San Antonio Spurs w poprzednim sezonie byli jednym z najsłabszych zespołów w NBA, mieli najgorszą obronę w historii ligi. Teraz liczą, że zrobią postęp, ale z racji tego, że są jedną z najmłodszych drużyn, lekcje od silniejszych zespołów będą się zdarzać. Los Angeles Clippers takim silniejszym, doświadczonym zespołem są – Paul George, Kawhi Leonard i Russell Westbrook liczą, że powalczą w tym sezonie w play-off, może nawet o finał i w niedzielę przeszkolili Spurs gruntownie, wygrali bez najmniejszego wysiłku.
Gospodarze już w pierwszej kwarcie prowadzili 23:9, w połowie drugiej 44:23, a na początku trzeciej 71:41. Więcej o przebiegu spotkania nie ma, co pisać - od początku do końca było jednostronne, emocji nie było nawet za pół grosza. Różnica poziomów była ogromna.
- W NBA granie na wyjeździe jest zdecydowanie inne niż granie u siebie. Jeśli zaczniesz słabo, to potem będzie jeszcze słabiej. Nie możesz zatracić umiejętności rywalizowania, nie możesz być skrępowany - mówił po meczu trener Gregg Popovich. Dla jego Spurs był to pierwszy mecz na wyjeździe, po dwóch pierwszych w San Antonio zespół miał bilans 1-1.
O niedzielnym występie nie da się powiedzieć nic dobrego. Spurs trafili ledwie 37 proc. rzutów z gry, ale przede wszystkim popełnili aż 25 strat. Podawali w ręce, w aut, w głowy kolegów, w tłum rywali… Clippers momentami nie musieli się nawet wysilać, po prostu dostawali piłkę w ręce i mogli zdobywać łatwe punkty. Leonard rzucił ich 21, George i Westbrook dodali po 19.
14 punktów dla Spurs zdobył Darius Vassell, 12 dodał Cedi Osman, a 11 Victor Wembanyama. W wykonaniu tego ostatniego tym razem nie było fajerwerków – 19-letni Francuz, mierzący 224 cm wzrostu dryblas, który potrafił zachwycić w dwóch pierwszych spotkaniach, tym razem nie pokazał niczego wyjątkowego. Miał 4/10 z gry, pięć zbiórek, dwie asysty, przechwyt i blok, ale też pięć strat.
Dla Jeremy’ego Sochana mecz z Clippers jest do szybkiego wymazania z pamięci. 20-letni Polak ponownie rozpoczął mecz w pierwszej piątce na pozycji rozgrywającego, ale nie wniósł do gry nic pozytywnego. Jeśli już trzeba wspomnieć jakąś jego akcję, to może być nią blok na Westbrooku, z którym w poprzednim sezonie Polak "miał sytuację" – przed rozgrywkami obśmiał go w internetowym show, potem oberwał od Westbrooka piłką w twarz w trakcie meczu.
W niedzielę poza tym blokiem Sochan miał cztery zbiórki, trzy asysty i przechwyt, ale nie zdobył ani jednego punktu. To dopiero trzeci taki przypadek w jego krótkiej karierze – w poprzednim sezonie Polak rozegrał 56 spotkań, a bez punktu kończył mecze 4 stycznia w Nowym Jorku (miał 0/4 z gry) oraz 1 lutego z Sacramento (0/3). Teraz, przeciwko Clippers, Sochan miał 0/2 z dystansu i pod względem liczby oddanych rzutów to był jego drugi najgorszy mecz w karierze - 17 marca z Memphis Grizzlies rzucał raz, ale celnie.
Szansę na lepszy występ i poprawę bilansu 1-2 Spurs będą mieli w nocy z wtorku na środę czasu polskiego, gdy zagrają na wyjeździe z Phoenix Suns, jednym z najpoważniejszych kandydatów do mistrzostwa. Dwa dni później ponownie zagrają w Phoenix, a do San Antonio wrócą w niedzielę, gdy zmierzą się z Toronto Raptors.