Zmarnowana szansa San Antonio. 22 punkty przewagi nie wystarczyły. Problemy Sochana

Łukasz Cegliński
Zmarnowana szansa San Antonio Spurs na czwarte zwycięstwo w tym sezonie NBA. 22 punkty przewagi z drugiej kwarty okazały się niewystarczające, Toronto Raptors wrzucili wyższy bieg w czwartej kwarcie i doprowadzili do dogrywki, a w niej byli już zdecydowanie lepsi. Jeremy Sochan tym razem nie wniósł wiele do gry Spurs.

- Najważniejsza rzecz, której nauczyłem się w pierwszych pięciu meczach, jest chyba taka, że 20 punktów przewagi to nic. Będzie się zdarzać, że będziesz prowadził różnicą 15 punktów, a potem mrugniesz okiem, przegrywasz jednym i nie wiesz, co się stało – mówił kilka dni temu Victor Wembanyama, 19-letni debiutant z San Antonio Spurs. Jego zespół miał za sobą dwa szalone mecze w Phoenix – oba wygrane, ale w pierwszym Spurs odrobili 20 punktów straty, a w drugim niemal zmarnowali 27 punktów przewagi.

Zobacz wideo "Gorzej już być nie może". Drużyna Sochana odbije się od dna? Eksperci nie mają wątpliwości

W niedzielę przeciwko Toronto Raptors obserwacje Wembanyamy się potwierdziły. W pierwszej połowie Spurs mieli nawet 22 punkty przewagi, po trzech kwartach prowadzili 86:71. Ale w ostatniej części Raptors rzucili się do pogoni, świetny Scottie Barnes punkty zdobywał seriami, w połowie kwarty Spurs wygrywali już tylko 96:94 i walka zaczynała się od nowa.

Scottie Barnes trafiał na zawołanie

Jeszcze minutę i 19 sekund przed końcem Spurs prowadzili 108:103 po szalonych rzutach Keldona Johnsona, ale znakomity Barnes, który do przerwy zdobył tylko trzy punkty, a po przerwie rzucił aż 27, na 37 sekund przed syreną doprowadził do remisu po 108.

Po dwóch celnych wolnych Johnsona na 110:108 Raptors rzucali za trzy – Dennis Schroder spudłował, ale do piłki dopadł O.G. Anuoby, który wyrównał na 1,2 sekundy przed końcem. Złe podanie z autu Jeremiego Sochana przechwycił Barnes, który po czasie spudłował i doszło do dogrywki.

W dodatkowym czasie gry Raptors poszli za ciosem – szybko wyszli na prowadzenie dzięki celnym trójkom i rozpaczliwe próby pogoni nie dały już skutku. Goście wygrali 123:116. Najwięcej punktów dla zwycięzców rzucił Barnes – 30, do których dodał 11 zbiórek i sześć asyst. Po 24 punkty dla Raptors zdobyli Anuoby i Dennis Schroder. W Spurs najskuteczniejszy był Johnson, który rzucił 26 punktów. 21 i 11 zbiórek miał Zach Collins, a 20 punktów, dziewięć zbiórek i pięć bloków zgromadził Wembanyama.

Jeremy Sochan nieskuteczny. Pudłował nawet łatwe rzuty

Sochan, który w czwartek w Phoenix rozegrał najlepszy mecz w sezonie (14 punktów, pięć zbiórek i rekordowe w karierze dziewięć asyst), tym razem wypadł słabiej. W 29 minut rzucił cztery punkty, miał cztery zbiórki, pięć asyst, trzy przechwyty i trzy straty. W pierwszej połowie Polak grał aktywnie, wchodził pod kosz, ale pudłował większość rzutów, także tych łatwych – Sochan miał 2/8 z gry, jego skuteczność w sezonie spadła do 40 proc.

Spurs grali z Raptors bez lekko kontuzjowanego Devina Vassella, drugiego strzelca zespołu, ale jego braku nie było widać. Gospodarze osiągnęli niewielką przewagę już w pierwszej kwarcie, kiedy świetny moment miał Wembanyama – Francuz najpierw trafił trójkę z faulem i wykorzystał rzut wolny, po chwili wykonał potężny wsad po bardzo długim dwutakcie w środkowym pasie boiska. Dobre wejście z ławki miał też skrzydłowy Cedi Osman i przez moment Spurs prowadzili już 25:16. Ostatecznie po pierwszej kwarcie mieli tylko cztery punkty przewagi.

Ale w drugiej kwarcie uciekli już na dobre. Punktowali głównie Johnson oraz rezerwowy strzelec Doug McDermott, gospodarze mieli nawet 22 punkty przewagi. Ale przede wszystkim Spurs dobrze bronili – "Wemby" miał do przerwy trzy bloki, Sochan zaliczył trzy przechwyty, goście z Kanady w pierwszej połowie trafili tylko 30 proc. rzutów z gry. Drugą kwartę Spurs wygrali 28:13, do przerwy prowadzili 54:35.

W trzeciej części spotkanie wyglądało podobnie, choć w zespole gości zmobilizował się Schroder. Niemiecki rozgrywający, MVP niedawnych mistrzostw świata, kilka razy mocno zakręcił obrońcami z San Antonio, po indywidualnych akcjach trafiał do kosza, Raptors zbliżyli się na 64:76. Zagrożenia jednak nie było, dwie szybkie dwójkowe akcje zagrali Tre Jones i Osman, Spurs kontrolowali wynik.

Ale, jak się okazało, do czasu. Po niedzielnej porażce koszykarze z San Antonio mają bilans 3-3, kolejne spotkanie rozegrają we wtorek na wyjeździe z Indiana Pacers.

Więcej o: