Przed startem finałów NBA to Boston Celtics byli faworytami, ale niewielu mogło spodziewać się tak jednostronnego przebiegu serii. Dwa pierwsze mecze w Bostonie wyglądały niczym "Luka Doncić kontra reszta świata", bo to Słoweniec ciągnął za sobą cały zespół. Mavericks przegrali oba mecze: 89:107 oraz 98:105. Wydawało się, że przeniesienie rywalizacji do Teksasu może zmienić obraz gry.
Tuż przed spotkaniem w Dallas wiadomo było, że przyjezdni nie będą mogli liczyć na kontuzjowanego Kristapsa Porzingisa. To dawało gospodarzom spore szanse, choć Celtics w tegorocznych play-off ani razu nie przegrali na wyjeździe.
Początek meczu należał do Mavericks, którzy wreszcie mogli liczyć na Kyriego Irvinga. Ten w poprzednich meczach zdobywał tylko 12 i 16 punktów, ale tym razem już do przerwy miał na koncie 20 punktów. To i tak nie wystarczało do zbudowania poważnej przewagi. Po pierwszej połowie spotkania gospodarze prowadzili 51:50, co dawało im spore nadzieje na pierwszą wygraną.
Zespół z Bostonu znów mogli liczyć na swoich liderów - Jaysona Tatuma, Jaylena Browna i Derricka White'a. Wszyscy grają świetnie przez całą serię, a pierwsza dwójka już na początku drugiej połowy mocno wzięła się za odrabianie strat. Już w trzeciej kwarcie Celtics mocno odjechali rywalom, bo wygrali ją 35:19 i mocno przybliżyli się do zwycięstwa.
Doncić miał problem z trójkami, bo trafił tylko jedną na siedem prób, a w drugiej połowie nieco przygasł Irving, który już ani razu nie dołożył nic z dystansu. W ostatniej kwarcie zrobiło się gorąco, gdy Mavericks zdołali odrobić aż 17 punktów i brakowało im jednego trafienia, by wyjść na prowadzenie. Tym razem Doncić miał 27 punktów, a Irving aż 35, ale Tatum i spółka nie pozwolili im na odwrócenie gry. W końcówce goście przycisnęli, a niezwykle ważne punkty zdobył Brown. Dzięki temu Celtics wygrali 106:99.
- Życie to rollercoaster. Wszyscy przechodzimy przez wzloty i upadki, a w najtrudniejszych momentach pokazujemy charakter - mówił po meczu zadowolony Jayson Tatum, który walczy o pierwszy w karierze tytuł mistrza NBA.
Dzięki wygranej Celtics prowadzą w serii już 3-0 i są dziewiątym zespołem w historii, który w play-offach ma na koncie dziesięć wygranych z rzędu. Ponadto są naprawdę blisko ogrania rywali aż 4-0 w finałach, co ostatni raz zdarzyło się w 2018 roku, kiedy w takim stosunku Golden State Warriors wygrali z Cleveland Cavaliers LeBrona Jamesa.
Czwarta gra finałów NBA odbędzie się w nocy z piątku na sobotę 15 czerwca o 2:30 czasu polskiego. W przypadku wygranej Dallas Mavericks seria będzie kontynuowana i przeniesie się do Bostonu, a jeśli wygrają Celtics, to zostaną mistrzami NBA pierwszy raz od 2008 roku.