Sezon 2025/26 w NBA wchodzi w decydującą fazę. Rozpoczęła się faza play-off. Blisko awansu do ćwierćfinału są Oklahoma City Thunder, Los Angeles Lakers i Minnesota Timberwolves, które prowadzą 3:0 lub 3:1 i brakuje im jednego zwycięstwa w serii. W play-offach gra też New York Knicks, zespół Jeremy'ego Sochana, który trafił na Atlantę Hawks. Po trzech meczach Atlanta prowadziła 2:1 w serii, a w nocy z soboty na niedzielę mogła wykonać ważny krok w kierunku ćwierćfinału.
Początek spotkania był wyrównany, ale już w pierwszej kwarcie Knicks zaczęli sobie budować bezpieczną przewagę nad rywalem. Po pierwszej kwarcie Knicks wygrywali 27:20, a w przerwie przewaga wzrosła do czternastu punktów (58:44). Hawks nie byli w stanie odwrócić wyniku meczu, a przewaga Knicks cały czas rosła. W czwartej kwarcie Knicks prowadzili aż 24 punktami, więc pojawiły się okoliczności ku temu, by dać szansę rezerwowym.
Trener Mike Brown nie dał jednak kilku minut Sochanowi, więc Polak wciąż musi czekać na swoją szansę w play-offach. Ostatni mecz Polaka to starcie z Charlotte Hornets (110:96), gdzie zagrał przez 20 minut i w tym czasie zdobył 12 punktów, a także zanotował sześć zbiórek i pięć asyst. Knicks wygrali 114:98 z Hawks, więc rywalizacja przenosi się do legendarnego Madison Square Garden. Tam zespół Sochana może objąć prowadzenie w serii.
Jednym z najlepszych zawodników na parkiecie był Karl-Anthony Towns, środkowy Knicks, który zaliczył pierwsze triple-double w play-offach, zdobywając 20 punktów i notując 10 zbiórek i 10 asyst. "Towns dostarczył Knicksom perłę w czwartym meczu, kiedy najbardziej jej potrzebowali" - napisał dziennik "New York Post".
Zobacz też: Były sekundy do końca meczu Knicks. Kolega Sochana rzucał na zwycięstwo
Knicks liczą na zdobycie pierwszego mistrzostwa NBA od 1973 r. W ostatnich pięciu sezonach Knicks nie byli w stanie wyjść poza pierwszą rundę play-offów, a nawet odpadali już w półfinale czy finale Konferencji.