NBA. Mavericks o krok od tytułu

Niesamowita seria trójek w ostatnich trzech minutach meczu dała Dallas Mavericks zwycięstwo w trzecim meczu 112:103 z Miami Heat i prowadzenie w finale 3-2. LeBron James zaliczył pierwsze triple-double w historii gry Heat w play-off, ale w czwartej kwarcie znów nie trafiał tyle, ile potrzebował tego zespół.

Mavericks tak blisko mistrzostwa jeszcze nigdy nie byli. Pięć lat temu prowadzili w serii z Heat 2-0, by przegrać 2-4. Teraz są o jedno zwycięstwo od tytułu, muszą wygrać tylko i aż jeden mecz w Miami.

Zespół z Dallas po raz kolejny zaliczył rewelacyjny finisz. Tym razem nie sam Dirk Nowitzki załatwił sprawę, ale cała trójka weteranów z Jasonem Kiddem i Jasonem Terrym. Od stanu 100:97 dla Heat, Mavs rzucili 17 punktów tracąc zaledwie cztery! A ciosy zadawali potężne - trafili trzy razy z dystansu, nie mylili się z linii rzutów wolnych, a prowadzenie wsadem po wejściu wzdłuż końcowej linii (102:100) dał im Nowitzki.

Heat znów nie potrafili się po czymś takim podnieść. LeBron James tym razem nie bał się rzucać, ale pudłował. Trafił tylko jeden ze swoich ostatnich trzech rzutów i to wtedy, gdy Mavs mieli już kontrolę nad meczem (108:103). Do tego, Mavs wybronili trzy kolejne akcje Heat, świetnie w defensywie grał Tyson Chandler, który wymusił faul w ataku Jamesa, chwilę później zablokował rzut Wade'a.

Nowitzki znów zagrał "swój" mecz (29 punktów, sześć zbiórek), do gry włączył się też Terry (21) i grający po raz drugi w finale w pierwszej piątce J.J. Barea (17). Ale tak naprawdę kluczowe były rzuty z dystansu. Mavs trafili ich aż 13, o jedną mniej niż wynosi rekord finałów (Rockets i Magic w 1995 roku). Cztery razy z dystansu trafił Barea, po trzy trójki mieli weterani Kidd i Terry, a raz trafili Nowitzki, Stevenson i Cardinal.

Mavs trafili 13 z 19 rzutów za trzy, do tego rewelacyjnie trafiali z gry (56,5 procent), co pozwoliło im zniwelować lepszą grę Heat na deskach (zbiórki 36:26 dla Miami).

James zapowiadał, że to jego najważniejszy mecz w karierze. Wydawało się, że zrobi wszystko, by przejąć kontrolę nad meczem. Grał bardzo dobrze, zaliczył pierwsze w historii gry Heat w play-off triple-double (17 punktów, 10 zbiórek, 10 asyst), znów świetnie podawał zwłaszcza w czwartej kwarcie, ale po raz kolejny zawiódł w tych kluczowych momentach. Najpierw faulował w ataku Chandlera, chwilę później spudłował za trzy - obie akcje mogły odmienić losy meczu dla Heat i poderwać zespół w tych najważniejszych momentach. Tak się jednak nie stało.

Dwyane Wade znów był najlepszym strzelcem Heat, zdobył 23 punkty (10/12 z linii rzutów wolnych), miał osiem asyst, ale grał tylko 34 minuty, bo doznał bolesnego urazu biodra. Lider Heat pod koniec pierwszej kwarty po zderzeniu z Brianem Cardinalem upadając wpadł jeszcze na Jasona Terry'ego i dość upadł biodrem na parkiet. Całą przerwę między pierwszą i drugą kwartą spędził w szatni, nie było wiadomo czy wróci. Wrócił, ale grał z grymasem bólu na twarzy. Na drugą połowę wyszedł dopiero w połowie trzeciej kwarty, bo znów spędził długie minuty w szatni Heat poddając się zabiegom lekarzy.

Heat całkiem nieźle radzili sobie przez większość meczu bez Dwyane'a Wade'a, bo do gry włączyli się rezerwowi. Po raz kolejny w play-off za trzy, gdy tego było trzeba, trafiał Mario Chalmers (4/6 z dystansu, 15 punktów), dobrze obronę Mavs czytał Udonis Haslem, który zdobywał punkty spod kosza (10 punktów), trójki wpadały Millerowi (9 punktów), a i doświadczony Juwan Howard potrafił zaskoczyć Mavs rzutem z półdystansu (6 punktów). To, i nawet 19 punktów Chrisa Bosha, było jednak za mało na rewelacyjnych w końcówce gospodarzy.

Mecz numer sześć w Miami w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu. Transmisja w Canal+ Sport od godz. 2. Ewentualne spotkanie numer siedem odbędzie się we wtorek, także w Miami.

Twoi znajomi już nas lubią. Sprawdź którzy na Facebook.com/Sportpl ?

Więcej o: