Rywale wciąż odpuszczają Sochana. Ale on potrafi ich już ukarać

Łukasz Cegliński
Największy postęp Jeremiego Sochana w tym sezonie NBA? Skuteczność w rzutach za trzy punkty. Skrzydłowemu San Antonio Spurs wciąż daleko do maszyny trafiającej z dystansu na zawołanie, ale o ile w poprzednich rozgrywkach trafiał tylko 24 proc. trójek, tak teraz jest to już solidne 38 proc. A w styczniu Sochan może się pochwalić już całkiem niezłą serią.

W poniedziałek San Antonio Spurs przegrali 123:133 na wyjeździe z Philadelphia 76ers. Wszystkich przyćmił wyjątkowy występ środkowego gospodarzy Joela Embiida, który rzucił niesamowite 70 punktów. W jego cieniu był lider Spurs Victor Wembanyama, który zdobył 33, a także Sochan, który zakończył spotkanie z 14 punktami. Ale warto zauważyć, że 20-letni skrzydłowy miał w tym spotkaniu 3/6 z dystansu.

Zobacz wideo Polka przeszła w Australian Open samą siebie. "Absolutnie największa niespodzianka"

I to się nazywa postęp! Sochan staje się graczem kompletnym

Dla Sochana to wciąż rzadkie osiągnięcie – spotkanie w Filadelfii było dopiero siódmym w jego karierze, w którym trafił trzy lub więcej trójek. W poprzednim sezonie udało mu się to dwukrotnie, w tym – już cztery razy. Rekordowe spotkanie Jeremiego pod względem trafień z dystansu, to grudniowy mecz z Dallas Mavericks, w którym miał 4/6.

Sochan w rzutach za trzy staje się coraz bardziej regularny – w poniedziałek zaliczył dwunasty kolejny mecz, w którym przynajmniej raz trafił za trzy, seria trwa od 31 grudnia. W tych 12 spotkaniach skrzydłowy Spurs ma 17/44 z dystansu, czyli solidne 38 proc. W skali całego sezonu jest to, odpowiednio, 45/118 i te same 38 proc.

W porównaniu z poprzednim sezonem postęp jest ogromny. W debiutanckich rozgrywkach Sochan miał 33/148 zza łuku, czyli marne 24 proc. Rywale, wiedząc, że Polak jest słabym strzelcem, świadomie odpuszczali go na obwodzie, robili krok w tył i zacieśniali strefę podkoszową. I nie było to żadne ryzyko, Sochan najczęściej pudłował. Na dodatek jego rzut wyglądał dość nieporadnie – oddawany był w wolnym rytmie, łokieć rzucającej ręki uciekał w bok, przez co piłka latała bardzo różnie. Raz trafiała w przednią obręcz, raz w tylną, czasem w ogóle ją mijała.

Teraz jest inaczej, choć wciąż zdarza się, że broniący Sochana zawodnik asekuruje tyły, zamiast przeszkadzać mu w oddaniu rzutu z dystansu. W poniedziałek Embiid zostawiał mu wręcz dobre kilka metrów w okolicy linii trójek, trzy celne rzuty Jeremi oddał przy biernej postawie defensywy. Ale jednocześnie gołym okiem widać, że decyzje podejmuje szybciej, a rzut jest bardziej płynny, lepszy technicznie. Jeśli wciąż będzie robił w tym elemencie postępy, jego gra na pozycji skrzydłowego stanie się kompletna.

O tym, że Sochan musi mocno pracować nad próbami z dystansu, wiadomo od dawna. Na uczelni Baylor trafił tylko 29 proc. trójek, a przed debiutanckim sezonem w NBA mówił: - Ciężko pracuję nas tym, by rzut był jak najbardziej stabilny, żeby każda próba pod względem mechanicznym wyglądała tak samo. Myślę, że robię postępy. Ćwiczę, oglądam te próby na wideo, oglądam też mechanikę innych graczy. Poprawa rzutu jest dla mnie wyzwaniem, ale nie problemem.

W podejmowaniu wyzwania Sochanowi pomagali trenerzy w San Antonio i Noah Shooting System – program do pracy nad rzutem. Skomplikowana technologia opiera się przede wszystkim na czujnikach zawieszonych cztery metry nad koszem, a do tego kamer, komputerów przetwarzających dane i głośników, z których po każdym rzucie dobiegają informacje o jakości próby. Noah śledzi przede wszystkim trzy parametry – kąt, pod jakim piłka wpada do obręczy, głębokość rzutu, czyli punkt, w którym przechodzi przez okrąg oraz odchylenie boczne względem środka okręgu.

Sochan już w poprzednim sezonie opowiadał, że pracuje przede wszystkim nad poprawą trajektorii, bo jego rzuty są zbyt płaskie. Wskazywał, że jego cel jest taki, by piłka po każdym rzucie wpadała do kosza pod kątem przynajmniej 42 stopni. – Są wzloty i upadki. Czuję się tak, jakby mnie ktoś testował – koszykarscy bogowie lub ktoś inny. Ale ja się nie poddaję, utrzymuję pewność siebie. Wierzę w swój rzut, trenerzy w niego wierzą, więc będę rzucał – mówił.

No i rzuca, z coraz lepszym efektem. W sobotnim spotkaniu w Waszyngtonie Sochan trafił szalenie ważny rzut w końcówce – jego trójka dała Spurs prowadzenie 126:125 na 52 sekundy przed końcem, ostatecznie zespół z San Antonio wygrał 131:127. Po meczu dziennikarze pytali Jeremiego, czy w jego karierze były takie chwile, w których nie zdecydowałby się na oddanie rzutu z dystansu w tak ważnym momencie.

- Myślę, że w tej konkretnej sytuacji rzucałbym tak czy inaczej, ale czuję, że teraz oddałem ten rzut z o wiele większą pewnością. Po prostu rzuciłem. Czuję się dobrze z moim rzutem, no i wpadło – mówił Jeremi.

I choć jego średnie statystyki z całego sezonu - 11,5 punktu, 5,7 zbiórki oraz 4,0 asysty – są zbliżone do tych z poprzednich rozgrywek, to postępy, jeśli chodzi o pewność w grze, a szczególnie w rzutach z dystansu, są widoczne. Na razie nie mają jednak przełożenia na zwycięstwa zespołu – Spurs z bilansem 8-35 są trzecią najgorszą drużyną ligi.

Więcej o:
Copyright © Agora SA