Łańcut świętował, Legia ruszyła po złoto. Pewna wygrana i 4 minuty dyrektora reprezentacji

Łukasz Cegliński
Skoro mierzył się typowany do ostatniego miejsca beniaminek z wicemistrzem i kandydatem do złota, to inaczej być nie mogło. Legia Warszawa bez wysiłku wygrała w Łańcucie 83:72 w pierwszym meczu sezonu Energa Basket Ligi i ruszyła po złoto. Ale już za chwilę na jej drodze stanie mistrzowski Śląsk.

Cztery dni po meczach o medale na EuroBaskecie, w którym Polska zajęła świetne czwarte miejsce, ruszyła Energa Basket Liga. Ruszyła w Łańcucie, bo miejscowy Rawlplug Sokół po latach dobrej gry w I lidze wreszcie przebił się do ekstraklasy. I już w pierwszym meczu beniaminek podejmował wicemistrzowską Legię Warszawa, która po letnich transferach jest - obok broniącego tytułu Śląska Wrocław - najpoważniejszym kandydatem do złota.

Zobacz wideo Lewandowski, Piszczek i Dudek w Alei Gwiazd. "Chciałbym jeszcze tu pograć"

Legia mocna od początku - gwiazdy ustawiły mecz

Nazwiska w zespole Wojciecha Kamińskiego robią wrażenie - 31-letni Ray McCallum ma za sobą 154 mecze w NBA, występy w Eurolidze oraz Pucharze Europy. Rok starszy Travis Leslie NBA liznął tylko przez moment, ale w Europie grał w ligach niemieckiej, francuskiej czy, ostatnio, hiszpańskiej. Z kolei środkowy Geoffrey Groselle, skrzydłowy Janis Berzins czy obwodowy Devyn Marble w ostatnich sezonach byli wyróżniającymi się graczami polskiej ligi.

I to właśnie Marble zaczął mecz od pięciu punktów z rzędu, dzięki czemu Legia zaczęła od wyniku 5:0. Beniaminek, który w lecie sprowadził czterech graczy z USA, ale z niższej półki niż ci z Legii, odpowiedział skutecznym fragmentem i prowadził 14:8 po trójce Lee Moore'a. Sytuacja dość szybko wróciła jednak do normy, czyli przewagi Legii.

Mateusz Ponitka w PanathinaikosieMateusz Ponitka trafił do giganta. "Gwarantuje występy na najwyższym poziomie"

W drugiej kwarcie legioniści dyrygowani przez McCalluma (szybkie pięć punktów i pięć asyst) rozegrali kilka składnych akcji, wykorzystali przewagę fizyczną pod koszem i wypracowali nawet 17 punktów przewagi - 42:25 w 17. minucie. Sokół potrafił się odgryźć w ataku przede wszystkim za sprawą Moore'a (16 punktów i cztery asysty do przerwy), ale w obronie beniaminek nie był w stanie zatrzymać gwiazd Legii. Do przerwy goście prowadzili 52:36.

Sokół bez "Kaszy", ale i tak święto w Łańcucie. A w Legii zagrał dyrektor

Łańcut w czwartek i tak świętował, bo mecz z Legią był dla Sokoła pierwszym, historycznym w ekstraklasie. Zainteresowanie było duże, do hali mającej 1,2 tys. krzesełek na trybunach wpuszczono 100 osób więcej na miejsca stojące. Łańcut od lat ma dobry koszykarski klimat, pierwszoligowi koszykarze chwalili sobie występy w liczącym niespełna 20 tys. mieszkańców, położonym 16 km od Rzeszowa mieście. – W Łańcucie jest tak fajnie i pięknie jak nad morzem. Tylko, że nie ma morza - powiedział kiedyś były koszykarz Sokoła, a także Legii Marcel Wilczek.

Symbolem koszykarskiego Łańcuta przez wiele lat był Dariusz Kaszowski - w młodzieńczych latach lekkoatleta, rozgrywający Sokoła, od 1994 roku jego trener. I to właśnie "Kasza" wywalczył z zespołem historyczny awans do ekstraklasy, ale - co zaszokowało całe koszykarskie środowisko w Polsce - na początku sierpnia zrezygnował z prowadzenia Sokoła. - Z przyczyn osobistych, ze względu na zdrowie - tłumaczył krótko.

W debiucie w ekstraklasie Sokoła prowadzi zatem dotychczasowy asystent Radosław Soja. W drugiej połowie czwartkowego meczu jego zespół próbował walczyć, ale Legia była za mocna. Punkty Groselle'a dały ponad 20 punktów prowadzenia w 27. minucie i choć Sokół gonił, to ostatecznie warszawianie wygrali 83:72. Najwięcej punktów dla Legii, 19, zdobył Leslie (także dziewięć zbiórek), 16 dodał Marble (siedem asyst). Naskuteczniejszy w Sokole Moore rzucił 29 punktów, miał pięć zbiórek i pięć asyst.

Marcin Gortat, Mateusz PonitkaGortat docenił klasę Ponitki. "Różnimy się w wielu sprawach"

Mecz przez moment był tak jednostronny, że trener Kamiński w 29. minucie mógł sobie pozwolić na wprowadzenie na parkiet Łukasza Koszarka. 38-letni rozgrywający jest bardzo ważnym graczem Legii, ale z racji tego, że w reprezentacji Polski pełni rolę dyrektora sportowego i był na EuroBaskecie - zdążył odbyć tylko dwa treningi. Grając z marszu Koszarek miał asystę, stratę i faul w ciągu czterech minut i 11 sekund.

Czas na europejskie puchary, pięciu reprezentantów z EuroBasketu w lidze

Wicemistrzowska Legia zaczęła od zwycięstwa, mistrzowski Śląsk swój pierwszy mecz - z PGE Spójnią Stargard - zagra w sobotę. A już w czwartej 29 września hit początku sezonu, czyli mecz Legia - Śląsk na warszawskim Torwarze. Niedługo potem kandydaci do złota rozpoczną walkę w europejskich pucharach - Legia występować będzie w Lidze Mistrzów, czyli flagowych rozgrywkach FIBA, natomiast Śląsk zagra w Pucharze Europy, czyli przedsionku Euroligi.

A Energa Basket Liga będzie się rozkręcać z dnia na dzień. W środę, 24 godziny przed inauguracją ligi, mecz o Superpuchar im. Adama Wójcika rozegrał mistrzowski Śląsk, którego rywalem była BM Stal Ostrów Wlkp. W hali w Opolu zwycięska okazała się ekipa z Ostrowa, która wygrała 94:81. MVP meczu wybrano Damiana Kuliga ze Stali, który zdobył 24 punkty i miał siedem zbiórek.

W meczu o Superpuchar wystąpiła też trójka reprezentantów Polski z EuroBasketu - Jakub Garbacz rzucił 13 punktów dla Stali, a Aleksander Dziewa i Łukasz Kolenda zdobyli, odpowiednio, 17 i osiem dla Śląska. Poza nimi w Polsce gra jeszcze dwóch biało-czerwonych kadrowiczów - Jarosław Zyskowski (Trefl Sopot) oraz Aaron Cel (Twarde Pierniki Toruń).

Więcej o: