NBA. Miami Heat przegrali w Bostonie z Celtics

W pierwszym meczu sezonu NBA wicemistrzowie ligi Boston Celtics pokonali 88:80 Miami Heat z LeBronem Jamesem, Dwyane'em Wade'em i Chrisem Boshem. Najlepszymi zawodnikami meczu byli Rajon Rondo, Ray Allen i Paul Pierce z Celtics.

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! ?

Gwiazdy gospodarzy długo nie miały konkurencji ze strony liderów Heat - James, Wade i Bosh rzucili 52 punkty, czyli 65 proc. zdobyczy zespołu, ale trafili tylko 17 z 48 rzutów z gry, mieli 15 strat i byli bezradni w pierwszej połowie, kiedy Celtics budowali przewagę. James i Wade przebłyski mieli dopiero w końcówce.

Pierwsze punkty sezonu zdobył z półdystansu James, ale było to jedyne prowadzenie Heat w meczu. Celtics po wsadach Shaquille'a O'Neala prowadzili 9:4, a po trójce Allena - 14:6. Grę gospodarzy świetnie kreował Rondo - aż sześć z siedmiu pierwszych celnych rzutów był poprzedzony jego podaniem.

Celtics grali zespołowo, Heat indywidualnie. Gwiazdy gości nie potrafiły przebić się przez dobrze zorganizowaną obronę zespołową drużyny z Bostonu - w połowie drugiej kwarty, kiedy Celtics prowadzili już 38:20, James, Wade i Bosh mieli razem 5/23 z gry i aż dziewięć strat.

Pierwsza połowa okazała się najgorszą w historii Heat (zespół rzucił zaledwie 30 punktów - o dwa mniej niż poprzedni negatywny rekord), a w trzeciej kwarcie Celtics przez moment wygrywali nawet 53:34. Gospodarze wykorzystywali pod koszem S. O'Neala, co Heat sprawiało spore problemy.

W połowie tej części trener Heat Erik Spoelstra przeprowadził jednak zmiany składu i taktyki, które upodobniły jego zespół do zeszłorocznych Cleveland Cavaliers - James dostał wolną rękę oraz środkowego Zydrunasa Ilgauskasa na boisku i goście zaczęli zmniejszać straty.

James w trzeciej kwarcie regularnie trafiał z dystansu i zdobył aż 15 punktów, a Wade i Bosh siedzieli na ławce lub byli na drugim planie. To dało efekty - 20 sekund przed końcem kwarty Celtics prowadzili już tylko 63:57.

Na początku ostatnich 12 minut przewaga gospodarzy stopniała do pięciu punktów, a Heat dwukrotnie trafiali do kosza w takim momencie do kosza, ale sędziowie odgwizdywali im faule w ataku. Koszykarze zagryzali jednak zęby i wracali do obrony - nowe zasady piętnujące emocjonalne zachowania na boisku zrobiły swoje, bo żaden z uczestników meczu nie popełnił faulu technicznego.

Celtics mieli kryzys, ale kiedy na parkiet wrócił z szatni potłuczony w trzeciej kwarcie Pierce, ich przewaga od razu wzrosła. Po trójce swojego kapitana Celtics prowadzili już 73:64, ale przebłyski miały gwiazdy Heat. Wade'owi przytrafił się co prawda drugi rzut w kant tablicy, ale przewaga gospodarzy topniała.

70 sekund przed końcem po wejściu pod kosz Jamesa było tylko 83:80 dla Celtics. Trener gospodarzy Doc Rivers poprosił o czas i po powrocie na boisko jego koszykarze świetnie rozegrali zaplanowaną akcję - Pierce dograł piłkę do wybiegającego do narożnika Allena, a ten trafił za trzy. Wynik na 88:80 z wolnych ustalił Pierce.

Najlepszym strzelcem Celtics był Allen (20 punktów, 5/8 za trzy). 19 punktów i dziewięć zbiórek dodał Pierce, a odpowiednio 10 i 10 (choć także aż siedem strat) miał Kevin Garnett. Na duże wyróżnienie zasługuje też Rondo, który miał aż 17 asyst.

W Heat 31 punktów rzucił James (10/21 z gry, 8/12 z wolnych), ale miał też osiem strat, tylko cztery zbiórki i trzy asysty. Zaledwie 13 punktów zdobył Wade (4/16 z gry, sześć strat), niewidoczny był Bosh, który miał osiem punktów (3/11 z gry) i osiem zbiórek.

Jak Logan podbija Euroligę ?

Więcej o: