To dlatego Gortat uciekł z USA do Polski. Oto co usłyszał od policjanta

Marcin Gortat przez lata grał w koszykówkę i mieszkał w Stanach Zjednoczonych. Po zakończeniu kariery sportowej dalej w dużej mierze przebywał za oceanem, ale wkrótce ma się to zmienić. Zdecydowały o tym przykre sytuacje, jakie go spotkały. - W Stanach przyjdzie człowiek, który uzna, że masz fajny zegarek, wyjmie pistolet i może cię na miejscu zastrzelić - podkreślł 41-latek.
Marcin Gortat
Screen - Kanał Sportowy

Gortat w NBA grał w latach 2007-2019. Początkowo pełnił tylko rolę rezerwowego w Orlando Magic, ale z czasem stał się jednym z kilkunastu najlepszych środkowych w lidze. Nawiązał świetną współpracę z legendarnym Steve'm Nashem w Phoenix Suns, a także był kluczowym graczem mocnych w poprzedniej dekadzie Washington Wizards.

Zobacz wideo Piłkarze Legii balują po przegranych meczach? Kosecki: Po remisie z Lechią piłkarze bawili się w klubie

Gortat był ofiarą włamania. Oto jak to skomentował

Polak koniec kariery ogłosił w 2020 roku, kilkanaście miesięcy po tym, jak pożegnali się z nim Los Angeles Clippers. Od tamtego czasu zajął się biznesem, działając na dużą skalę zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i ojczyźnie. Jak jednak przyznał w "Kanale Sportowym": jego spojrzenie na USA znacznie się ostatnio zmieniło.

- Teraz drugi raz włamali mi się do domu. Za pierwszym razem czwórka dzieciaków wybiła szybę. Weszli, obeszli dom, alarm się włączył. Nic nie wzięli, ale zobaczyli, że są dwa sejfy w domu. Wrócili po te sejfy dwa lata później. To było dokładnie dwa miesiące temu. Dosłownie wyrwali je. Jeden zostawili 10 metrów od garderoby, a drugi odciągnęli 150 metrów od domu. Cieszę się, że mnie wtedy nie było w domu. Bo biorąc pod uwagę, jak się szkolę i na co jestem przygotowany, to mogło dojść do tragedii - podkreślił Gortat.

ZOBACZ TEŻ: Wrze po tym, co zrobiła TV Republika. Rachoń naprawdę to zrobił

Polski koszykarz oczywiście poszedł z nagraniami włamania na komisariat policji w USA. Tam usłyszał słowa, które go zszokowały. Policjant oznajmił, że gdyby był w domu, to musiałby się upewnić, że wszyscy włamywacze nie żyją, żeby uniknąć pozwów.

- Ja wtedy stwierdziłem: dobra, to ja już idę. Daj mi pan tego pendrive'a, ja wychodzę - kontynuował Gortat. - W Stanach jest inaczej niż w Polsce. W Stanach przyjdzie człowiek, który uzna, że masz fajny zegarek, wyjmie pistolet i może cię na miejscu zastrzelić. Bo ten zegarek może dla niego oznaczać jedzenie dla całej rodziny na miesiąc czy dwa. Dlatego poniekąd zdecydowaliśmy z żoną, że wracamy na stałe do Polski. Raz, że chcemy wychować tutaj młodego - w naszych warunkach, w naszej kulturze. A dwa, że to, co się dzieje w Stanach, to jest już Armagedon. I ten człowiek u władzy jest po prostu psychopatą - podsumował Gortat.

Więcej o: