Tomas Pacesas: Czołowi Polacy muszą grać w Polsce

- Rozumiem, że wszystko związane jest z finansami, ale czołowi gracze muszą występować w swoim kraju. Nie wyobrażam sobie, że pierwszy czy drugi rozgrywający kadry gra ogony w słabych zespołach. To nie o to chodzi - mówi Tomas Pacesas, trener Asseco Prokomu Gdynia.

Prowadzony przez Tomasa Pacecasa Asseco Prokom Gdynia, przegrał w piętnastej kolejce Tauron Basket Ligi z PGE Turowem Zgorzelec 63:72. Trener mistrza Polski opowiada o meczu i przyczynach porażki. Więcej mówi jednak o problemach koszykówki w Polsce, temu jak zaradzić kryzysowi, w którym znalazła się dyscyplina oraz o przyczynach rozstania z Bobby Brownem i JR Giddensem.

Szczepan Radzki: W środowisku koszykarskim mówi się, że jest pan jedynym z kandydatów na trenera reprezentacji Polski koszykarzy. Gdyby związek złożył panu propozycję, przyjąłby pan ją?

Tomas Pacesas: - Do tej pory nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał. Nie mówmy teoretycznie, jeśli będzie propozycja, to wtedy ja będę mógł się zastanawiać nad tym, co zrobić i będziemy mogli rozmawiać o jakichkolwiek konkretach.

Ciekawi mnie pana zdanie na temat szkolenia młodzieży w Polsce.

- To jest bardzo delikatny, szczegółowy i poważny temat. Na pewno powinno dziać się w tym elemencie dużo lepiej. Nie powinno się szukać własnych rozwiązań, tylko skopiować działający system i dostosować go do tego, w jakim kraju żyjemy i jakie mamy w Polsce warunki.

Istotna jest też kwestia wykorzystania byłych koszykarzy, takich jak na przykład Robert Kościuk czy Jacek Krzykała. Grali na wysokim poziomie, wiedzą jak wygląda ten sport, są inteligentnymi ludźmi i koszykarzami. Nie ma ciągłości pracy, kariery. W Polsce to typowe, że kończy się karierę koszykarską i praktycznie znika z rynku. Tak nie może być. Na czele koszykówki muszą stać zdolni, chętni do pracy ludzie, którzy byli z tym sportem związani zawodowo. Przez to brakuje dobrych, młodych koszykarzy. Związek musi się zastanawiać nad rozwiązaniami, proponować pracę, stanowiska.

Dobrym przykładem jest tu chyba Walter Jeklin?

- Jeklin nie jest Polakiem, ale jest związany z tym krajem i robi wiele dobrego dla koszykówki w tym kraju. Chwała takim ludziom, ale nie zapominajmy, że musi być także coraz więcej miejscowych związanych i pracujących przy koszykówce.

Po prostu potrzeba szkółek koszykarskich, szkolenia w klubach.

- Oczywiście problem leży też w przepisach. Każdy klub koszykarski powinien mieć swoje zaplecze młodzieżowe. Do tego, kluby muszą też nawiązywać współpracę ze szkołami i tam zacząć wprowadzać młodzież w świat koszykówki. Bez masowości nie będzie żadnej jakości. Przecież ze stu trenujących może jeden będzie koszykarzem. Może nawet nie ze stu, a z tysiąca znajdzie się jeden taki, który będzie grał na poziomie kadry. Przecież nie każdy, który trenuje będzie w przyszłości koszykarzem, bo każdy ma swój pułap mentalny, fizyczny, którego nie da się przeskoczyć. W każdym razie przez masowość można dojść do dobrych wyników, selekcja powinna być prowadzona od najmłodszych lat.

Masowość to jedna sprawa, ale koszykówce w Polsce potrzeba też sukcesów, których niestety jest mało.

- Na sukces trzeba dużo i ciężko pracować. Koszykarze, którzy grają za granicą np. Łukasz Koszarek, Szymon Szewczyk, Michał Ignerski powinni grać w Polsce. Rozumiem, że wszystko związane jest z finansami, ale czołowi gracze muszą występować w swoim kraju. Nie wyobrażam sobie, że pierwszy czy drugi rozgrywający kadry gra ogony w słabych zespołach. To nie o to chodzi. Żeby wygrywać i być na dobrym poziomie, trzeba grać na tym poziomie cały rok. Jeśli taka rywalizacja będzie przez rok, dwa, to można liczyć, że taki gracz wyjdzie podczas meczu kadry i nie będzie zaskoczony żadną sytuacją na parkiecie, bo w czasie gry w klubie nabędzie odpowiedniego doświadczenia.

Uważam, że Gortat robi świetną robotę, ale w Polsce jest wielu dobrych koszykarzy. Maciek Lampe jest przecież czołową postacią w Europie i to właśnie on jest najbardziej utalentowanym koszykarzem z Polski. Nie ma się co oszukiwać, bo nie da się wygrywać kiedy kadrę zbierze się na miesiąc czy dwa. Trzeba przejść przez pewien etap, zagrać przez rok na najwyższym poziomie w Eurolidze czy innych pucharach. Ale grać, a nie siedzieć na ławce, bo zawodnik musi pełnić ważną rolę w zespole, żeby pełnił ważną rolę w kadrze. I to wszystko powinno dziać się w Polsce.

Ale jak i gdzie? Bo realne występy w pucharach to tylko Prokom.

- Musi być przepis o obowiązku grania. Np. pierwsze trzy-cztery zespoły ligi. My chcemy grać, powinien grać też Anwil, Turów, Czarni. Grając w rozgrywkach międzynarodowych rozwijamy się, wchodzimy na inne szczeble i poziom funkcjonowania organizacji koszykarskich, uczymy się sportowo. To są podstawy, do których trzeba dążyć. W pucharach spotyka się ten poziom sportowy, który jest zbliżony do tego, który można obserwować w meczach Mistrzostw Europy czy Świata.

Wiele osób twierdzi, że powrót do koszykówki Śląska Wrocław, może nadać lidze kolorytu i ruszyć całą machinę promocyjną.

- Każdy klub, nie ważne czy to Śląsk czy nie, jest w koszykówce potrzeby. Nie ma znaczenia czy mówimy o ekstraklasie czy drugiej lidze. Każdy zespół jest tak samo istotny dla środowiska koszykarskiego. Im więcej klubów, tym więcej wydarzeń koszykarskich i to jest istotne. We Wrocławiu oczywiście potrzeba koszykówki, bo Śląsk to drużyna z sukcesami, kibice są świetni i zasługują na to, by znowu oglądać swój zespół.. Trzymam kciuki, żeby Śląsk powstał, ale tak samo jak za każde inne miasto, które chce budować koszykówkę i dzięki temu zbudujemy popularność.

Wróćmy do meczu z Turowem. Co się stało, że go przegraliście?

- Nic się nie stało. Po prostu przegraliśmy. Turów zagrał świetnie w ataku, my graliśmy zbyt mało agresywnie, zabrakło nam kontuzjowanego Adama Łapety i Mike'a Wilksa. Do tego jesteśmy teraz w momencie sezonu, w którym bardzo ostro trenujemy i graliśmy od początku jakby na zwolnionym tempie, nie byliśmy sobą. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale przygotowujemy graczy nie na dzisiaj a na te najważniejsze spotkania w play-off. Tak naprawdę to dopiero w ciągu ostatnich dwóch tygodni mogliśmy poćwiczyć, potrenować, podnieść wydolność i gracze mają to w nogach, było wyraźnie widać, że brakuje nam świeżości, ale to jest normalne. Nie panikujemy z powodu przegranej, konsekwentnie pracujemy i wiemy, dokąd ta praca może nas zaprowadzić. Przy każdej okazji musimy nadrabiać to, czego nie mogliśmy robić, kiedy graliśmy jednocześnie w Eurolidze, VTB i TBL.

Z kolei Turów zagrał świetny mecz w ataku. Rywale też trenują, też przygotowują się do spotkań i w myśl zasady "bij mistrza" zawsze podchodzą do takich spotkań maksymalnie przygotowani w każdym elemencie. Ja nie szukam usprawiedliwień, my chcieliśmy wygrać, ale to jest tylko jeden mecz. Dla pojedynczego meczu nie zrezygnujemy ze swoich przekonań i planu. Żeby wygrać wojnę, można przegrać jedną bitwę. Patrzymy na duży obrazek, czego nam brakuje, analizujemy przyczyny i szukamy rozwiązań.

Wasz środkowy, Ratko Varda miał być najmocniejszym punktem zespołu w walce z drużyną ze Zgorzelca. Zawiódł.

- Ratko zagrał dziś fatalnie, ale wszyscy grali bardzo słabo. Przepraszam, dwóch zawodników grało na swoim poziomie, Piotrek Szczotka i Robert Witka. Cała reszta prezentowała się poniżej własnych możliwości.

Mieliście problemy na ławce, w drugiej kwarcie prawie zagraliście tylko z jednym Polakiem na parkiecie. W trzeciej znowu na plac gry wyszło sześciu koszykarzy.

- My w ogóle w meczu z Turowem byliśmy jakoś poza grą, ale to co się stało, to był mały problem. Poza tym w hali w Zgorzelcu jest zawsze tak głośno, że trudno się komunikować (śmiech). Ale poważnie mówiąc, to były drobne nieporozumienia. Większym kłopotem było to, że zaczynaliśmy kwarty na śpiąco i mieliśmy kłopoty na obwodzie.

Problem z graczami obwodowymi wynika może z tego, że nie ma w drużynie ludzi, których zakontraktowaliście przed sezonem. Mówię o Bobby Brownie i JR Giddensie.

- Proszę zobaczyć na to, że Giddens po zwolnieniu z Prokomu poszedł do Pamesy Walencja i nie zagrał tam nawet jednego meczu. To chyba o nim świadczy. I Brown i Giddens mają olbrzymie talenty, ale talent to nie wszystko. Utalentowanych ludzi w życiu jest bardzo dużo. Żeby wykorzystać ten dar, to trzeba mieć też talent do życia, talent do pracy, talent do rozumienia między ludźmi. Ja dalej uważam, że to utalentowani koszykarze, a my czekaliśmy bardzo długo na to, by zafunkcjonowali w Prokomie.

Gdzie więc był problem?

- Mam wrażenie, że oni chcieli aby zespół zmienił się pod nich, a nie oni dostosowali do zespołu i to był problem, dlatego musieliśmy się rozstać.

David Logan i Qyntel Woods to także trudne charaktery, ludzie specyficzni, chodzący swoimi drogami. Z nimi się panu udało, czy to oznacza, że Brown i Giddens są jeszcze trudniejsi niż wspomniana dwójka?

- Tu chyba chodzi o poziom inteligencji. Charakter można mieć trudny, ale np. Qyntel Woods potrafił opanować zagrywki. W przypadku tegorocznych koszykarzy było tak, że przebywając z drużyną trzy miesiące jeden z nich nie znał ani jednej i nie chciał się ich uczyć. To nie charakter, to raczej kwestia tego, co można dać, a co wziąć. My chcieliśmy żeby ktoś u nas grał, funkcjonował, szukamy ludzi, którzy mają talent, chcemy by ten talent eksplodował, ale czasami nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć. Wydaje mi się, że JR Giddens ma teraz duży problem ze znalezieniem pracy.

Czasem tak jest, że utalentowany koszykarz to nie zawsze koszykarz, który wniesie do zespołu to, czego się od niego oczekuje. Musimy powiedzieć sobie szczerze, że Prokom może podpisać koszykarzy z pewnego poziomu. Są zespoły, które podpisują graczy dobrych i przewidywalnych ludzi, my tego luksusu nie mamy i musimy szukać wśród innych opcji, wyszukiwać perełki. Oczywiście jako trener chciałbym podpisać gracza i mieć pewność, że w meczu mogę oczekiwać od niego pewnych rzeczy i być spokojnym, że dokładnie to zespół dostanie.

Prokom jest dalej faworytem Tauron Basket Ligi?

- To chyba pytanie nie do mnie, a raczej do ekspertów, dziennikarzy czy fanów. My po prostu chcemy robić swoje

*Tomas Pacesas - Litwin, w Polsce grał w Legii Warszawa, Śląsku Wrocław, Anwilu Włocławek i Prokomie. Obecnie szkoleniowiec mistrzów Polski, z którym w ubiegłym sezonie awansował aż do ćwierćfinału Euroligi. Od 10 lat nieprzerwanie zdobywa złote medale, najpierw w 2001 roku w Rosji jako zawodnik Uralu Great Perm, następnie ze Śląskiem, Anwilem i Prokomem.

Więcej o: