"Rodman też by się nie cofnął". Kibice zakochują się w Sochanie, a ten puszcza im oko

Piotr Wesołowicz
Fani w NBA przeżywają deja vu, bo po parkietach najlepszej ligi świata biega nowe wcielenie Dennisa Rodmana. Ale Jeremym Sochanem zachwycamy się nie tylko dlatego, że jest zakapiorem. Czynimy to, bo w świecie NBA Polak rozpycha się łokciami bardzo mocno. I chce być kozakiem.

W NBA jest grupa graczy, z którymi się nie zadziera. Nikola Jokić, Jimmy Butler, bracia Morris. Jeśli im podpadłeś, lepiej grzecznie zejdź z drogi. Jeśli jednak umiesz się największym zabijakom postawić, jesteś kimś. A jeśli umiesz się i postawić, i wzbudzić tym miłość fanów – jesteś kozakiem.

Zobacz wideo Kamil Stoch potrzebował specjalnej zgody. Tak wygląda jego zakopiańskie królestwo

Jeremy Sochan – chociaż ma dopiero 19 lat i stawia pierwsze kroki na parkietach NBA – jest kozakiem.

Była połowa drugiej kwarty wtorkowego meczu San Antonio Spurs z Brooklyn Nets. Spurs prowadzili 36:34 i mieli piłkę. Sochan był w gazie, więc kiedy dostał piłkę na obwodzie, bez wahania rzucił za trzy. Trafił i... rzucił parę słów w kierunku Markieffa Morrisa.

"Odepchnąłeś mnie? Ok, ale na parkiecie lądujemy obaj"

"Błąd" – musiał pomyśleć Morris, który przez 12 sezonów w lidze nigdy nie dał sobie dmuchać w kaszę. Teraz też nie czekał do przerwy, by wytłumaczyć młokosowi, że postąpił niewłaściwie. W kolejnej akcji odepchnął go na zasłonie.  

– To nie była zasłona. To była wiadomość – powiedział Richard Jefferson, były mistrz NBA, a dziś komentator. Czy wspominaliśmy już, że Jeremy jest kozakiem? Jeśli nie, oto dowód: Polak na parkiet nie poleciał sam. Chwycił Morrisa i również go przewrócił. Na parkiecie wybuchła awantura.

Ustalmy: nie chodzi o ekscytowanie się tym, iż Sochan wyróżnia się w ten sposób na parkietach NBA. Choć mamy dopiero skromną, obejmującą 39 meczów próbę, wiadomo, że gracz Spurs nie jest rozrabiaką. Ligowi obserwatorzy też byli zgodni – Polak pokazał po prostu, że z nim także lepiej nie zadzierać. – Nie mam problemu z ich zachowaniem. Odepchnąłeś mnie? Ok, ale wiedz, że na parkiecie lądujemy obaj – analizował zamieszanie Jefferson.

Sochan na swój sposób zaimponował też samemu Morrisowi. – Trafił za trzy i pokazuje na mnie. Po co? Trafiłeś i co z tego? Postawiłem twardą zasłonę, a on mnie złapał i ściągnął na ziemię. Jak we wrestlingu. To było imponujące. I nawet mu to powiedziałem – przyznał po meczu doświadczony koszykarz Nets.

– Taki jestem, taki chcę być. Trochę bezczelny – powiedział Sochan. – Sprawy się delikatnie zaostrzyły, doszło do kłótni, ale tak właśnie jest. Wszyscy gramy fizycznie – dodał Polak, który tej nocy zdobył 16 punktów.

Jedni nazwą to głupotą.

Morris to czołowy zawadiaka ligi. W zeszłym sezonie był antybohaterem największej boiskowej dramy, po tym, jak grając jeszcze w Miami Heat w meczu z Denver Nuggets próbował utemperować Nikolę Jokicia. Brutalnie, intencjonalnie sfaulował go na środku boiska.

Ale trafił swój na swego. Dwukrotny MVP ligi odpłacił się odepchnięciem, po którym Morris – w wyniku urazy szyi – pauzował cztery (!) miesiące. Mniej więcej tyle samo trwała drama, do której włączył się także grający w NBA brat bliźniak Markieffa Marcus oraz kibicujący Jokiciowi jego dwaj bracia, skądinąd byli zawodnicy sportów walki, którzy – pisały media – wyglądają jak seryjni zabójcy.

To była najgłośniejsza awantura z udziałem Morrisa, ale rzecz jasna niejedyna. Przepychanka z DeMarcusem Cousinsem (też lepiej nie podchodzić), szarpanina z De'Andre Hunterem… Kar, które Morris musiał wpłacić do ligi za naganne zachowanie, policzyć wręcz nie sposób.

Ale inni zachowanie Polaka nazwą odwagą.

Na przykład Gregg Popovich. Zapytany po meczu z Nets, czy podoba mu się zadziorność Sochana, legendarny trener Spurs odpowiedział: – Oczywiście. Jeremy to zadziora. Każda dobra drużyna musi mieć u siebie kogoś takiego.

Albo kibice. Ci z kolei, w trakcie gdy na telebimie w hali w San Antonio pokazywano powtórkę sytuacji, nagrodzili Polaka owacją. Nie tylko dlatego, że nie znoszą Morrisa, ale przede wszystkim dlatego, że powoli zakochują się w Sochanie. Gdy 19-latek spojrzał w telebim, posłał fanom oczko. Po meczu mówił: – To miłość. Czuję ją od pierwszego dnia, kiedy jestem w San Antonio. Doceniam to i będę oddawał ją ludziom.

Jak nie kochać jego bezkompromisowości? Jej przykładów w pierwszej połowie sezonu było wiele. Gdy w meczu z Memphis Grizzlies Sochan zaatakował obręcz, choć miał naprzeciw siebie potężnego czołowego obrońcę ligi Jarena Jacksona Jr., poszedł do końca, mocnym wsadem wziął rywala "na plakat", a kibice oszaleli.

– Już wiemy, jaki jest Jeremy. Nieustraszony – komplementował go kolega z zespołu Tre Jones. Josh Richardson też szeroko uśmiechał się po meczu z Grizzlies, pytany o buńczuczność Sochana. – Lubię to. Lubię, jak ktoś jest w ten sposób szalony.

A gdyby się nie udało i to Jackson Jr. zablokowałby Sochana? – Trudno. Zrobiłbym to drugi raz. Musisz być agresywny. Najwyżej dostałbym dwa rzuty wolne – komentował 19-latek, który jeden rzut wolny dostał po akcji zaprezentowanej kilka tygodni wcześniej, kiedy niesamowitym wsadem nad faulującym go Domantasem Sabonisem poderwał całą NBA.

Sochan jest sobowtórem Dennisa Rodmana. Deja vu w NBA

Jak też nie kochać jego pewności siebie? Sochan nie bał się podjąć wyzwania i – zgodnie z zaleceniami sztabu – oddawać rzuty wolne jedną ręką. Początkowym zdumieniem, żarcikami ze strony fanów Polak się nie przejmował. I dzięki temu poprawił skuteczność – od 19 grudnia, gdy zaczął oddawać rzuty tylko jedną ręką, trafił 30 z 41 wolnych. Czyli 73 proc. Wcześniej trafiał o 30 proc. rzutów mniej.

No i w końcu: jak nie kochać chłopaka, który – choćby nie wiem co – tak bardzo przypomina charakterystycznego Dennisa Rodmana? Fani po meczu z Nets od razu to porównanie wyciągnęli, pisząc, że Sochan jest sobowtórem byłego gracza Bulls. "Rodman też by się nie cofnął" – pisali z dumą.

Tak, widok Sochana wywołuje w fanach NBA wielkie deja vu. Polak – tak, jak kiedyś Rodman – gra z "10" na plecach, także reprezentuje Spurs, gdzie przez moment grał król zbiórek, też farbuje włosy na pstrokate kolory, też ma imponujące tatuaże. I też ma szansę zostać gwiazdą ligi.

Nie tylko ze względu na to, że dopisał się do listy krnąbrnych zakapiorów. Ale również z tego powodu.

Więcej o: