Play-off NBA. Thunder po raz drugi pokonali Lakers

Thunder pokonali Lakers aż110:89 i w rywalizacji mistrzów NBA z debiutantami po czterech meczach jest remis 2:2. Taki sam wynik jest w parze Phoenix Suns - Portland Trail Blazers. Do składu Blazers zaledwie 8 dni po artroskopii kolana wrócił Brandon Roy.

Thunder upokorzyli Lakers. Aktualni mistrzowie NBA wyglądali przy świetnie zorganizowanej maszynie z Oklahomy jak zardzewiały grat. Bryant zdobył tylko 12 punktów, a najskuteczniejsi w Lakers - Bynum i Gasol po 13 - tyle co rezerwowy rozgrywający Thunder Eric Maynor.

Thunder pokazali, że łapią rytm i wyciągają wnioski. Świetnie bronili nie tylko na obwodzie, ale zaczęli też zacieśniać strefę podkoszową, bo to właśnie Gasol z Bynumem zrobili im najwięcej krzywdy w poprzednich meczach. Skuteczna, szczelna obrona zmusiła Lakers do błędów. Gracze z Los Angeles stracili aż 24 punkty z kontrataków, sami zdobyli ich tylko dwa. Trener Phil Jackson tylko kręcił głową.

Thunder grę mili pod kontrolą od samego początku, ale zadali dwa mocne ciosy Lakers w pierwszej i trzeciej kwarcie - już wtedy było jasne, że seria będzie mieć przynajmniej sześć meczów.

Rewelacyjnie po raz kolejny grał Kevin Durant (22 pkt.), ale tym razem dostał większe wsparcie całej drużyny. Agresywni Thunder zmuszali Lakers do fauli, młoda drużyna aż 48 razy stawała na linii rzutów wolnych. Ospali Lakers tylko 28-krotnie.

- Wiele osób nie spodziewało się, że trafimy do play-off. Gdy już się tu znaleźliśmy, mówili, że z Lakers nie mamy szans. Wiemy na co nas stać i jak twardo potrafimy grać, jak ciężko trenujemy każdego dnia. To cechy, dzięki którym możemy zajść bardzo daleko. Los jest w naszych rękach - mówił po meczu Durant.

- To świetne uczucie, ale wciąż mamy wiele roboty przed sobą - mówił Russel Westbrook, który mecz zakończył z 18 punktami, ośmioma zbiórkami i sześcioma asystami.

Zwycięstwo 21 punktami to jedna z najwyższych wygranych drużyny przystępującej do play-off z ósmego miejsca (Thunder) nad liderem konferencji (Lakers). Największa różnica to 25 punktów, gdy w 2007 roku ósmi Warriors pokonali pierwszych Mavericks.

Po czterech meczach jest remis 2:2. Teraz rywalizacja przenosi się na jeden mecz do Los Angeles (we wtorek), a potem znów wraca do Oklahoma City (w piątek). Jeśli będzie taka potrzeba mecz numer siedem w niedzielę w Los Angeles.

Wielki powrót Roya

Zaledwie osiem dni po zabiegu artroskopii kolana do gry wrócił Brandon Roy i wygranym meczu z Phoenix Suns rzucił 10 punktów. To jego trójka pięć minut przed końcem czwartej kwarty pozwoliła Blazers odskoczyć na sześć punktów. Suns tej straty już nie odrobili.

- Nie czułem się z tym dobrze siedząc w szatni, gdy wiedziałem, że mogę pomóc drużynie. Dlatego zacząłem błagać trenera - mówił po meczu Roy. W sobotę wysłał do trenera Nate'a McMillana sms o treści: "Trenerze, myślę, że powinienem zagrać". Trener się zgodził i być może odmieniło to losy serii.

Po czterech meczach jest remis 2:2, rywalizacja teraz przenosi się na jeden mecz do Phoenix.

Ale to nie powrót Roya, ale świetna gra LaMarcusa Aldridge'a były decydujące w meczu numer cztery. Skrzydłowy Blazers był niesamowicie aktywny na deskach (11 zbiórek), skuteczny (31 punktów) i agresywny. Suns nie potrafili go zatrzymać.

Blazers zagrali bardzo zespołowo w ataku (w sumie 26 asyst), lepiej zastawiali tablicę i ograniczyli poczynania Steve'a Nasha, który miał tylko osiem asyst, cztery straty i 15 punktów.

- Nie daliśmy z siebie wszystkiego. Wiedzieliśmy jak ważny to mecz, ale nie graliśmy z odpowiednim zaangażowaniem, energią, nie zbieraliśmy, nie broniliśmy - mówił po meczu sfrustrowany Amare Stoudemire, który rzucił 26 punktów.

Przebudzenie Bucks

Bucks odrobili lekcje z dwóch przegranych meczów w Atlancie. W sobotę zaczęli bronić na naprawdę wysokim poziomie, ograniczyli ważne ogniwa Hawks - Josha Smitha, który był bliski triple-double w meczu numer dwa, w sobotę miał tylko 7 punktów i 12 zbiórek, Ala Horforda (10 pkt, 3 zb.) i rezerwowego Jamala Crawforda(11 pkt.).

Hawks trafiali w tym meczu z fatalną skutecznością 39,1 procent. Bucks byli od początku agresywni nie tylko w obronie, ale i w ataku. Ważne rzuty trafiali debiutant Brandon Jennings (13 pkt.), a przede wszystkim John Salomns (22 pkt., tylko dwa niecelne rzuty z gry). Bucks już po pierwszej kwarcie prowadzili aż 36:19. Hawks nie byli w stanie wrócić do gry. Gdy zbliżyli się na dziewięć punktów (54:45), momentalnie trójką z rogu odpowiedział Carlos Delfino.

- To były trzy ciężkie dni, przez które cały czas myśleliśmy, co trzeba zrobić, by wygrać - mówił po meczu Salmons. - To miłe znów zobaczyć zaangażowanie u chłopaków. To drużyna, którą trenowałem i widziałem cały sezon, z wielką energią - dodał Scott Skiles, trener Bucks.

Po trzech meczach Hawks prowadzą 2:1, czwarte spotkanie również w Milwaukee w poniedziałek.

Gortat ważny w końcowce:

Zbiórka na 15,6 sekundy przed końcem meczu oraz trzy celne rzuty wolne Marcina Gortata w końcówce zapewniły Magic trzecie zwycięstwo nad Charlotte Bobcats. Zespół Polaka jest o krok od awansu do drugiej rundy play-off.

Gortat w 22 minuty w sumie zdobył pięć punktów, miał osiem zbiórek, blok, przechwyt i stratę. Był najlepszym z rezerwowych Magic.

Więcej o zwycięstwie Magic CZYTAJTUTAJ ?

Wyniki sobotnich meczów:

Charlotte Bobcats - Orlando Magic 86:90. Kwarty: 27:29, 19:12, 20:25, 20:24. Stan rywalizacji: 0:3

Portland Trail Blazers - Phoenix Suns 96:87. Kwarty: 26:27, 28:23, 20:22, 22:15. Stan rywalizacji: 2:2

Milwaukee Bucks - Atlanta Hawks 107:89. Kwarty: 36:19, 16:21, 26:17, 29:32. Stan rywalizacji: 1:2

Oklahoma City Thunder - Los Angeles Lakers 110:89. Kwarty: 29:17, 26:25, 31:22, 24:25. Stan rywalizacji: 2:2

W niedzielę grają:

Miami Heat - Boston Celtics (g. 19.00, Canal+ Sport2)

Chicago Bulls - Cleveland Cavaliers (g. 21.30)

San Antonio Spurs - Dallas Mavericks (g. 01.00)

Utah Jazz - Denver Nuggets (g. 03.30)

Więcej o ME koszykarzy w specjalnym serwisie Sport.pl -  ?

Więcej o: