Thomas przed meczem nr 3: Ograniczyć Prokom do jednego rzutu

- Jak gram dobrze, to drużyna wygrywa, ale kiedy mi nie idzie, to też potrafimy znaleźć drogę do zwycięstwa - mówi przed trzecim meczem finału Tauron Basket Ligi Torey Thomas, lider PGE Turowa Zgorzelec. W rywalizacji z Asseco Prokomem Gdynia jest 1-1, czwartkowy mecz rozpocznie się o 18. Transmisja od 17.50 w TVP Sport.

W drugim meczu finału Thomas, jedyny rozgrywający Turowa, zdobył aż 31 punktów, a jego zespół wygrał w Gdyni 81:66. Mierzący ledwie 180 cm wzrostu, ale silny i dynamiczny Amerykanin zagrał znakomicie i to przede wszystkim on był odpowiedzialny za to, że Prokom został rozgromiony na własnym parkiecie.

26-letni Amerykanin jest mózgiem i motorem napędowym drużyny oraz jedną z największych gwiazd tego sezonu TBL - w play-off zdobywa po 16,5 punktu oraz 5,2 asysty.

Szczepan Radzki: Jak Pan się czuje jako zawodnik, od którego przede wszystkim zależy gra Turowa?

Torey Thomas: Pasuje mi to, a poza tym jestem rozgrywającym i taka jest moja rola na boisku. Muszę być liderem, muszę wierzyć w swój zespół, ale także grać tak, aby koledzy wierzyli we mnie. Jak gram dobrze, to drużyna wygrywa, ale kiedy mi nie idzie, to też potrafimy znaleźć drogę do zwycięstwa.

Kluczem dla Prokomu jest jednak zatrzymanie Torey'a Thomasa. Jak pan ocenia obronę Courtney'a Eldridge'a i Krzysztofa Szubargi?

- To dwaj silni rozgrywający, którzy utrudniają mi grę. Wywierają presję na całym boisku i to przez 40 minut. Bronią twardo, bardzo dobrze, co zresztą potrafi robić cały Prokom. Muszę się bardzo starać, żeby mimo tej presji być zdolnym do kreowania gry i do prowadzenia drużyny do zwycięstwa.

W pierwszym meczu piłkę przeprowadzał czasem David Jackson. Czy to jest dobre rozwiązanie?

- Gra z piłką, rozgrywanie akcji, to moja rola, ale oczywiście dobrze jest, że David może mi pomóc przenieść piłkę na atakowaną połowę. Dobrze, że w drużynie jest ktoś, kto poza mną może kozłować.

Statystyki mówią, że kiedy w serii do czterech zwycięstw jest remis 1-1, to zwycięzca meczu nr 3 w 77 proc. przypadków wygrywa całą serię. To rzeczywiście jest takie ważne spotkanie?

- Bardzo ważne. Jest 1-1, wracamy do własnej hali, chcemy podtrzymać dobrą passę. Wiemy, że Prokom zagra agresywnie o zwycięstwo, dlatego to jeszcze bardziej podnosi wagę tego meczu. Prowadzenie 2-1 i kolejny mecz u siebie postawi nas w bardzo dobrej sytuacji.

Przewaga boiska ma w tej serii znaczenie?

- Oczywiście, szczególnie, jeśli gra się dwa mecze z rzędu u siebie. Nie musisz podróżować, możesz lepiej wypocząć we własnym mieszkaniu - to zawsze pomaga.

Co będzie kluczem do zwycięstwa Turowa w tym meczu?

- Po pierwsze agresywna gra pod koszem i zwycięstwo w walce o zbiórki - musimy ograniczyć Prokom do maksimum jednego rzutu w każdej akcji, nie możemy pozwolić na ich ponowienia. A po drugie musimy kontrolować tempo gry, grać tak, jak my chcemy, a nie przeciwnik.

Kto wygra mecz nr 3?