Niewiarygodny comeback Knicks i Sochana. Zdecydował ostatni rzut

To była fantastyczna końcówka spotkania w wykonaniu New York Knicks! Zespół Jeremy'ego Sochana zaczynał czwartą kwartę z aż szesnastoma punktami straty do Houston Rockets, ale rzucił się w szaleńczą pogoń i na kilkadziesiąt sekund przed ostatnią syreną prowadził 108:106. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął Kevin Durant. To rzut gwiazdora Houston z ostatniej sekundy zdecydował o losach zwycięstwa.
Mecz New York Knicks - Houston Rockets
Screen/ESPN

To był prawdziwy mecz na szczycie NBA, gdyż oba zespoły zajmują miejsca w czołowych czwórkach swoich konferencji. Knicks, do których niedawno dołączył Sochan, są nawet wymieniani jako jeden z faworytów do mistrzowskiego tytułu. W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu Rockets postawili im jednak trudne warunki gry.

Zobacz wideo Kosecki tłumaczy się ze swoich słów: Posypuję głowę popiołem, jest mi głupio

Nie mieli prawa tego wygrać. A jednak się udało!

Podopieczni Ime Udoki wprawdzie przegrali sześcioma punktami pierwszą kwartę, ale to ich nie podłamało. W drugiej i trzeciej byli już wyraźnie lepsi. W efekcie ostatnią część meczu zaczynali przy wyniku 91:75, a na jej początku jeszcze podwyższyli prowadzenie o kolejne dwa punkty. Wydawało się, że już nic nie może odebrać im zwycięstwa.

Wtedy gospodarze dokonali spektakularnego powrotu do meczu. Konsekwentnie odrabiali straty, a kluczowymi graczami w tej części meczu zostali Landry Shamet, Karl-Anthony Towns i Jalen Brunson. Ten ostatni, choć przebywał na parkiecie zaledwie przez sześć i pół minuty czwartej kwarty, rzucił w niej osiem punktów przy stuprocentowej skuteczności. W efekcie Knicks dokonali koszykarskiego cudu i na 30 sekund przed końcem meczu objęli prowadzenie! A stało się to właśnie za sprawą rzutu Brunsona.

Ostatnie słowo w meczu należeć miało do Kevina Duranta. Legenda NBA i największa gwiazda gości zdobyła w tym spotkaniu 30 punktów, najwięcej spośród wszystkich zawodników. Przy stanie 108:106, na zaledwie 1.4 sekundy przed ostatnią syreną, to do niego została posłana piłka. 37-latek rzucał z trudnej pozycji, ale nie dał rady odmienić losów tego spotkania.

 

Jeremy Sochan w starciu z Rockets pojawił się na boisku, ale nie odegrał w nim znaczącej roli. Na parkiecie spędził cztery minuty, oddał w tym czasie dwa rzuty z gry, ale oba okazały się niecelne.

Więcej o: