Dallas Mavericks mistrzami NBA!

To pierwszy tytuł Mavericks w historii! W meczu numer sześć pokonali 105:95 Miami Heat, a serię finałową wygrali 4-2. Dirk Nowitzki, który w niedzielę zdobył 21 punktów, został wybrany MVP finałów.

Dirk Nowitzki wybrany MVP finałów

Mavericks w finale wygrali trzy ostatnie mecze. Przegrywali już w serii 1-2, ale po niesamowitych końcówkach meczów cztery i pięć oraz rewelacyjnej obronie w niedzielnym spotkaniu zasłużenie wznieśli mistrzowski puchar.

Dla Dirka Nowitzkiego i Jasona Terry'ego to mistrzostwo ma szczególne znaczenie, bo byli jedynymi zawodnikami Mavs, którzy przed pięcioma laty przegrali tytuł z Heat (Mavs prowadzili już 2-0, ale przegrali serię 2-4). Tak jak w 2006 roku zespół z Miami, tak i teraz Dallas mistrzostwo świętowało w hali rywala. Radości nie było końca. Szczególnie cieszył się 38-letni Jason Kidd, dla którego także jest to pierwsze mistrzostwo, choć w finale zagrał po raz trzeci. Trener Rick Carlisle, który wykonał świetną robotę zaskakując Heat swoimi zmianami i świetną obroną, jest 11. osobą w historii NBA, która zdobyła mistrzostwo jako zawodnik i trener.

Nowitzki długo w meczu numer sześć nie mógł znaleźć swojego rytmu. Spudłował 11 z 12 rzutów w pierwszej kwarcie, nie trafiał nawet z czystych pozycji, ale tym razem nie musiał, bo wszystko załatwili za niego partnerzy. Superrezerwowy Jason Terry był najlepszym strzelcem Mavs, 17 ze swoich 27 punktów zdobył jeszcze przed przerwą gdy problemy z trafianiem miał Nowitzki. 15 punktów dołożył szybki i nieprzewidywalny Portorykańczyk J.J. Barea.

Mistrzowskie Dallas. Zobacz niesamowitą radość

 

Niemiec skończył ostatecznie z 21 punktami, znów prawie połowę (10) zdobył w czwartej kwarcie i przypieczętował tytuł dla Mavs i nagrodę najbardziej wartościowego zawodnika finałów. - Ciągle nie mogę w to uwierzyć. Tak długo i tak ciężko na to pracowaliśmy - mówił wzruszony po meczu.

Heat przed przerwą potrafili złapać rytm, rzucić kilkanaście punktów z rzędu, ale zawsze Mavs znajdowali na nich sposób. Gospodarze tylko raz prowadzili w drugiej połowie, gdy Chris Bosh trafił z półdystansu (56:55). Do końca meczu pozostało wtedy aż 23 minuty. Heat nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie funkcjonującą obronę strefową Mavericks, a sami w defensywie popełniali katastrofalne błędy.

Heat mogli ten mecz wygrać, gdyby zagrali tak, jak zapowiadali, czyli "na śmierć i życie". Tak jednak nie było. Pozwolili Mavericks rzucić aż 27 punktów z kontrataków, w końcówce nie potrafili ani zebrać piłki pod własnym koszem, ani zmusić rywali do błędów. Barea swoimi szybkimi wejściami pod kosz robił z obroną Heat co chciał, w pierwszej połowie trzy razy z dystansu gospodarzy ukarał DeShawn Stevenson. Do tego doszła fatalna skuteczność z linii rzutów wolnych - spudłowali aż 13 z 33.

Heat by zdobyć mistrzostwo potrzebowali wielkiej formy LeBrona Jamesa. MVP sezonu zasadniczego w dwóch poprzednich latach w finałach zawiódł. Wtedy, gdy miał zdobywać kluczowe punkty i dobijać rywala, przeważnie był niewidoczny, unikał podejmowania decyzji w trudnych momentach meczu, dał się zdominować w obronie Shawnowi Marionowi. Mecze numer pięć i sześć, które sam określał jako najważniejsze w karierze, pokazały, że nie jest jeszcze mentalnie gotowy do zdobycia mistrzostwa.

W niedzielę zaczął bardzo dobrze, trafił cztery pierwsze rzuty z gry, ale później grał tak jak we wcześniejszych meczach. Był przydatny, podawał, jak trzeba było to trafiał, ale nie był tak zdeterminowany, tak agresywny jak wymagała tego sytuacja. Nie było po nim widać, że to jest mecz o wszystko. Rzucił w sumie 21 punktów, miał sześć asyst i cztery zbiórki, ale nadal nie ma mistrzowskiego pierścienia.

Dwyane Wade, który na swych barkach ciągnął Heat w finale, w szóstym meczu był podobnie bezradny jak James. Grał na siłę, miał zbyt dużo prostych strat, nie mógł dobrze wejść w mecz, oddawał wiele niepotrzebnych rzutów - skończył z 17 punktami i sześcioma asystami.

Najlepiej z wielkiej trójki zagrał Chris Bosh, który od spotkania numer trzy, w którym zapewnił swoim rzutem na 40 sekund przed końcem zwycięstwo Heat, uwierzył w swoje możliwości i wykonał znaczący krok naprzód. W meczu numer sześć nie dostawał tylu piłek co Wade i James. Oddał zaledwie dziewięć rzutów, ale trafił siedem. Miał 19 punktów i osiem zbiórek, dość solidnie grał w obronie. 18 punktów dorzucił Mario Chalmers, którego trener Erik Spoelstra na mecz numer sześć przesunął do pierwszej piątki.

To jednak za mało by zdobyć tytuł, gdy dwaj najlepsi zawodnicy Heat, zawiedli.

Twoi znajomi już nas lubią. Sprawdź którzy na Facebook.com/Sportpl ?

Więcej o: