NBA. Nowitzki spudłował, Heat prowadzą 2-1

Dirk Nowitzki nie trafił rzutu na dogrywkę i jego Dallas Mavericks przegrali z Miami Heat 86:88 w bardzo ważnym trzecim meczu finału NBA. Liderem zespołu z Florydy był Dwyane Wade, ale najważniejszy rzut 40 sekund przed końcem trafił Chris Bosh.

Redaktor też człowiek. Zobacz co nas wkurza na Facebook.com/Sportpl ?

To bardzo istotne zwycięstwo dla Heat, daje im psychologiczną przewagę przed kolejnymi spotkaniami. Od 1985 roku, wtedy NBA wprowadziła system rozgrywania finałów 2-3-2, jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by zwycięzca trzeciego meczu nie został mistrzem NBA, jeśli po dwóch pierwszych meczach był remis 1-1.

Heat podobnie jak w meczu numer dwa odskakiwali na kilka, kilkanaście punktów, ale za każdym razem Mavs wracali do gry. Tak też było w końcówce. Siedem minut przed końcem po trójce Mario Chalmersa było 79:72 dla Heat, ale gospodarze znów odrabiali straty. Na niespełna pięć minut przed końcem było już tylko 81:77, a dwie i pół minuty później Nowitzki doprowadził do remisu po 84.

Tym razem Heat wytrzymali ciśnienie, choć Mavs robili wszystko by wytrącić ich z równowagi. W ostatnich akcjach odcinali świetnego po raz kolejny Dwyane'a Wade'a, zmuszali go do oddawania piłek do partnerów. 40 sekund przed końcem meczu James oddał do stojącego sześć metrów od kosza Chrisa Bosha, ten momentalnie wyszedł w górę i dał Heat prowadzenie 88:86.

Mavs mieli jeszcze sporo czasu na to, by doprowadzić do dogrywki albo wygrać mecz. Grający do tej pory jak automat Dirk Nowitzki dwa razy się zaciął. Najpierw podwojony przez obrońców Heat podał w trybuny. Heat mogli na cztery sekundy przed końcem odskoczyć an dwa posiadania piłki, ale James spudłował trójkę i Mavs znów decydowali o losach serii.

Tak jak w meczu numer dwa ostatnia akcja była szykowana pod Nowitzkiego. Tym razem Niemca krył Udonis Haslem, a nie Bosh. Zrobił wszystko, by rywal oddawał rzut z jak najtrudniejszej pozycji, Nowitzki wyszedł w górę, lekko się odchylił, ale piłka tym razem nie wpadła do kosza. Pomylił się niewiele.

Niemiec po raz kolejny zagrał wielki mecz, tym razem jednak ostatniego rzutu nie trafił. W czwartej kwarcie zdobył 15 punktów (ostatnie 12 punktów Mavs w meczu) z 34 w całym spotkaniu i miał 11 zbiórek. Jest pierwszym graczem, któremu udało się rzucić obronie Heat ponad 30 punktów.

Mavs po raz kolejny nic nie robili sobie z tego, że Heat potrafili odskoczyć to na 10, to na 13 punktów. Zawsze byli w stanie odrobić straty. Oprócz Nowitzkiego, solidnie, ale bez błysku grali Jason Terry (15 punktów), Shawn Marion (10) i Jason Kidd (9 punktów, 10 asyst).

Heat po raz kolejny do zwycięstwa poprowadził Dwyane Wade, który od samego początku meczu nakręcał tempo. Nic sobie nie robił z obrony Mavs, mijał rywali jak tyczki i punktował spod kosza. W drugiej połowie już nie miał tak łatwego dostępu do pola trzech sekund, ale wtedy zaczął trafiać ważne rzuty z dystansu i półdystansu. Uzbierał aż 29 punktów, do tego miał 11 zbiórek.

Chris Bosh, który miał problemy w dwóch pierwszych meczach zarówno w ataku jak i obronie, trafił najważniejszy rzut w meczu, a może nawet i w swojej karierze, w całej czwartej kwarcie grał bardzo solidnie. Miał 18 punktów i zaledwie trzy zbiórki.

LeBron James, w finale w cieniu Wade'a, na razie jest bardzo dobrze kryty przez Shawna Mariona i DeShawna Stevensona. Ma niewiele okazji do tego, by wykorzystać swój atletyzm, ma także niewiele miejsca na obwodzie. Gdy jednak zostawi się mu pół metra wolnego miejsca, momentalnie to wykorzystuje. W niedzielę oddał tylko 14 rzutów, trafił sześć. Miał 17 punktów, ale świetnie podawał - 11 asyst. Dobry mecz z ławki zagrał Mario Chalmers, który trafił cztery razy za trzy (12 punktów).

Heat prowadzą w serii do czterech zwycięstw 2-1. Mecz numer cztery w Dallas w nocy z wtorku na środę polskiego czasu. Transmisja na żywo w Canal+ Sport od godz. 3.

Pożegnanie O'Neala'a ?

Więcej o: