Dzieje się! Chcą powiększyć koszykarską ekstraklasę. "Poroniony pomysł"

Łukasz Cegliński
To temat, który elektryzuje koszykarskie środowisko - prezes ekstraklasy chce powiększenia ligi poprzez sprzedanie dzikiej karty Zagłębiu Sosnowiec. - Masowość jest ważna, bądźmy wszędzie tam, gdzie się da - mówi nam jeden z klubowych prezesów. - Poroniony pomysł, ligę trzeba raczej zmniejszyć - przekonują inni. A w tle dyskusji jest niedobór polskich koszykarzy, którzy jednocześnie zarabiają ponad stan.

Władze koszykarskiej ekstraklasy chcą powiększyć szesnastozespołową ligę do 17, a nawet 18 drużyn - o tym, że poważnie zainteresowane wykupieniem dzikiej karty jest Zagłębie Sosnowiec, pisaliśmy w Sport.pl w poniedziałek. Teraz pytamy szefów klubów, co sądzą o kwestii rozszerzenia ligi, które jest pomysłem jej prezesa Łukasza Koszarka – rada nadzorcza ligowej spółki pozytywnie zaopiniowała jego wniosek i dała zielone światło na jego wdrażanie.

Zobacz wideo Oto następczyni Igi Świątek?

Im więcej ośrodków tym lepiej, ale planujmy strategicznie, a nie na wariata

- Przede wszystkim uważam, że liga powinna się rozwijać, jeśli chodzi o liczbę koszykarskich ośrodków i miast z tradycjami – mówi Arkadiusz Pelczar, prezes Startu Lublin. - Jesteśmy dużym krajem, mamy blisko 40 mln ludzi, powinniśmy mieć odpowiednio dużą ligę. Jeśli jest szansa na nowy koszykarski ośrodek, na duże miasto z drużyną ekstraklasową, to ja jestem na tak.

- Trzeba się w ten sposób rozwijać i dążyć do tego, żeby jak najwięcej meczów było pokazywanych w telewizji. Często mówimy w środowisku koszykarskim o tym, że ważna jest masowość. Jeśli tak, to do niej dążmy, bądźmy wszędzie tam, gdzie się da. To też jest popularyzacja koszykówki i zwiększanie jej masowości – dodaje.

Na te kwestie zwraca uwagę też inny prezes, który woli wypowiadać się anonimowo: - Spróbujmy tej osiemnastki. Będzie więcej ośrodków, więcej meczów w rundzie zasadniczej i dla nas to lepiej – to większa szansa na ekspozycję, obecność w telewizji, przyciągnięcie sponsorów. Choć na pewno wolałbym, żeby to rozszerzenie nie działo się na wariata, na koniec sezonu. Planujmy wszystko strategicznie, z rocznym wyprzedzeniem, a nie tak, jak teraz.

"Obniżenie poziomu jest niemal pewne"

Głosy popierające rozszerzenie ligi są jednak rzadsze niż te, które je krytykują. Większość prezesów, z którymi rozmawialiśmy, ocenia ten pomysł negatywnie. Ale woli się wypowiadać anonimowo.

- Niestety o tym słyszałem, poroniony pomysł – mówi nam jeden z nich. - Czy ktoś w ogóle zastanawia się nad tym, co zrobić, by liga była lepsza, by szła w górę w rankingu europejskich lig? Nie sądzę.

- Minusy rozszerzenia? Dołożenie kolejnych meczów i gęsty terminarz, który może być uciążliwy dla klubów grających w pucharach, a dla finalistów liga kończy się przecież dopiero w czerwcu. Dla najlepszych w terminarzu będzie po prostu bardzo ciasno. Ale to najmniejszy problem. Większym jest niemal pewne obniżenie poziomu, głównie przez to, że nie ma skąd brać wartościowych polskich graczy. Gdyby ligę rozszerzono o dwa zespoły, do ekstraklasy trzeba byłoby wciągnąć 10-14 takich zawodników, a wystarczy spojrzeć na składy drużyn z końca tabeli, by zobaczyć, jacy koszykarze w nich grają – zaznacza.

Ile zarabiają polscy koszykarze? "Średni gracze już są bardzo drodzy"

Tu wyjaśnijmy: w Orlen Basket Lidze obowiązuje tzw. przepis o Polaku – w każdym momencie meczu na parkiecie musi być jeden zawodnik z polskim paszportem, a w dwunastoosobowym składzie trzeba mieć ich siedmiu. Furtkę zostawiono dla klubów grających w europejskich pucharach, które po wniesieniu opłaty mogą zmieniać proporcje do sześciu Polaków i sześciu graczy zagranicznych. Jeśli do meczu zgłoszonych jest 10 graczy, w zespole trzeba mieć pięciu graczy z polskim paszportem.

- Popyt na Polaków, ze względu na przepisy, jest duży, ale podaż mała. Dlatego przeciętny polski gracz kosztuje majątek, zarobki są nieadekwatne do prezentowanego poziomu – mówi jeden z prezesów

Ile zarabiają w ekstraklasie polscy koszykarze? Najlepszym kluby płacą około 50 tys. złotych miesięcznie, w pojedynczych przypadkach nawet więcej. Średniacy mają kontrakty na 20-30 tys. Są prezesi, którzy uważają, że to zdecydowanie za dużo powyżej ich wartości rynkowej i poziomu, który prezentują. – Średni gracze już są bardzo drodzy, a jak powiększymy ligę, to kwoty pójdą w górę, choć nie zmieni się ich poziom. I jeszcze zubożeje I liga, z której ekstraklasa wybierze najlepszych graczy.

Może powstać liga dwóch prędkości

- Prawda jest taka, że nie ma wielu Polaków do grania w ekstraklasie, że jest problem z podażą graczy, z ich dopływem i jakością – mówi inny z prezesów. - Tych, którzy są, kluby będą sobie wyrywać, ceny pójdą w górę. A poziom ligi spadnie, bo w związku z przepisami trzeba będzie wciągnąć do niej graczy, którzy nie są na to gotowi.

- Wiem, że mówi się też o tym, że brakuje nam Polaków, którzy mogliby grać na odpowiednim poziomie w ekstraklasie – zgadza się Arkadiusz Pelczar. Ale zauważa: - To jest także nasza, klubów, odpowiedzialność. Drużyny ekstraklasowe powinny mieć zespoły rezerw i wychowywać tych graczy na poziom ekstraklasy.

Jeden z prezesów, który pomysł rozszerzenia ocenia raczej pozytywnie, dostrzega też jednak potencjalny minus. - Przy 18 drużynach możemy mieć ligę dwóch prędkości: bogatszych, lepszych drużyn walczących o play-off i stawkę, powiedzmy, od 10. miejsca w dół, która rywalizuje tylko między sobą.

Są głosy za zmniejszeniem ligi - o dwa, a nawet cztery zespoły

W wypowiedziach prezesów pojawiają się też głosy, że ligi nie tyle nie należy powiększać, co ją po prostu zmniejszyć. – Bo to jest pytanie o to, na czym nam zależy, co chcemy osiągnąć. Zmniejszenie da nam poprawę jakości, przy dwunastu drużynach mielibyśmy mocniejszą ligę, poziom rozgrywek byłby wyższy. Ale z drugiej strony – mielibyśmy mniej koszykarskich ośrodków, mniejszą bazę kibiców. Większa liga, to szansa na wygenerowanie większego zainteresowania – mówi jeden z prezesów.

- Zmniejszmy ligę – apeluje za to inny z naszych rozmówców. - Zaplanujmy to z wyprzedzeniem, ale zmniejszmy. O co najmniej dwie drużyny, a może nawet o cztery. Mniej drużyn to wyższy poziom rozgrywek, także w I lidze, gdzie zeszłaby część polskich graczy. Tam powinni się ogrywać młodzi zawodnicy, mieliby do tego lepsze warunki – dodaje.

A zapytany o to, jak może być argumentowane planowane rozszerzenie, mówi: - Decyzja pewnie będzie broniona tak, że skoro jest silny ośrodek z pieniędzmi w nowym miejscu na mapie, weźmy ten opisywany Sosnowiec, to trzeba to wykorzystać. Ja zgodziłbym się z takim tokiem myślenia, gdybyśmy mieli do wyboru wielu polskich graczy na odpowiednim poziomie. Ale ich nie mamy, a mnie dochodzą słuchy, że zawodnicy wyczuwają już dla siebie szansę i stawki, jakich oczekują, już idą w górę.

- Zmniejszmy ligę - powtarza kolejny z prezesów. - Rozumiem interes ośrodków, w których ekstraklasa jest magnesem dla kibiców i dzięki niej można pozyskać większe pieniądze na klub z miasta. To są realne potrzeby i ich nie neguję. Natomiast jeśli chcemy budować produkt, jeśli liga ma być jakościowa, to przydałoby się jej zwężenie do nawet 12 drużyn - dodaje

Zagłębie z dziką kartą? To nie byłby pierwszy przypadek

- Dla mnie najgorsze w tym projekcie rozszerzenia jest to, że jest to działanie oportunistyczne - mówi inny z prezesów. - Bo po co się to robi? Przecież wiemy doskonale, że to nie jest tak, że ktoś przeprowadził analizę i wymyślił, że większa liga pozytywnie wpłynie na poziom rozgrywek czy zasobność klubów. Nie, zmiana podyktowana jest tym, że pojawiła się okazja. Jest Sosnowiec, który ma halę i pieniądze, to włączmy go do ligi. To działanie doraźne, nie idzie za tym głębsza myśl - dodaje.

W kończącym się sezonie w Orlen Basket Lidze grało – tak jak przez poprzednie pięć lat – 16 drużyn. Ostatnie miejsce oznaczające spadek zajął Sokół Łańcut, o awans w jego miejsce walczą obecnie Górnik Wałbrzych i Astoria Bydgoszcz – w finale play-off I ligi jest 1-1.

Z informacji Sport.pl wynika, że dodatkową drużyną, która powiększyłaby stawkę do 17 drużyn, jest Zagłębie Sosnowiec. Klub, który ma bogatą koszykarską historię, w latach 80. wywalczył dwa tytuły mistrza Polski, zdobył też cztery brązowe medale. W ostatnich dekadach przeżywał wzloty i upadki w niższych ligach, ostatnio awansował do II ligi, czyli na trzeci poziom rozgrywkowy.

Teraz Zagłębie miałoby wykupić dziką kartę, która ma kosztować nie mniej niż 500 tys. zł. W środę serwis SuperBasket poinformował, że podobnym ruchem zainteresowany jest Radom, który w poprzedniej dekadzie miał zespół walczący o najwyższe cele, a obecnie grający w I lidze. W przeszłości szefowie ekstraklasy kilkakrotnie zapraszali kluby do rywalizacji poprzez kupno właśnie dzikiej karty – dotyczyło to m.in. Kinga Szczecin, Śląska Wrocław czy Polskiego Cukru Toruń. Dwa pierwsze kluby zdobywały w ostatnich latach mistrzostwo Polski, zespół z Torunia kilka lat temu też walczył o najwyższe cele.

Ile drużyn powinna liczyć Orlen Basket Liga?1
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.