NBA. Heat o krok od finału, James zatrzymał Rose'a

Miami Heat po dogrywce pokonali Chicago Bulls 101:93, w serii do czterech zwycięstw prowadzą już 3-1 i są o krok od awansu do finału NBA. LeBron James, Dwyane Wade i Chris Bosh przejęli kontrolę nad meczem w doliczonym czasie gry, gdy zdobyli wszystkie dla Heat.

Mecz numer cztery miał dać odpowiedź na to, czy Bulls są coś jeszcze w tej serii ugrać. Derrick Rose dostał wsparcie od Carlosa Boozera i Luola Denga (obaj rzucili po 20 punktów), ale w decydujących akcjach sam się mylił. W końcówce czwartej kwarty mógł dwukrotnie przesądzić o zwycięstwie Bulls, ale nie radził sobie z kryjącym go LeBronem Jamesem. 22-letni MVP nie był w stanie minąć wyższego i bardziej atletycznego rywala, odskakiwał i rzucał z półdystansu, ale pudłował.

W ostatniej minucie dogrywki Rose też się mylił. Najpierw dał sobie wyjąć piłkę z kozła, a chwilę później został zablokowany, gdy wchodził pod kosz. W meczu rzucił 23 punkty i miał sześć asyst, ale aż siedmiokrotnie tracił piłkę i cztery razy dał się zablokować.

Trener Erik Spoelstra wiedział co robi zmieniając ustawienie w obronie i posyłając do krycia Rose'a na ostatnie minuty Jamesa. Dzięki temu Heat wytrącili młodemu rozgrywającemu większość atutów z ręki. Rose nie był w stanie minąć Jamesa, miał problem z rzutami z półdystansu, bo wyższy i skoczny rywal zawsze był gotowy do tego, by spróbować zablokować jego rzut. W dogrywce Rose nie zdobył nawet punktu.

Wielka trójka wyrwała zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Bosh, James i Wade zdobyli wszystkie 16 punktów zespołu. Wade, który przez cały mecz miał ogromne problemy z grą w ataku (zaledwie 14 punktów, 5/16 z gry) i sprawia wrażenie zmęczonego, w dogrywce trafił swoje oba rzuty, wykorzystał dwa wolne i zagrał fantastycznie w obronie - miał dwa bardzo ważne bloki - na Dengu oraz na wchodzącym pod kosz Rose'ie.

James przez cały mecz ciągnął Heat, którzy przegrywali momentami nawet 11 punktami. W najważniejszych momentach dwukrotny MVP się nie mylił Zdobył 35 punktów, miał sześć zbiórek i sześć asyst. 22 punkty dołożył Chris Bosh, który nie dominował pod koszem tak jak dwa dni wcześniej, ale znów w kluczowych momentach nie zawodził.

Zwycięstwa Heat nie byłoby, gdyby nie pomoc z ławki w czwartej kwarcie. Tak jak w meczu numer dwa ogromną rolę odegrał wracający po kontuzji Udonis Haslem, tak we wtorek liderów wspomógł Mike Miller. 31-letni rzucający rozegrał swój najlepszy mecz w play-off. Był agresywny w obronie, dobrze pomagał w walce o zbiórki (miał ich dziewięć), a w czwartej kwarcie włączył się do zdobywania punktów - rzucił wtedy 10 ze swoich 12.

Bulls przegrali trzeci mecz z rzędu, co nie zdarzyło im się ani w sezonie zasadniczym, a nie w dwóch pierwszych rundach play-off. Trener Tom Thibodeua stoi przed trudnym zadaniem, by jeszcze podnieść morale swojego zespołu i przekonać go, że jest w stanie wygrać trzy kolejne mecze.

Miami Heat są o maleńki kroczek od pierwszego od 2006 roku finału NBA. 200 razy w historii play-off zespoły w serii do czterech zwycięstw prowadziły 3-1 i tylko osiem razy zdarzyło się, że tej serii nie wygrały. Co więcej, Heat są jedynym zespołem, który w tym roku nie przegrał w play-off przed własną publicznością.

Mecz numer pięć serii Bulls - Heat w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu. Początek o godz. 2.30, a spotkanie pokaże Canal+ Sport.

Na zachodzie bardzo blisko awansu do finału są Dallas Mavericks, którzy wygrali dwa ostatnie mecze na wyjeździe z Oklahoma City Thunder, prowadzą w serii 3-1 i w nocy z środy na czwartek podejmą rywali na własnym parkiecie. Meczu nie pokaże żadna polska telewizja.

50 tysięcy dolarów kary dla Joakima Noaha ?

Więcej o: