NBA. Miami w finale Wschodu, czyli LeBron pokonał bostońskie demony

Miami Heat wyeliminowało z play-off Boston Celtics i jest faworytem do mistrzostwa NBA. Wielki mecz rozegrał LeBron James, który zdobył 10 ostatnich punktów dobijając prześladującą go drużynę. A potem przeprosił za sytuację, która spolaryzowała NBA.

W lipcu 2010 roku James, w specjalnie zaaranżowanym programie w ESPN, bez wcześniejszego poinformowania Cleveland Cavaliers, w których grał przez siedem lat, ogłosił, że odchodzi do Miami, gdzie stworzy superdrużynę z gwiazdorami Dwyane'em Wade'em i Chrisem Boshem.

Decyzja, pisana zwykle przez duże "D" dla podkreślenia jej wagi dla NBA, podzieliła fanów, ekspertów, byłych koszykarzy. Jamesowi zarzucano fatalny styl ogłoszenia transferu, krytykowano pójście na łatwiznę, wyśmiewano go, że poddał się nie mogąc wywalczyć tytułu w Cleveland.

- Nie pamiętam zespołu i koszykarza, którzy byliby tak krytykowani, choć działali legalnie - przyznał po porażce trener Celtics Doc Rivers. - Nie podobała mi się ta krytyka, bo moim zdaniem ona pomagała Heat. Sprawiła, że stali się drużyną, która ma wiele do udowodnienia.

Wielu fanów koszykarską wersję "Galacticos" pokochało jednak od pierwszego wejrzenia. Koszulki Jamesa, który zmienił nr z 23 na 6, wykupywano w mgnieniu oka, popyt na transmisje meczów Heat wzrósł wielokrotnie, Miami zaczęto typować nie tylko do mistrzostwa, dla nawet do mistrzowskiej dynastii.

Heat mieli momenty fatalne, mieli znakomite, testem miał być play-off. W nim Wade, James i spółka grają świetnie - Philadelphia 76ers zjedli, jak mawia James, na śniadanie, Celtics - na lunch. Teraz czekają na obiad - (Chicago Bulls lub Atlanta Hawks), a potem na kolację, czyli wielki finał.

James, który w poprzednich latach dwukrotnie przegrywał z Celtics jako koszykarz Cavaliers, w meczu nr 5 wziął sprawy w swoje ręce w końcówce. Heat przegrywali 81:87, ale wyrównali, a potem James zdobył 10 punktów z rzędu. Celtics nie odpowiedzieli żadnym, przegrali mecz 87:97, a całą serię 1-4.

- Przepraszam za sposób, w jaki zachowałem się rok temu - powiedział potem James. - Ale to była dla mnie życiowa szansa, przejść do tego zespołu. W całej tej mojej decyzji chodziło o jedno - grać w tej drużynie. Czuję teraz wielkie wzruszenie - mówił skrzydłowy Heat, który zdobył w meczu nr 5 33 punkty. Wade dodał 34 i 10 zbiórek.

Celtics, inaczej niż upokorzeni przez Dallas Mavericks Los Angeles Lakers, walczyli do końca, ale polegli - ich wielka trójka (Ray Allen, Kevin Garnett i Paul Pierce) w czwartej kwarcie zdobyła ledwie dwa punkty, podczas gdy Bosh, James i Wade rzucili aż 23.

Szykowaną na walkę o tytuł drużynę z Bostonu wybił z rytmu transfer drugoplanowego, ale szanowanego w zespole Kendricka Perkinsa, który w lutym odszedł do Oklahoma City Thunder, a także kontuzje Shaquille'a O'Neala i przede wszystkim Rajona Rondo. Pozostali nie dawali sobie rady i z obroną Heat, i z powstrzymaniem Jamesa i Wade'a. - To potwory - stwierdził Rivers.

O'Neal, który miał pomóc Celtics w walce o tytuł, w ostatnich tygodniach walczył z bolesną kontuzją ścięgna Achillesa i łydki i praktycznie nie grał. W serii z Heat 39-letni środkowy zagrał w sumie 12 minut w dwóch meczach, zdobył dwa punkty. Prawdopodobnie zakończy karierę. - Mam nadzieję, że to zrobi, bo wolę go nie oglądać w takich sytuacjach, jak ostatnio - stwierdził komentujący wydarzenia NBA w TNT Charles Barkley.