NBA. LeMecz, czyli LeBron wraca do Cleveland!

Zwiększona ochrona, tajniacy na trybunach, kontrole wykrywaczem metalu - w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego odbędzie się najbardziej oczekiwany mecz początku sezonu NBA. Nie będzie to starcie mistrza z wicemistrzem, ani faworytów Wschodu i Zachodu, tylko spotkanie Cleveland Cavaliers - Miami Heat. Gwiazda ligi LeBron James zagra na boisku drużyny, z której odszedł w lecie.

Na decyzję Jamesa o swojej przyszłości czekano w NBA kilka miesięcy. Kiedy 26-letni skrzydłowy ogłosił wreszcie, że przechodzi do Miami Heat, komentatorów i dużą część kibiców zniesmaczyły i styl (specjalny, godzinny program telewizyjny), i sposób w jaki James to zrobił (bez wcześniejszego powiadomienia klubu z Cleveland).

Na Florydzie James stworzył gwiazdorskie trio z Dwyane'em Wade'em i Chrisem Boshem, a Cavaliers, całe Cleveland, poczuli się oszukani. LeBron, który urodził się w niedalekim Akron, niejednokrotnie obiecywał, że wygra dla Cavaliers mistrzostwo NBA. Nie dał rady, zawiódł, odszedł.

Dlatego teraz postrzegany jest jako zdrajca. Nienawiść wobec Jamesa jest w Cleveland tak duża, że na czwartkowe spotkanie z Heat szykowane są specjalne środki ostrożności - od wzmocnionej ochrony przy ławce gości i obok tunelu prowadzącego z ławki na parkiet, po kontrole wykrywaczami metalu wszystkich wchodzących do hali łącznie z jej pracownikami i dziennikarzami.

Cavaliers, którym zależy na utrzymaniu porządku i stłamszenie seansu nienawiści w zarodku, umieszczą na trybunach dodatkowych porządkowych w cywilnych ubraniach. W kuluarach nie będzie sprzedaży napojów w plastykowych butelkach, do hali nie będzie można wejść w koszulce z antylebronowym przekazem. W zamian Cavaliers przygotowali koszulki z logo klubu.

Aktywność kibiców w Cleveland w kwestii Jamesa ożywiła się w lecie i trwa do dziś. Billboardy, koszulki, graffiti, strony internetowe - większość z nich wyśmiewa i szydzi z Jamesa, który nazywany jest zdrajcą (nie wypełnił mistrzowskich obietnic), królową (zamiast dumnej ksywki "Król", którą LeBron miał w Cleveland), pomagierem (pozycję lidera w Cavaliers zamienił na jednego z trzech w Heat).

W ostatnich dniach mnożą się pomysły na "przywitanie" Jamesa na boisku - większość kibiców skłania się ku buczeniu i znaczącym okrzykom, ale są też tacy, którzy uważają, że przyzwyczajonego do takich zachowań LeBrona bardziej ukłuje wyśmianie go.

- Wiem, że nie zapowiada się na miłe powitanie. Nie obawiam się o bezpieczeństwo, bo liga i klub staną na pewno na wysokości zadania, tu chodzi o specyficzną atmosferę - mówi James, który nie był przekonany do zaproszenia na trybuny swojej rodziny z Akron. - Byłoby lepiej, żeby rodzina i przyjaciele nie pojawili się na tym meczu, ale rozumiem, że niektórzy chcieliby jednak zobaczyć spotkanie.

Amerykańskie media relacjonują przybycie Heat do Cleveland z podnieceniem - niektórzy dziennikarze piszą relacje na żywo ze swoich własnych podróży do miasta w Ohio i opisują sytuacje zastaną pod hotelem, gdzie zakwaterowani są rywale Cavaliers. Sport schodzi na drugi plan, choć Cavaliers (bilans 7-10) grają lepiej niż się spodziewano, a Heat (11-8) - znacznie słabiej.

Zaciekawienie budzi też kwestia przedmeczowego rytuału Jamesa, który tuż przed rozpoczęciem spotkania dmucha talkiem do rąk w górę i wysoko unosi rozłożone ramiona - to znak rozpoznawczy LeBrona, który często wywoływał w Cleveland owację. - Chyba tak zrobię, bo wykonywałem ten gest zawsze, także na wyjazdach. Chociaż nie wiem, zobaczymy, może zmienię zdanie - mówi James.

Mecz rozpocznie się kilka minut po drugiej czasu polskiego. Transmisji nie będzie w żadnej z polskich stacji.

Magazyn NBA. Howard najlepszym obrońcą?

Kto wygra mecz w Cleveland?