Szokująca wymiana pomiędzy Los Angeles Lakers a Dallas Mavericks wstrząsnęła ligą NBA. W jej efekcie do Kalifornii trafił jeden z trzech najlepszych graczy na świecie Luka Doncić, a do Teksasu zawodnik z absolutniej czołówki Anthony Davis. Słoweniec jeszcze nie zadebiutował w nowym zespole, a Amerykanin wybiegł na parkiet w sobotni wieczór.
Davis leczył uraz, więc Mavericks nie mogli korzystać z niego od razu, ale w sobotę wreszcie pojawił się na parkiecie przeciwko Houston Rockets i rozgrywał znakomity mecz. Dziewięciokrotny uczestnik meczu gwiazd dominował na boisku, do czego przyzwyczaił już w przeszłości i to on był motorem napędowym zespołu z Dallas.
Davis zapisał na swoim koncie aż 26 punktów, do których dołożył 16 zbiórek i siedem asyst. Ponadto zaliczył też trzy bloki, nie popełnił żadnego faulu, a z gry trafił 10 na 18 rzutów. Ten debiut mógł być jeszcze bardziej udany, gdyby trwał dłużej niż do końca trzeciej kwarty i zakończył się dramatem.
Podczas akcji Houston mistrz NBA z 2020 roku bronił dostępu do własnego kosza i bez kontaktu z przeciwnikiem upadł na ziemię po uprzednim zwrocie i złapaniu się za pachwinę. 31-latek szybko wstał z parkietu, ale od razu szedł na ławkę rezerwowych i udał się do szatni. Z niej nie wyszedł już do końca spotkania.
Z medialnych doniesień wynika, że Davis znów miał problem z pachwiną, a tym razem doszło też spięcie w mięśniu czworogłowym uda. - Po prostu noga się napięła, jakbym miał skurcz. Nie rozluźniła się i nie puściła, ale to nic poważnego. Nic mi nie jest - przekonywał jednak zawodnik cytowany przez ESPN.
Nie będzie jednak wielkiego zdziwienia, jeśli Davis będzie musiał znów chwilę odpocząć od koszykówki. Kontuzje u tego zawodnika to mało zaskakująca sprawa, ale jeśli jest zdrowy, to potrafi dominować tak, jak robił to przez 31 minut na parkiecie w meczu z Rockets. Mavericks kolejny mecz rozegrają w nocy z poniedziałku 10 na wtorek 11 lutego o 2:30, a ich rywalami będą Sacramento Kings.