LeBron James - król czy spłoszony królik?

Dirk Nowitzki miał 39 stopni gorączki, ale poprowadził Dallas Mavericks do zwycięstwa 86:83 nad Miami Heat, w którym zupełnie rozczarował LeBron James. W finale jest remis 2-2, w czwartek mecz nr 5 w Dallas. Transmisja o 3 w nocy z czwartku na piątek w Canal+ Sport.

Wtorkowy mecz - tak jak wszystkie w tegorocznym finale - był emocjonujący, a oba zespoły miały i wzloty, i upadki. Po akcjach drugoplanowych graczy Heat wygrywali 74:65 na 10 minut przed końcem, ale gospodarzy szybko poderwał Jason Terry, a potem prowadził ich Nowitzki - zachrypiały i rozgorączkowany Niemiec aż 10 ze swoich 21 punktów zdobył w czwartej kwarcie. Przeziębienie był tak silne, że po jego wypowiedzi na konferencji prasowej zmieniono mikrofon, by kolejni mówcy nie mieli styczności z zarazkami. Równocześnie przypomniano słynny występ Michaela Jordana, który w 1997 roku z podobną gorączką pokonał z Chicago Bulls w finale Utah Jazz.

Nowitzki przyćmił w końcówce lidera Heat Dwyane'a Wade'a, który zdobył 32 punkty i przez większość meczu grał świetnie, ale w ostatnich minutach głównie pudłował, faulował i tracił piłki. Na dodatek Wade nie miał żadnego wsparcia od Jamesa - dwukrotnego MVP ligi, o którym Scottie Pippen powiedział ostatnio, że może być większym koszykarzem niż Jordan.

Nieskuteczny i bierny we wtorek James w finale ma przebłyski, ale i tak jest na razie własnym cieniem z poprzednich spotkań tego sezonu. Przeciwko Mavericks rzuca ledwie po 17,3 punktu przy 46-proc. skuteczności, ma też mniej asyst i zbiórek. W cień Wade'a James usunął się tak bardzo, że w dramatycznych końcówkach jest praktycznie niewidoczny - Nowitzki w czwartych kwartach finału zdobył 44 punkty, James ledwie dziewięć!

Po słabiutkim występie do analizy jego gry zabrał się Brian Windhorst, 33-letni lebronolog z ESPN, który karierę koszykarza w gazetach, książkach i internetowych felietonach opisuje od czasów, gdy gwiazdor Heat uczęszczał do szkoły średniej. Rok temu, kiedy James przechodził z Cavaliers do Miami, ESPN przechwyciła go z lokalnego dziennika w Cleveland.

Windhorst pisze m.in.: "To, że James nie trafiał w kluczowych momentach, można byłoby usprawiedliwić. Chodzi o to, że on wyglądał tak, jakby nie chciał brać udziału w grze w trudnym momencie. To niespotykane w przypadku gracza tej postury, któremu nie przeszkadzają kontuzje".

"James sprawiał wrażenie, jakby wolał być z dala od piłki w czwartej kwarcie - kontynuuje Windhorst. - W ostatnich 12 minutach oddał jeden rzut, a kiedy zwycięstwo wymykało się jego drużynie z rąk, praktycznie nie dotykał piłki". Podobnie było w zeszłorocznym meczu nr 5 w półfinale konferencji z Boston Celtics, w którym James zdobył ledwie 15 punktów, a Cavaliers zostali rozgromieni i już się w tamtej serii nie podnieśli.

Katastrofalnego występu Jamesa nie da się tłumaczyć zmęczeniem - 27-letni koszykarz rozegrał w tym sezonie już 99 meczów, ostatnio rzadko opuszcza boisko w drugich połowach, ale trener Erik Spoelstra jasno mówi, że pod względem fizycznym Jamesowi nic nie doskwiera. Pewniejszym tropem jest defensywa Mavericks, bo doświadczony Shawn Marion dorównuje gwieździe Heat i wzrostem, i sprytem, a pułapki drużyny z Dallas przynoszą efekty.

- Jestem pewny swoich możliwości - powiedział po meczu nr 4 James. - W kolejnym spotkaniu zrobię wszystko to, co będzie konieczne - zapowiedział.

Mobilizacja wielkiego gracza, którego już kilka lat temu obwołano "Królem", może dać świetne efekty - jeśli James poprowadzi Heat do wygranej w Dallas, wymaże ze zbiorowej pamięci wtorkowy blamaż. Jeśli jednak do końca serii się nie odrodzi, to nadwątlony już królewski wizerunek na dobre zastąpi łatka spłoszonego królika.

Nowitzki wygrał z Heat i gorączką w meczu nr 4 finału NBA ?

Więcej o: