TBL. Ranking siły nr 2: Potrójny podskok Asseco, Stelmet znowu w dół

Po sześciu kolejkach Tauron Basket Ligi Łukasz Cegliński ze Sport.pl ocenia, gdzie w ligowym rankingu siły znajdują się poszczególne drużyny.

Po rozszerzeniu ligi do 16 zespołów sezon TBL obejmuje 30 kolejek. Dotychczas rozegrano sześć i to kolejny dobry moment, by zastanowić się, jak wygląda ligowy ranking siły. Nie odzwierciedlamy w nim tabeli, raczej konfrontujemy oczekiwania, ambicje i bogactwo personalne z wynikami i formą zespołów. W nawiasach awans lub spadek w stosunku do rankingu po trzech kolejkach :

1. (0) Turów 6-0

Mistrzowie Polski na razie są ponad ligą, jeśli chodzi o skład, możliwości jego wykorzystywania i formę. Wszystko to jak na dłoni widać było w meczu z Rosą - zespołem, który ma i ambicje, i możliwości, by wejść do półfinału. Radomianie mieli na Turów pomysł, nieźle grali w obronie... Do czasu. Wystarczyło, by zgorzelczanie przycisnęli pedał gazu i w drugiej połowie odjechali solidnym rywalom bez problemu.

Tony Taylor, Chris Wright, Filip Dylewicz, Uros Nikolić, Ivan Zigeranović - druga piątka Turowa pod względem średniej minut na boisku mogłaby sprawić kłopoty większości przeciwników w lidze. Pierwsza - Mardy Collins, Michał Chyliński, Nemanja Jaramaz, Vlad-Sorin Moldoveanu, Damian Kulig - pod każdym względem bije na razie konkurencję. Trzy najbliższe mecze Turowa to Anwil i Start u siebie oraz Dąbrowa na wyjeździe. Jakakolwiek porażka mistrzów byłaby ogromną sensacją.

2. (+1) Śląsk 6-0

Bilans 3-0 po trzech pierwszych meczach trochę nas zaskoczył, kolejne 3-0 po trzech następnych - już nie. W Słupsku, z Jeziorem i w Kutnie spodziewaliśmy się zobaczyć Śląsk, który gra zespołowo, nie daje się zaskoczyć, potrafi reagować na to, co dzieje się na boisku, wykorzystuje doświadczenie swoich koszykarzy. I taki zobaczyliśmy. W Słupsku najważniejsze akcje wykonywał Mantas Cesnauskis, w Kutnie robił to Roderick Trice, a Robert Skibniewski, Denis Ikovlev i spółka robili swoje.

Czy Śląsk będzie wygrywał do 8 grudnia, gdy spotka się w - możliwym, choć nie przesądzonym - meczu na szczycie z Turowem? Niekoniecznie. Dwie kolejki wcześniej wrocławianie zmierzą się w arcyciekawym meczu z Rosą w Radomiu. Po meczach ze Stelmetem i Czarnymi trudno nazwać to spotkanie "prawdziwym testem dla Śląska" - wrocławianie już go przeszli. Ale ewentualne zwycięstwo w Radomiu może wepchnąć ich do tak ścisłej czołówki, o jakiej przed sezonem zapewne nie marzyli.

3. (-1) AZS 5-1

Ciekawostka z zaawansowanych statystyk meczowych, które prowadzi Krzysztof Kosidowski: w klasyfikacji zawodników z najlepszym rankingiem ofensywnym (wg wzoru Deana Olivera) w gronie najlepszych 11 koszykarzy TBL jest aż czterech przedstawicieli AZS: Devon Austin (pierwszy), Dante Swanson (trzeci), Szymon Szewczyk (piąty) i Goran Vrbanc (11.). Dodajcie do tego Qyntela Woodsa i macie odpowiedź na to, dlaczego AZS wygrał pięć z sześciu meczów.

AZS to drużyna o najbardziej efektywnym ataku w lidze i czytając to, aż dziw bierze, że ekipa Igora Milicicia tak wyraźnie przegrała spotkanie ze Stelmetem w Zielonej Górze. Patrząc na to, jakie problemy mają wicemistrzowie Polski, wydawałoby się, że AZS powinien wykorzystać ich słabą obronę, dopuszczanie rywali do rzutów z dystansu... Cóż, po raz kolejny okazuje się, że statystyki to nie wszystko. Co absolutnie nie zmniejsza siły AZS.

4. (+3) Asseco 4-2

Co za kwartet pogrywa sobie z całą ligą! Rozgrywający A.J. Walton, rzucający Filip Matczak i środkowy Ovidijus Galdikas mają słabsze strony, ale trener David Dedek potrafił ustawić zespół tak, by wykorzystać ich najmocniejsze. Walton znakomicie gra jeden na jednego i po takich pojedynkach trafia lub podaje. Matczak nie boi się żadnej akcji, a odwaga go nie zaślepia. Natomiast Galdikas jest postrachem rywali pod koszami - średnie 12,7 zbiórki oraz 3,7 bloku na mecz nie odzwierciedlają całego wpływu Litwina na grę.

Dedek drużynę poskładał świetnie - jego zespół jest jednym z najlepiej broniących w lidze, a defensywa drużyny jest zróżnicowana. Obrona indywidualna, pułapki na całym boisku, aktywna strefa... Niby wszyscy wiedzą, jak Asseco gra, niby wszyscy widzą, co potrafią, a czego nie potrafią robić gdynianie, ale na razie zatrzymali ich tylko AZS i Czarni.

5. (0) Rosa 4-2

Prawdopodobnie zespołu Wojciecha Kamińskiego znów nie doceniłem, ale jednak niepokonana w domu Rosa każde z czterech spotkań u siebie rozegrała z niżej, a nawet dużo niżej notowanymi drużynami (Polfarmex, Anwil, Polpharma, Start), a na wyjeździe przewróciła się na przeciętnym Polskim Cukrze i w połowie meczu pękła w Zgorzelcu. Rosa to zbyt dobry zespół, by dawać jej wyższe miejsce "po znajomości". Porządniej będzie poczekać, aż sama wdrapie się do czołówki.

A jeśli to zrobi, to zapewne defensywą. Z zestawień Krzysztofa Kosidowskiego wynika, że Rosa ma w tej chwili najlepszą efektywność obrony - wyprzedza pod tym względem Stelmet, Turów, Asseco i Koszalin. Ale znów - jak oceniać tę defensywę po starciach z np. Polpharmą i Startem? To obrona Rosy jest taka dobra, czy atak rywali taki słaby? Możliwe, że i jedno, i drugie.

6. (-2) Stelmet 4-2

Pewna wygrana z rozpędzonym AZS sugerowała, że przynajmniej w lidze wicemistrzowie Polski zaczną grać na miarę swoich możliwości. Ale potem przyszła porażka w Gdyni i wymęczone zwycięstwo z Wilkami Morskimi. Od słabej obrony indywidualnej, przez niepewną grę pod koszem, gdzie rywale zbierają sporo piłek, po kiepską skuteczność wielu graczy - w które miejsce boiska nie spojrzysz, tam Stelmet ma kłopoty.

Ale warto zwrócić uwagę na to, które często jest pomijane - średni, najwyżej, początek sezonu ma Łukasz Koszarek. Fatalny występ z Wilkami usprawiedliwia uraz pleców, ale już wcześniej ze skutecznością nie było najlepiej, a i w organizacji gry nie ma błysku, do którego "Koszar" nas przyzwyczaił. Może być tak, że negatywny wpływ na jego grę ma - poza urazem - obecność Steve'a Burtta, który nawet nie tyle gra indywidualnie, co po prostu lubi mieć piłkę w rękach. Koszarek, najwyraźniej, nie znalazł w nowej drużynie Stelmetu swojego miejsca. Czy zmieni się to u trenera Saso Filipovskiego?

7. (+2) Polfarmex 3-3

Wygląda na to, że Kwamain Mitchell nie jest koszykarzem, który błysnął raz, a potem miał problem z powtórzeniem imponującego wyczynu. Po sześciu kolejkach rozgrywający z Kutna jest zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców, zdobywa średnio po 24,1 punktu na mecz. Ale, co istotniejsze, nie musi rzucać po 30, 40 punktów w meczu, by jego zespół walczył z silniejszymi.

Mecz ze Śląskiem, przegrany 71:76 po zaciętej końcówce, pokazał, że Polfarmex to nie tylko superstrzelec z USA - to także skuteczny i odważnie grający w tym sezonie Bartłomiej Wołoszyn, a także wyczyniający niesamowite rzeczy pod tablicami Kevin Johnson. A przecież w rotacji trenera Jarosława Krysiewicza zabrakło w tym meczu Patrika Audy, a Jakub Dłuski dopiero wraca do gry po kontuzji. Polfarmex może być groźny dla wszystkich, kropka.

8. (-2) Czarni 3-3

Drużyna Czarnych jest krytykowana przede wszystkim przez swoich fanów, ale jej dokonania wcale nie są tak jednoznacznie negatywne. Po pierwsze - przed sezonem Czarnych nikt nie typował do ścisłej czołówki, zespół widziano raczej w gronie średniaków. Po drugie - czy naprawdę jest tak fatalnie? Każde z sześciu spotkań, jakie rozegrali słupszczanie, było zacięte, walka o wygraną trwała do końca. W wygranych ze Startem i Dąbrową nie było to powodem do dumy, ale czy równa rywalizacja z Turowem, Śląskiem, AZS i Asseco nie była (mimo trzech porażek) sygnałem, że jednak nie wszystko jest złe?

Oczywiście, mogłoby być lepiej, gołym okiem widać, że rotacja w zespole jest zbyt wąska. Trener Dejan Mijatović eksploatuje podstawową piątkę, która w końcówkach nie ma siły, jest przewidywalna - to wyjaśnienie wygodne, ale być może w dużej mierze prawdziwe. Może więc warto bardziej zdecydowanie postawić na Michała Nowakowskiego, Tomasza Śniega i Kacpra Borowskiego?

9. (+2) Wilki Morskie 2-4

Zdziwieni, że tak wysoko? Moim zdaniem Wilki są silniejsze, niż wskazują na to ich wyniki - spójrzcie na łączny bilans drużyn, z którymi zespół Krzysztofa Koziorowicza przegrał. 19-5. Śląsk, AZS, Asseco, Stelmet - tak, Wilki przegrywały tylko z mocniejszymi od siebie. A pokonały słabe, przeżywające kryzys, ale jednak ustabilizowane w lidze Anwil i Trefl. I warto zwrócić uwagę, że mecze z Jeziorem, Polpharmą, Dąbrową, Startem czy Polskim Cukrem dopiero przed Wilkami.

Oczywiście, nie twierdzę, że szczecinianie wszystkie z nich wygrają, że do play-off awansują bez problemu. Ale uważam, że ten zespół ma szansę ustabilizować się na solidnym poziomie. Aby to osiągnąć, powinien: przestać ciągle sprowadzać i zwalniać graczy; zgrać drużynę; doświadczenie sztabu szkoleniowego zmienić na dobre decyzje; ustabilizować skuteczność Trevora Releforda i Pawła Kikowskiego. Wtedy niewykluczone, że Wilki zawyją naprawdę.

10. (-2) Polski Cukier 3-3

Bardziej niż nad wygraną z Dąbrową u siebie należy pochylić się nad porażką w Lublinie. Czyżby drużyna Miliji Bogicevicia miała problem na wyjazdach? W Starogardzie i ze Startem przegrała dość wyraźnie - w tym drugim spotkaniu dała się pokonać w walce o zbiórki, spudłowała wiele rzutów za trzy. Słaba skuteczność nie dziwi, Polski Cukier to drugi najgorszy pod względem skuteczności za trzy zespół w lidze. Ale po co tyle rzucać (0/4 Mateusza Jarmakowicza)?

Z Dąbrową dużo lepiej zagrali ci, od których w Toruniu powinno się wymagać więcej - LaMarshall Corbett, Sean Denison i Jamar Diggs. Ten pierwszy w każdym meczu potrafi zaprezentować efektowną akcję, wsad z powietrza itp., ale jego skuteczność rzutów mogłaby być lepsza. A Denison i Diggs grają nierówno.

11. (-1) Trefl 2-4

Trzeba uważać, by nie przecenić wygranej we Włocławku. Porażki Anwilu to nie przypadek, ten zespół na początku sezonu gra słabo, a na dodatek w starciu z Treflem brakowało mu Seida Hajricia. Sopocianie wykorzystali to, wygrywając walkę o zbiórki, w czym wydatnie pomógł im nowy środkowy Tautvydas Lydeka.

Trefl zaczyna się robić wybitnie litewski (Darius Maskoliunas, Sarunas Vasiliauskas, Eimantas Bendzius, Lydeka), ale wciąż bardzo ważnym graczem jest Michał Michalak. Reprezentacyjny rzucający, najlepszy strzelec Trefla, zaczął sezon od kilku spotkań ze słabą skutecznością poniżej 40 proc., we Włocławku miał niemal 60 proc. Jeśli się ustabilizuje gdzieś pośrodku, jeśli nabierze pewności, może prowadzić zespół do tak wyczekiwanych wygranych. Ale czy już w niedzielę ze Stelmetem?

12. (+2) Start 2-4

Mimo porażki 50:75 w Radomiu lublinianie zaskoczyli ostatnio na plus, bo dość pewnie wygrali u siebie z Polskim Cukrem. I niebawem ich bilans może się poprawić - zespół Pawła Turkiewicza w trzech najbliższych kolejkach spotka się u siebie z Polpharmą i Anwilem. Dlaczego ma nie wygrać obu tych spotkań? Start ma, co prawda, najniższą efektywność ataku w lidze, ale Polpharma i Anwil są tylko nieznacznie lepsze.

Liderem Startu jest Bryon Allen, który średnio rzuca po 20 punktów w meczu. Ale i drugoplanowi gracze potrafią wnieść coś do gry drużyny. 37-letni podkoszowy Tomasz Wojdyła w dwóch ostatnich spotkaniach miał średnio 10 punktów i 12,5 zbiórki.

13. (-1) Anwil 1-5

Kiedy wydawało się, że po zmianach w drużynie (Andrea Crosariol za Brandona Browna, trener Predrag Krunjić za Mariusza Niedbalskiego) oraz wygranej w Starogardzie, dla Anwilu nadchodzą trochę lepsze dni... Bang! Ależ nokaut sprawił włocławianom w ich hali Trefl. Trefl, który też przecież ma swoje problemy, który też nie wygląda na początku sezonu na zespół zdolny do walki o play-off.

Anwil przegrał u siebie aż 56:87 i wciąż pozostaje bez zwycięstwa we Włocławku w tym sezonie. Drużynie udało się opanować ogrom strat z pierwszych czterech spotkań, ale brak kontuzjowanego Seida Hajricia sprawił, że Anwil został zdemolowany w walce o zbiórki - przegrał tę rywalizację 20:40. Ciężkie dni mogą czekać Anwil - czekają go przecież mecze z Turowem i Stelmetem...

14. (+1) Dąbrowa 1-5

Plan wykonany - beniaminek pokonał na wyjeździe Jezioro 109:101, choć wynik odwrócił dopiero w ostatnich minutach dzięki skutecznemu Mylesowi McKay'owi. Następne ważne starcie, które będzie miało największy wpływ na humory w Dąbrowie Górniczej, to wyjazdowe spotkanie z Polpharmą 22 listopada.

Po pierwszych meczach, w których błyszczał głównie McKay, rotacja w drużynie trenera Wojciecha Wieczorka jest coraz szersza - kontuzję wyleczył Dalton Pepper, dobre spotkania mieli Przemysław Szymański czy Jakub Koelner. Ale i tak, by wygrywać choćby ze średniakami, Dąbrowa potrzebuje dużo więcej. Więc może słusznym jest apel do kibiców o przyniesienie na najbliższy mecz z Rosą przedmiotów, które przynoszą szczęście?

15. (-2) Polpharma 2-4

Trzy ostatnie mecze Polpharma przegrała różnicą 28,6 punktu. Usprawiedliwić można tylko ostatnią porażkę - w Zgorzelcu, gdzie przegrać 67:88 bez kontuzjowanego rozgrywającego Rodneya Blackmona, a z bardzo dobrze wyglądającym mistrzem, może każdy. Ale 60:102 w Radomiu? Lub, co gorsza, 65:88 u siebie ze znerwicowanym i przebudowywanym Anwilem? Drugą połowę tego spotkania zespół trenera Tomasza Jankowskiego przegrał 22:49.

Ale, szczerze pisząc, spodziewałem się tego. Polpharma ma dwóch graczy, na których można polegać (Evan Ravenel, Tony Meier) i grupę przypadkowych obwodowych, którzy grają słabo, nie zdobywają punktów. Blackmon, Jessie Sapp i Grzegorz Kukiełka trafiają dokładnie co trzeci rzut (49/146), a wsparcia z ławki nie ma.

16. (0) Jezioro 0-6

To, że w trzech ostatnich meczach drużyna Zbigniewa Pyszniaka traciła średnio 108 punktów (101:109 z Dąbrową, 73:97 we Wrocławiu, 83:118 z AZS), wszyscy wiecie. Ale czy wiecie, że Jezioro broni tak słabo, że przeciwko niemu najłatwiej trafić z rzutów wolnych? Pół żartem, ale na serio - rywale tej drużyny trafili 81,5 proc. prób z linii. W przypadku wszystkich innych zespołów - mniej.

Patrzę w terminarz i widzę, że jedyne okienko z szansami na wygrane Jezioro będzie miało między 17 stycznia i 7 lutego, gdy zagra m.in. z Polpharmą i Startem u siebie oraz Dąbrową na wyjeździe. Do tego czasu spodziewajcie się porażek. I to wysokich. Cóż, pozostaje trzymać kciuki za Kacpra Młynarskiego, by walczył, nabierał pewności i za rok zagrał w poważniejszym zespole.

Więcej o: