Koszykarze New York Knicks na otwarcie fazy play-off pokonali przed własną publicznością Atlantę Hawks 113:102. W meczu tym nie zagrał nawet minuty Jeremy Sochan i to mimo faktu, że w ostatnim meczu rundy zasadniczej spisał się dobrze i w starciu z Charlotte Hornets w 20 minut zdobył 12 punktów, miał 6 zbiórek i 5 asyst.
Teraz w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego doszło do drugiego starcia tych drużyn w Nowym Jorku. Gospodarze niestety znów bez Sochana, nie wykorzystali dużej szansy na wygraną. Jeszcze na początku trzeciej kwarty prowadzili 67:54, a w 30. minucie nawet 80:66. Przed ostatnią kwartą gospodarze wygrywali 91:79. Ich koszmar rozpoczął się w ostatnich pięciu minutach meczu. Knicks prowadzili 100:92 i w ciągu 240 sekund stracili aż jedenaście punktów z rzędu!
W końcówce były wielkie emocje. Po trójce Jalena Brunsona dziewięć sekund przed końcem było tylko 106:107. Wtedy C.J. McCollum spudłował dwa rzuty wolne. W ostatniej akcji meczu gospodarze mieli jeszcze piłkę, ale Mikal Bridges spudłował rzut z półdystansu na zwycięstwo. Akcję tę można zobaczyć w linku poniżej.
Najwięcej punktów dla zwycięzców zdobyli McCollum (32.) i Jonathan Kuminga (19.), a dla przegranych Brunson (29.) i Karl-Anthony Towns (18.).
- To był mecz, który powinniśmy byli wygrać. W play-offach nie można oddawać meczów praktycznie za darmo - powiedział Josh Hart, rozgrywający gospodarzy.
"Knicks mieli bilans 40-1 w play-offach od sezonu 1954-55, kiedy prowadzili różnicą 12 punktów lub większą po trzech kwartach. Jedyną porażkę ponieśli, gdy Reggie Miller zdobył 25 punktów dla Indiany w czwartej kwarcie piątego meczu finałów Konferencji Wschodniej w 1994 roku" - czytamy na "ESPN".
Dzięki tej wygranej Hawks doprowadzili do remisu 1:1. Teraz rywalizacja przenosi się do Atlanty. Trzeci i czwarty pojedynek odbędą się w dniach 24 i 26 kwietnia. Zespoły grają do czterech zwycięstw.
Zobacz także: Kolejny klub zrywa współpracę z Zondacrypto. "Ze skutkiem natychmiastowym"