Cztery cegły o finale NBA: Raz na wozie, raz pod wozem

Chris Bosh znów pudłował na potęgę, Dirk Nowitzki grał fantastycznie, ale pierwszy zdobył zwycięskie punkty, a drugi zmarnował swój rzut na dogrywkę. Cóż, raz na wozie, raz pod wozem - Łukasz Cegliński ze Sport.pl analizuje trzeci mecz finału NBA, w którym Miami Heat wygrali w Dallas z Mavericks 88:86 i objęli prowadzenie 2-1.

Masz dla nas temat? Propozycję? Zgłoś to na Facebook.com/Sportpl ?

Pierwsza cegła: Raz na wozie...

Właściwie to miałem skrytykować Chrisa Bosha. No bo jak chwalić podkoszowego, który w trzech meczach ma nędzne 31 proc. z gry (16/52) i w sumie 20 zbiórek? Fakt, Bosh zdobywał też po 16,3 punktu na spotkanie, ale jego brak pewności i "znikanie" na długie minuty sprawiają, że tych koszy tak bardzo nie widać.

No chyba, że jest to zwycięski kosz w meczu nr 3 uznawanym za kluczowy dla wyniku serii. Taka akcja niweluje większość grzeszków.

Dziwny był ten powrót Bosha do rodzinnego Dallas - najpierw palec w oko włożył mu Jason Kidd. Potem, mimo spuchniętej lewej powieki, gracz Heat pokazał kilka świetnych akcji pod koszem, ale na moment zniknął także w swoim stylu. W końcówce, chwilę przed tym, zanim zdobył zwycięskie punkty, niepotrzebnie zwodził zamiast rzucać, niepotrzebnie wycofał się na obwód. Ale 40 sekund przed końcem, w zaplanowanej chwilę wcześniej akcji, był tam gdzie trzeba i zrobił to, co trzeba. Dzień dobry Dallas, dobranoc Dallas. Przyjechałem, zobaczyłem, zwyciężyłem.

Druga cegła: ... raz pod wozem

Genialny moment miał w czwartej kwarcie Dirk Nowitzki! Od stanu 74:81 na niespełna sześć minut przed końcem zdobył 12 punktów z rzędu, trafiał z każdej pozycji, przejął kontrolę nad meczem, przegonił Dwyane'a Wade'a pod względem zdobytych punktów. Grał tak, jak na lidera przystało. Był głodnym zabójcą, który po trupach idzie po tytuł.

Tylko, że dwie sekundy przed końcem spudłował rzut na dogrywkę, który przedłużałby szanse Mavericks na wygraną w tym szalenie ważnym meczu.

Rzut był trudny, Udonis Haslem nie pozwolił się ograć tak, jak Bosh w końcówce meczu nr 2, ale to był jednak rzut Nowitzkiego. Zza linii rzutów wolnych, na wprost kosza, po obrocie z kozłem, z odchylenia - w finale, ba, w poprzednich minutach, pokazał już, że tak trafia. W niedzielę spudłował i trochę wymazał tym z naszych głów znakomitą drugą połowę, w której zdobył 24 ze swoich 34 punktów.

Trzecia cegła: MVP finału do dwóch zwycięstw

Kiedy Nowitzki pchał Dallas do remisu, dla Heat punkty zdobywał Wade - przed zwycięskim koszem Bosha to właśnie rzucający gości zdobył siedem punktów z rzędu. Wade zagrał ge-nial-nie! 29 punktów, 11 zbiórek, trzy asysty, blok i - uwaga - ani jednej straty. Trafił 12 z 21 rzutów z gry (w tym dwie z czterech trójek), miał 3/4 z wolnych.

I najważniejsze - Wade atakował obręcz. Tylko sześć z 21 rzutów oddał spoza pola trzech sekund, większość trafień to przepiękne wejścia pod kosz - z zawijasami, z wsadami lub po prostu dynamiczne akcje, w których obrońcy byli zbyt wolni. Wade pokazał, jak powinien grać Heat, inni poszli w jego ślady - LeBron James tylko pięć razy (na 14 prób) rzucał spoza pola trzech sekund. Taka gra - jakże różna od końcówki meczu nr 2 - daje efekty!

A Wade to na razie bezdyskusyjny kandydat na MVP finału - średnio 29,0 punktu przy 57 proc. skuteczności, 8,6 zbiórki, 5,0 asysty i tylko 1,3 straty na mecz. Lubię to. Gra Wade'a przypomina mi czasami Sami-Wiecie-Kogo.

Czwarta cegła: Mavericks niedokładni

Co, poza trafieniem Bosha i pudle Nowitzkiego, przesądziło o wygranej Heat? Kluczowego momentu, w której jeden zespół przejąłby kontrolę nad spotkaniem nie było, zrywów obu drużyn, w których straty i przewagi rosły lub ginęły w okamgnieniu, zliczyć nie sposób. A ze statystyk wynika tyle, że Heat był ciut dokładniejszy niż gospodarze - Mavericks mieli słabszą skuteczność z gry (40 proc. wobec 43 proc. gości) i popełnili więcej strat (14 przy 10 Heat). Szczególnie irytujący był ich początek drugiej połowy, kiedy doświadczony zespół popełnił trzy straty i oddał kilka rzutów z nieprzygotowanych pozycji. Z drugiej strony - trudno nie docenić defensywnego zrywu gości...

Brak dokładności sprawił, że Mavericks nie wykorzystali faktu, że walkę o zbiórki wygrali 42:36. Bardzo dobrze pod tablicami grał Tyson Chandler, który wobec braku Brendana Haywooda, powstrzymał się od fauli (miał tylko dwa), a mimo to o piłki walczył agresywnie i z powodzeniem (11 zbiórek, z czego aż siedem w ataku, a także trzy bloki).

Mavericks zabrakło także Shawna Mariona, który w dwóch pierwszych meczach zdobył 36 punktów trafiając 15 z 26 rzutów z gry, a w niedzielę miał tylko 10 i 4/12.

Nowitzki spudłował, Heat prowadzą w finałach NBA  ?

Więcej o: