możliwe, że w meczu nr 2 Turów wygrywa zbiórki 42:22, a trzy dni później, we własnej hali, przegrywa ten element 16:37? - Chodzi o koncentrację i poziom agresywności - mówi Radke. - Jak się jednego dnia wygra deskę, to nie można myśleć, że następnym razem też się uda. Takie podejście się jednak zdarza.

- Varda i Hrycaniuk, szczególnie ten drugi, są pod koszem agresywni, więc trzeba ich atakować, być aktywnym, utrudniać zajęcie dobrej pozycji - dodaje Radke. - Gracze Prokomu są silni, dobrze przygotowani fizycznie, ale taki np. Robert Tomaszek nie jest od nich gorszy, prezentuje ten sam poziom.

Poza pasją, agresją i koncentracją, o których mówi Radke, podkoszowi Turowa muszą także zachować powściągliwość w faulach, których nadmiar powoduje, że niektóre akcje podświadomie się odpuszcza. Tomaszek i Gabiński w czwartek popełnili po pięć przewinień, a Wysocki miał cztery, dzięki czemu Prokom nie tylko często rzucał z linii, a także miał naprzeciw siebie słabszych obrońców.

16 zbiórek Turowa w meczu nr 3, to najgorszy wynik zespołu pod tym względem w tym sezonie. Trudno spodziewać się, aby zgorzelczanie w drugim spotkaniu z rzędu zagrali tak pasywnie pod tablicami.

Na korzyść Turowa, paradoksalnie, działa też fakt, że zespół Jacka Winnickiego gra w tegorocznym play-off bardzo nierówno - po dobrym spotkaniu często gra dużo słabiej w kolejnym meczu i odwrotnie. Po czwartkowym blamażu Turów teoretycznie powinien zebrać się do kupy.

Z naciskiem na słowo "zebrać".

TBL w Sport.pl ?

Więcej o: