Jeremy Sochan nie jest już zawodnikiem San Antonio Spurs! Zespół nie przedłużył z nim kontraktu, przez co polski koszykarz stał się wolnym agentem. W czwartek pojawiły się jednak informacje, że trafi do New York Knicks. Podał je dziennikarz ESPN Shams Charania. - Sochan miał 10 zainteresowanych klubów po zwolnieniu ze Spurs w środę i ostatecznie trafił do Knicks jako nowy członek drużyny - napisał na portalu X. Mimo to 22-letni zawodnik ma czego żałować.
Wydaje się, że pobyt w Knicks będzie dla Sochana próbą ratowania dalszej przyszłości w NBA. Jak podał "Przegląd Sportowy", jego kontrakt obowiązuje jedynie do końca sezonu. Do tego czasu Polak będzie musiał spisywać się na tyle dobrze, aby ktoś zaproponował mu nową umowę. Do takiej sytuacji wcale nie musiało jednak dojść.
Pod koniec 2024 r. Sochan był w zupełnie innej pozycji negocjacyjnej. Po serii udanych występów mógł liczyć nawet na najwyższy kontrakt w historii polskiego sportu. Wedle tego samego źródła amerykańscy eksperci szacowali, że dostanie propozycję opiewającą na 25-33 mln dolarów za rok. Umowa miałaby zaś obowiązywać na cztery bądź pięć lat. W sumie Sochan zarobiłby przez ten czas ok. 100 mln dolarów. Co zatem poszło nie tak?
Okazuje się, że rozmowy nieco się przeciągnęły, a Sochan mógł "przelicytować". - Pojawiły się głosy, że latem doszło do jakichś negocjacji kontraktowych. Tam była rozbieżność w oczekiwaniach klubu i oczekiwaniach Sochana. Nie dogadali się - powiedział w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" dziennikarz specjalizujący się w lidze NBA, Mateusz Babiarz.
Na domiar złego z każdym kolejnym tygodniem pozycja Sochana stawała się coraz słabsza. Nasz koszykarz słabiej prezentował się na parkiecie, dostawał mniej minut, a po zmianie trenera na Mitcha Johnsona było jeszcze gorzej. W dodatku, jak wyjaśniło "San Antonio Express News", Sochanowi wyrosła konkurencja w postaci Cartera Bryanta, który zajął jego miejsce. Sochan stał się więc praktycznie niepotrzebny. - Był czas, kiedy Spurs liczyli, że Sochan może być następcą Harrisona Barnesa w ataku, obok Wembanyamy. Teraz gdy Bryant ma za sobą najlepszy okres w sezonie, coraz mniej absurdalne jest myślenie, że jest na dobrej drodze do wypełnienia tej roli. A skoro Bryant prześcignął Sochana pod tym względem? Trudno było sobie wyobrazić, jak Sochan mógłby go pokonać San Antonio w przyszłym roku - wyjaśnili Amerykanie.