Sochan dostał potężny blok. Ale w Spurs nadal wierzą. "Jak się dostosuje"

Łukasz Cegliński
Jest pewna regularność w grze Jeremiego Sochana w sparingach San Antonio Spurs - w drugim kolejnym meczu reprezentant Polski znów miał pięć punktów i cztery zbiórki, a jego zespół znów przegrał. - Jak się dostosuje do gry w NBA, będzie naprawdę dobry - mówią o wybranym z dziewiątym numerem draftu koledzy. A on sam miał w czwartek okazję zagrać przeciwko jedynce, czyli Paolo Banchero.

Na czwartkowy sparing ligowych słabeuszy, w którym Spurs podejmowali Orlando Magic, można było się szykować pod kątem oglądania zawodników wybranych w czerwcowym drafcie - jedynką był przecież niespełna 20-letni skrzydłowy Paolo Banchero, którego wybrali Magic. Spurs w pierwszej rundzie mieli trzy wybory, z których najwyższy - dziewiąty - przeznaczyli na Jeremiego Sochana. - Jest tu smaczek, jest nim już sama możliwość bronienia go, powstrzymywania i, być może, pokazania, że ja też zasługiwałem na to miejsce. Ale jestem zadowolony z tego, gdzie jestem - mówił dziennikarzom z San Antonio reprezentant Polski.

Zobacz wideo Krzysztof Ignaczak zrobił niespodziankę dzieciakom. "Strasznie ujął mnie ten list"

Banchero i Sochan nie mieli częstych możliwości, by grać jeden na jednego - skrzydłowy Magic rozpoczął mecz w pierwszej piątce, Sochan wszedł z ławki. Ale w trzeciej kwarcie był moment, gdy obaj bezpośrednio rywalizowali w kolejnych akcjach - reprezentant Polski nie podjął jednak wyzwania. Po otrzymaniu piłki w polu trzech sekund nie zdecydował się na grę tyłem do kosza z Banchero, a gdy w kolejnej akcji próbował mijać go z obwodu, to jednak się wycofał i odegrał piłkę na obwód.

Ale wiadomo - różnica ośmiu numerów w drafcie oddaje nie tylko tę w potencjale czy skali talentu, ale także jeśli chodzi o rolę w drużynie. Banchero w Orlando ma być jednym z liderów i, docelowo, gwiazdą. W czwartek jednak niczym specjalnym nie zachwycił - zdobył dziewięć punktów, miał pięć zbiórek, a także po trzy asysty i przechwyty. Rola Sochana w San Antonio dopiero się wykrystalizuje, ale na razie kierunek jest jasny - zadaniowiec, specjalista od obrony, wszechstronny gracz, który pomaga w wielu aspektach. Przeciwko Magic 19-letni skrzydłowy miał pięć punktów i cztery zbiórki. Jego zespół przegrał 99:102.

Jeremy Sochan podczas sparingu w HoustonJeremy Sochan zadebiutował w Spurs. Skończyło się pogromem

"Jak dostosuje się do gry w NBA, będzie naprawdę dobry"

W niedzielę, w pierwszym sparingu i swoim debiutanckim występie w koszulce Spurs, Sochan też zdobył pięć punktów i miał cztery zbiórki, ale dołożył także trzy bloki w trakcie 17 minut w przegranym aż 96:134 meczu z Houston Rockets. I jeśli był chwalony, to za obronę - dobrą pracę na nogach, swobodne przejmowanie kolejnych rywali po zasłonach, efektowne bloki. - Szczycę się grą w defensywie, ale także w ataku - zauważył Sochan w jednej z pomeczowych wypowiedzi. - Jestem wszechstronny, to dar, który mam. Mogę pomagać po obu stronach boiska.

- On ma wiele umiejętności - potwierdzał trener Spurs Gregg Popovich. - Nieźle kozłuje, potrafi zbierać, gra w obronie. Próbuje robić wszystko w sposób, którego od niego oczekujemy - mówił wybitny szkoleniowiec. O tych samych atutach Sochana w inny sposób opowiadał też rozgrywający zespołu Tre Jones. - Ma naprawdę dobre wyczucie gry, często po prostu znajduje się w odpowiednim miejscu. Może robić wszystko, broni rywali z każdej pozycji. Jak się dostosuje do gry w NBA, będzie naprawdę dobry.

Ten proces dostosowywania się na pewno trochę potrwa, dotychczasowe doświadczenie Sochana jest specyficzne. Z jednej strony poznał wiele koszykarskich szkół, bo grał w basket w Wielkiej Brytanii, w Niemczech, w Polsce i w USA, ale z drugiej - są to doświadczenia krótkie i głównie z rozgrywek młodzieżowych. Teraz Sochan musi się dostosować do wymagań najlepszej ligi świata. Pod względem fizycznym i taktycznym, a także jeśli chodzi o intensywność gry i szybkość podejmowania decyzji. 

Sochan trafił trójkę, wyprowadził kontrę, ale też dostał potężny blok

I ta adaptacja trwa, nawet jeśli efekty są niezbyt widoczne. W czwartkowym spotkaniu z Magic Sochan wszedł na boisko wcześniej niż w Houston, bo już w szóstej minucie pierwszej kwarty, a w całej pierwszej połowie spędził na boisku 13 minut. Zaliczył przytomną asystę pod kosz do Zacha Collinsa, wymusił faul po indywidualnej akcji, co przełożyło się na jedno trafienie za jeden punkt, zebrał piłkę w obronie. Ale też przestrzelił spod kosza po ładnym wejściu i spudłował dwie trójki.

W trzeciej kwarcie, po opisywanym na początku tekstu fragmencie krótkiej rywalizacji z Banchero, Sochan miał dobry moment, gdy rywal zszedł z boiska. Reprezentant Polski trafił z czystej pozycji za trzy z narożnika, a potem po własnej zbiórce w obronie wyprowadził kontrę, którą zakończył ładnym podaniem kozłem do Collinsa.

W czwartej kwarcie Sochan sam pobiegł do kontry, został sfaulowany przy rzucie, ponownie wykorzystał tylko jeden z dwóch rzutów wolnych. Chwilę później dostał dobre podanie pod kosz, ale potężnie zablokował go Mo Bamba. Jego pełne statystyki ze spotkania z Magic, w którym zagrał 22 minuty, to 1/6 z gry oraz 2/4 z wolnych, które złożyły się na pięć punktów, a także cztery zbiórki w obronie, asysta i faul.

Uciekli, wygrywali, a jednak przegrali. Popovich uruchomił rezerwy

Spurs ponownie zagrali bez leczących urazy potencjalnego lidera Keldona Johnsona oraz obwodowego Josha Primo - obaj mają wrócić na końcówkę przygotowań przed sezonem, który zespół z San Antonio rozpocznie 19 października meczem z Charlotte Hornets. Ale w czwartkowym sparingu nawet bez dwóch tych graczy Spurs zagrali zdecydowanie lepiej niż w niedzielę w Houston. Pierwszą kwartę wygrali aż 33:19, choć do przerwy prowadzili już tylko 52:49.

Mateusz Ponitka w PanathinaikosieBlisko sensacji w meczu Ponitki. Panathinaikos o włos gorszy od Realu

W drugiej połowie gospodarze przeważali, jeszcze w połowie czwartej kwarty mieli blisko 10 punktów przewagi, ale Popovich nie dbał o wynik, tylko o minuty dla kolejnych graczy - w końcówce uruchomił już naprawdę głębokie rezerwy i ostatecznie to Magic wygrali mecz 102:99. 14 punktów dla Spurs zdobył Doug McDermott, 12 dodał Keita Bates-Diop, a po 11 Tre Jones i Devin Vassell.

Przed startem sezonu Spurs czekają jeszcze trzy sparingi - w niedzielę z New Orleans Pelicans, we wtorek na wyjeździe z Utah Jazz i w czwartek z Oklahoma City Thunder.

Więcej o: