Play-off NBA. Kontuzjowani Blazers zaskoczyli Suns

Grający bez swojego lidera Brandona Roya Portland Trail Blazers wygrali pierwszy mecz rywalizacji z Phoenix Suns. Świetnie zagrał rozgrywający Andre Miller, który 15 ze swoich 31 punktów zdobył w decydującej czwartej kwarcie. W niedzielę swoje mecze wygrywali także gospodarze - Dallas Mavericks, Los Angeles Lakers i Orlando Magic.

Gdy okazało się, że lider Blazers Brandon Roy nie wystąpi z powodu urazu kolana w meczach pierwszej rundy, wielu nie dawało szans drużynie w starciu z Phoenix. Blazers jednak wielokrotnie w tym sezonie pokazywali, że mimo kontuzji kluczowych zawodników potrafią grać bardzo dobrze. Zwłaszcza przeciwko Suns.

W niedzielę świetnie w ekipie z Portland zagrał rozgrywający Andre Miller. Zdobył 31 punktów (to jego rekord kariery w play-off), z czego prawie połowę w ostatniej, czwartej kwarcie. Blazers podobnie jak w sezonie zasadniczym dobrze radzili sobie z lubiącymi szybką grę Suns.

W czwartej kwarcie rozpoczął się show Millera. To po jego trójce Blazers wyszli na prowadzenie 88:87, którego nie oddali do samego końca. Suns mieli jeszcze szanse na zwycięstwo, ale pudłowali. 12 sekund przed końcem Jarryd Bayless nie trafił przy stanie 103:100 dwóch rzutów wolnych i Phoenix mogło jeszcze doprowadzić do dogrywki, ale trójka Steve'a Nasha trafiła tylko w przednią część obręczy.

Oprócz Millera w Blazers skuteczny był też LaMarcus Aldridge (22 punkty), a pod koszami szalał Marcus Camby 917 zbiórek). Liderem Suns był Nash (25 punktów, 9 asyst). Zawiódł zwłaszcza Amare Stoudemire, który zdobył co prawda 18 punktów, ale miał też cztery straty i sześć fauli.

Nowitzki niemal bezbłędny

Dirk Nowitzki zdobył w pierwszym meczu z San Antonio Spurs 36 punktów. Ani razu nie pomylił się z linii rzutów wolnych (trafił 12/12), spudłował tylko dwa z 14 rzutów z gry. Spurs nie potrafili ani go zatrzymać, ani sprawić, by trafiał z mniejszą skutecznością. - Czasami zdarza ci się taki mecz, kiedy kosz jest naprawdę duży - mówił po zwycięstwie 100:94 Nowitzki.

- Wiemy, że on potrafi zdobywać po 36 punktów, ale nie przy takiej skuteczności. On rzucał mimo tego, że był szczelnie kryty. Na to nie da się nic poradzić - powiedział Manu Ginobili. Argentyńczyk zdobył dla Spurs 26 punktów, o jeden więcej rzucił Tim Duncan (27).

Spurs długo utrzymywali się w grze, bo nie zawodzili liderzy. Kluczowy okazał się brak wsparcia zawodników drugiego planu. Duncan, Ginobili, Parker i McDyess zdobyli 81 z 94 punktów zespołu. Ściągnięty do roli egzekutora Richard Jefferson oddał tylko cztery rzuty (trafił raz).

- Przegraliśmy tylko sześcioma punktami. To pokazuje, że jeszcze możemy coś poprawić - szukał po meczu pozytywnej strony porażki Ginobili.

Lakers za silni pod koszem

Pau Gasol i Andrew Bynum - na nich Oklahoma City Thunder nie miała odpowiedzi. Podkoszowy duet Los Angeles Lakers zdobył 32 z 87 punktów zespołu i 25 z 41 zbiórek. Mimo dobrej gry tej dwójki Lakers zwycięstwa nie mogli być pewni do ostatnich minut.

Po wysoko wygranej pierwszej kwarcie w gospodarzach coś się zacięło. Kevin Durant i Russell Westbrook wzięli się do odrabiania strat. Pierwszy rzucił 24 punkty, drugi dołożył 23 i Thunder doszli nawet na sześć punktów trzy i pół minuty przed końcem (79:73). Ale to było wszystko na co pozwolili Lakers. Ważną trójkę trafił Derek Fisher i gospodarze odskoczyli na w miarę bezpieczny dystans.

Kobe Bryant, który odpoczywał w czterech z ostatnich pięciu meczów sezonu zasadniczego rzucił 21 punktów, ale znów pudłował (6/19 z gry).

Więcej o meczu Lakers - Thunder CZYTAJ TUTAJ ?

Magic wymęczyli wygraną nad Bobcats

22 punkty przewagi mieli nad Charlotte Bobcats koszykarze Orlando Magic na początku trzeciej kwarty, ale do ostatnich sekund drżeli o zwycięstwo. Koszykarze z Florydy w ostatnich 20 minutach roztrwonili niemal całą wypracowaną wcześniej przewagę, słabo bronili, a w ataku przestali trafiać z czystych pozycji.

W końcówce Bobcats doszli nawet na pięć punktów (85:80), ale wtedy ważną trójkę trafił Mickael Pietrus i Magic odskoczyli.

W pierwszej połowie świetnie grał Jameer Nelson, który zdobył wtedy 24 ze swoich 32 punktów. Niewidoczny w ataku był Dwight Howard, ale lider Magic skupił się na blokowaniu. Zatrzymał aż dziewięć rzutów rywali.

Bobcats odrabiali straty prowadzeni przez Geralda Wallace'a. Skrzydłowy nie tylko był skuteczny w ataku, ale niesamowicie walczył na deskach. Mecz zakończył z 25 punktami i 17 zbiórkami.

Więcej o meczu Magic - Bobcats CZYTAJ TUTAJ ?

Wyniki niedzielnych meczów:

Los Angeles Lakers - Oklahoma City Thunder 87:78. Kwarty: 27:13, 20:26, 17:17, 23:23. Stan rywalizacji: 1:0

Orlando Magic - Charlotte Bobcats 98:89. Kwarty: 31:20, 28:23, 17:23, 23:22. Stan rywalizacji: 1:0

Dallas Mavericks - San Antonio Spurs 100:94 Kwarty: 23:18, 27:27, 26:24, 24:25 Stan rywalizacji: 1:0

Phoenix Suns - Portland Trail Blazers 100:105 Kwarty: 24:25, 19:19, 29:26, 28:38 Stan rywalizacji: 0:1

W poniedziałek zagrają:

Cleveland Cavaliers - Chicago Bulls (stan rywalizacji 1:0)

Denver Nuggets - Utah Jazz (stan rywalizacji 1:0)

Tu znajdziesz wszystko o play-off NBA ?

Więcej o: