Na rozgrzewce śpiewał z kibicami "Sen o Warszawie", a potem poprowadził Śląsk do zwycięstwa nad Legią

Łukasz Cegliński
- Bardzo lubię te piosenki, które rywale grają w swoich halach. Podoba mi się to, co leci na rozgrzewce w Słupsku, w Warszawie też zawsze sobie ponucę - mówi Aleksander Dziewa, koszykarz Śląska Wrocław, który na rozgrzewce nucił "Sen o Warszawie", a potem poprowadził swój zespół do wygranej 81:74 w Warszawie w trzecim meczu finału Energa Basket Ligi z Legią.

Było 37 sekund do końca, w szalenie emocjonującym meczu Śląsk prowadził 77:74. Faulowany Aleksander Dziewa w olbrzymim tumulcie stanął na linii rzutów wolnych. Spojrzał na kosz, za którym siedzieli najgłośniejsi fani Legii – krzyczący, machający rękami, powiewający flagami. Trafił raz, a potem drugi. Dał Śląskowi prowadzenie, którego Legia już nie zdołała odrobić. Wrocławianie wygrali mecz nr 3 i w finale granym do czterech zwycięstw objęli prowadzenie 2-1.

- No, muszę przyznać, że kibice dali dzisiaj czadu, byli bardzo głośni. Kiedy rzucałem te ostatnie dwa wolne, to już w ogóle bardzo, bardzo głośni. Fajna hala, fajna do grania, duże emocje – mówił po meczu 25-letni podkoszowy, zdobywca 21 punktów, co było najlepszym indywidualnym wynikiem spotkania.

Aleksander Wielki - luz, "Sen o Warszawie" i prowadzenie Śląska

Dziewa, reprezentant kraju i najlepszy polski gracz tego sezonu Energa Basket Ligi, w poprzednim meczu finału wypadł blado. Zdobył co prawda 11 punktów, ale jego skuteczność i podkoszowa aktywność były na sporo niższym poziomie niż w pierwszym spotkaniu rywalizacji o złoto, gdy rzucił 18, trafiając siedem z ośmiu rzutów z gry.

Zobacz wideo Wisła Kraków na spadku straciła nawet 20 mln złotych. Może ją czekać krach

Dlatego przed niedzielnym meczem w Warszawie wiadomo było, że postawa Dziewy będzie bardzo ważna. Wiedział też na pewno o tym sam zawodnik, który do spotkania podszedł z dużym spokojem. A nawet luzem, który bił od niego na rozgrzewce. Hiphopowe rytmy z głośników? Gwiazdor Śląska nucił je sobie pod nosem. "Sen o Warszawie", który zawsze przed meczem odśpiewują kibice Legii? Dziewa momentami podśpiewywał razem z nimi. Wyglądał tak, jakby nic nie było w stanie go zdeprymować.

Może dlatego, że już wiedział, że nie zacznie meczu w piątce, że będzie mógł spokojnie obejrzeć pierwsze minuty, a potem wejść na parkiet i reagować? Trener Śląska Andrej Urlep w jego miejsce wprowadził łotewskiego środkowego Martinsa Meiersa, Dziewa na parkiecie pojawił się po trzech minutach, gdy zmienił Kerema Kantera. I od razu zaczął grać znakomicie – trafiał z każdej pozycji, w pierwszej kwarcie zdobył 12 punktów, wykonał m.in. akcję za trzy, w której faulowany przez Adama Kempa trafił rzut hakiem o tablicę. Aleksander był wielki - to w dużej mierze dzięki niemu Śląsk wyszedł na prowadzenie 26:17 po pierwszej kwarcie.

Przełamanie w trudnym momencie - to jego play-off

Do przerwy Dziewa miał 16 punktów i 7/8 z gry. Ale też coraz mniej sił, bo finałowy mecz nr 3 był najbardziej intensywny z dotychczasowych, a walka pod koszami z poziomu obręczy często przenosiła się do parteru. Luzu już dawno nie było, natomiast pojawiła się nerwowość – szczególnie po kolejnych faulach, których w czwartej kwarcie Dziewa miał już cztery. Mecz był zacięty, coraz większą rolę odgrywały emocje, a podkoszowy Śląska siedział na ławce.

Ale w tegorocznym play-off Dziewa potrafi przełamać się w trudnym momencie, nie stracić wiary w siebie nawet wtedy, kiedy mu nie idzie. Tak było w meczu nr 5 półfinału z Czarnymi, który Śląsk wygrał na wyjeździe, tak było w niedzielę w Warszawie. Choć długo się na to nie zanosiło - gdy w czwartej kwarcie Dziewa wracał na parkiet przy stanie 70:65 dla Śląska, to najpierw spudłował za trzy, a potem nie złapał podania od gwiazdy Śląska Travisa Trice’a.

Legia czekała od lat, ale Warszawa jęknęła z zawodu. Śląsk dwa kroki od złotaLegia czekała od lat, ale Warszawa jęknęła z zawodu. Śląsk dwa kroki od złota

Amerykański wirtuoz nie zwątpił jednak w Dziewę. W kolejnej akcji znów podał mu pod kosz, a ten w niełatwej sytuacji trafił z faulem i wykorzystał rzut wolny. A gdy Legia odpowiedziała trójką, zamienił na punkty wspomniane na początku dwie kolejne próby za jeden. - Cieszę się, że tak się ten mecze skończył, że trafiłem te rzuty. Wolne zawsze są nerwówką, jak kibice rykną, to można się pomylić. Jestem zadowolony, ale tylko na chwilę. Zaraz skupiamy się na kolejnym meczu – mówił tuż po spotkaniu Dziewa.

Dobry manewr Andreja Urlepa

W niedzielę podkoszowy Śląska rzucił w sumie 21 punktów – trafił osiem z 11 rzutów za dwa, miał 4/4 z wolnych, a do tego dwie zbiórki i blok. Jego współczynnik +/- na poziomie +11 był najlepszym spośród wszystkich zawodników obu drużyn.

Pomogło wejście z ławki? – Nie, to nie jest tak, że wyszedłem z ławki z lepszą energią. Staram się podchodzić do wszystkiego profesjonalnie – jeśli trener czegoś ode mnie chce, to nie pozostaje mi nic innego jak robić to, co on mówi. A przed tym meczem tłumaczył, że chce poszerzyć rotację o Martinsa i dlatego podjął taką decyzję – mówił Dziewa. Manewr Urlepa się powiódł – pierwszopiątkowy Meiers zdobył osiem punktów i miał 10 zbiórek, z czego aż sześć w ataku.

W finale jest 2-1 dla drużyny z Wrocławia, rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw. Spotkanie nr 4 – we wtorek w Warszawie. Mecz nr 5 – w piątek we Wrocławiu.

Więcej o: