Zespół Sochana może napisać historię NBA. Kibice czekają na starcie z mistrzem

Ponad 65 tysięcy fanów może pojawić się na styczniowym meczu pomiędzy San Antonio Spurs a Golden State Warriors, który zostanie rozegrany na hali Alamodome. Gdyby tak się stało, na meczu drużyny Jeremy'ego Sochana padłby rekord frekwencji w NBA.

San Antonio Spurs funkcjonuje pod tą nazwą od 1973 r. Wcześniej przez sześć lat klub nazywał się Dallas Chaparrals (a przez chwilę Texas Chaparrlas), zmiana nastąpiła, gdy władzę przejęła w nim grupa inwestorów z San Antonio i przeniosła siedzibę do miasta Alamo.

Zobacz wideo Jeremy Sochan jak Rodman! Czy Polak podbije NBA? Już przeszedł do historii

San Antonio Spurs świętuje 50-lecie. Mogą pobić rekord frekwencji na meczu NBA

W obecnym sezonie San Antonio Spurs obchodzą jubileusz 50-lecia funkcjonowania pod obecną nazwą. Z tego powodu zaplanowano specjalne wydarzenie, jakim będzie powrót na halę Alamodome, gdzie występowali w latach 1993-2002. W sobotę 14 stycznia nad ranem czasu polskiego zespół Jeremy'ego Sochana zagra tam z Golden State Warriors, obecnymi mistrzami ligi.

Niedawno Spurs poinformowali, że zakupiono już ponad 50 tys. biletów na to wydarzenie. Podczas meczów koszykówki na trybunach Alamodome może zasiąść nawet ponad 65 tys. widzów. Gdyby udało się je wypełnić, padłby nowy rekord ligi. - Nasi fani chcą dać nam rozgłos, bijąc rekord frekwencji NBA. Stałoby się to w historycznym sezonie, gdy świętujemy 50. rocznicę. Dziękujemy i liczymy, że podtrzymamy to tempo - powiedział dyrektor generalny R.C. Buford po sprzedaniu 50 tys. wejściówek.

Dotychczas tylko trzykrotnie zdarzyło się, aby na meczu NBA pojawiło się ponad 50 tys. kibiców. Rekord ustanowiono 28 marca 1998 roku, gdy Atlanta Hawks podejmowali u siebie Chicago Bulls, na widowni zasiadło 62 046 fanów.

Obecnie San Antonio Spurs z bilansem 12 wygranych i 23 porażek zajmują 14. miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej. Kolejny mecz zagrają w niedzielę 1 stycznia o godzinie 1 czasu polskiego, wtedy zmierzą się z Dallas Mavericks.

Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Więcej o: