NBA Defensywnie: mógłbym zdobyć 8 punktów gdybyśmy wygrali

Król jest nagi, król nie poprowadził swoich ludzi do ważnego zwycięstwa, które mogło ustawić Heat w bardzo komfortowej sytuacji. LeBron James zdobył tylko 8 punktów i jest to jego najgorszy wynik w karierze w meczach play-off.

Trwał jeden z najważniejszych meczów sezonu - bo przecież to już finał NBA A.D. 2011 - a jedna z największych gwiazd koszykarskich całego świata, zdaniem Scottie Pippena być może zawodnik lepszy od samego Michaela Jordana, na parkiecie w Dallas był tylko 130 kilogramowym zwałem mięsa. Myślami James znajdował się w zupełnie innym miejscu - sklepie, który otwiera w Miami już na jesień tego roku. Tą radosną nowinę skrzydłowy Heat ogłosił 2 czerwca, a sklep ma nazywać się Unknown.

Koncentracja, którą wątpliwy Król powinien wykazywać w tak ważnym pojedynku skupiła się na dekorowaniu luksusowych wnętrz pomieszczeń, w których mają znajdować się ekskluzywne towary najróżniejszego rodzaju od butów, przez akcesoria lifestyleowe (tylko autor informacji prasowej miał pojęcie o czym mówi).

Nie ma się co więc dziwić, że James zasłużył na dożywotnią prenumeratę pisma Murator, bo tak doskonałej reklamy materiałów budowlanych zwanych cegłami, nie dopatrzymy się nigdzie indziej. Gwiazdor Heat trafił tylko 3 z 11 rzutów z gry, spudłował 2 z 4 osobistych, nie trafił ani razu za trzy i w końcowych statystykach miał na swoim koncie zaledwie 8 punktów.

Jasne, James podawał, zbierał, angażował w grę partnerów, bo w końcu 9 zbiórek i 7 asyst nie wzięło się znikąd. Jednakże w 45 minut spędzonych na parkiecie, od takiej maszyny, gwiazdy i talentu jakim jest James wymaga się nieco więcej niż 8 śmiesznych punktów. Osiem punktów, które są najmniejszym dorobkiem skrzydłowego Heat w play-off i jednocześnie najmniejszą zdobyczą od 5 stycznia 2007 roku. W sumie pierwszy raz w 90 spotkaniach play-off i pierwszy raz od 434 w ogóle James nie zdobył dwucyfrowej liczby punktów.

Parafrazując tytuł popularnego programu telewizyjnego - jak on tego dokonał? W prosty i bardzo głupi sposób jak na zawodnika o takich możliwościach. LeBron w całym meczu nie atakował, nie mijał, nie grał na kontakcie i nie wykorzystywał swoich największych przewag, połączenia siły z szybkością, które w 99 na 100 razy doprowadza do minięcia obrońcy i improwizacji w wykończeniach akcji. James grał zachowawczo, oddawał piłki i rzucał z półdystansu. A krył go kto? Przez większość meczu Jason Kidd. Niższy, lżejszy, wolniejszy i sporo starszy, ale niezwykle sprytny i cwany Kidd.

Nie należy jednak spodziewać się tak złego, słabego i nieskutecznego Jamesa w kolejnych meczach, bo LeBron znajdzie drogę do kosza. Można gwiazdy Heat nie lubić, można go nawet nienawidzić i potępiać, można śmiać się z jego marketingowych ruchów, które powodują, że James jest bardziej celebrytą, ewentualnie maszynką do zarabiania pieniędzy, a dopiero w dołach wyliczanki mówi się o nim - koszykarz. Ale nikt, absolutnie nikt nie można jednak zapomnieć, że to niezwykle utalentowany koszykarz, który potrafi na parkiecie zrobić naprawdę wszystko i w piątym spotkaniu jest w stanie zaliczyć 40 punktów, 12 asyst i 16 zbiórek. Mecz taki jak w środę w nocy, po prostu już mu się w finałach nie przytrafi.

Nie zmienia to jednak faktu, że przez tą jedną wpadkę, przez kilka złych decyzji w końcówce, Heat są w dalszym ciągu dwa kroki od tytułu, a mogli już witać się z gąską. I chyba tego, a nie zaledwie 8 zdobytych punktów James żałuje najbardziej.

- To boli tylko dlatego, że przegraliśmy. Gdybyśmy wygrali nie miałbym z tym żadnego problemu, nie interesuje mnie to. Denerwuje mnie to, że mogłem pomóc drużynie bardziej w ofensywie, a tego nie zrobiłem - mówił po meczu James.

Nowitzki wygrał z Miami - Remis w finale NBA ?

Więcej o: