Przybysz z kosmosu sprawia, że drużyny z NBA będą biły się o jak najgorszy bilans. To nazwisko trzeba znać na pamięć

Sezon jeszcze się nie zaczął, a fanów najbardziej rozpala to, co wydarzy się na początku kolejnego. Do NBA trafi wtedy, niemal na pewno z jedynką draftu, 18-letni wybryk natury Victor Wembanyama.

Na takich graczy w Stanach Zjednoczonych mówi się "unguardable". Są to zawodnicy w zasadzie nie do upilnowania nawet przez specjalistów od obrony: przez kosmiczne warunki fizyczne, niezwykły talent, a do tego umiejętność gry na wielu pozycjach.

Zobacz wideo Pudzianowski show. "Misio, jak złapie wilka, to łapą potrafi machnąć"

Ale skoro trudno dobrać słowa, niech przemówi obraz:

18-latek z Francji już w pierwszym meczu w Stanach Zjednoczonych – jego drużyna Metropolitans 92 przyleciała na dwa mecze z zespołem G-League Ignite – pokazał, na co go stać: 37 punktów (7/11 za trzy), cztery zbiórki i aż pięć bloków to statystyki godne największych gwiazd. Mimo że był to jedynie sparing.

"Jeszcze nigdy w NBA nie było kogoś takiego"

Już pierwsza akcja francuskiego nastolatka robi gigantyczne wrażenie. Mierzący 220 cm wzrostu Wembanyama występuje w niej w roli rozgrywającego, gra jeden na jednego, wchodzi pod kosz po ładnym piwocie i trafia z lewej strony z półobrotu. "To się nie dzieje naprawdę" – piszą amerykańskie media. Jeden ze skautów NBA cytowany przez ESPN dodaje: – Jeszcze nigdy nie widzieliśmy w lidze kogoś takiego.

Wembanyama na razie wygląda jak patyczak, przy wzroście 220 cm waży tylko 95 kg, ale już niedługo ma pracować i nad muskulaturą. – O tym, dokąd zajdzie, zadecyduje jego etyka pracy. Ale jak na razie ma on wszystko, by być drugim Janisem – mówią skauci cytowani przez dziennikarza Marka J. Spearsa.

– Victor jest po prostu wyjątkowy – powiedział Vincent Collet, trener Metropolitans oraz selekcjoner reprezentacji Francji, której Wembanyama już niedługo może być liderem. - Przy tym wzroście umie rzucać za trzy, ale świetnie się rusza, kozłuje, miał dziś nawet kilka ładnych asyst.

Francuzi przegrali 115:122, ale nieliczna publiczność była i tak zachwycona. Zwłaszcza przedstawiciele klubów, których do Nevady przybyło ponad dwustu. O zatrudnieniu Wembanyamy marzą niemal wszyscy, a to sprawia, że pasjonujący będzie nie tylko wyścig o mistrzostwo NBA, ale i… o tytuł najgorszej drużyny.

Jak to możliwe? Zasady draftu w dużym uproszczeniu mówią, że im gorszy wynik, tym większe szanse na wylosowanie wysokiego numeru w loterii. Dlatego większość zespołów, które nie będą mierzyć wysoko – jak choćby San Antonio Spurs Jeremiego Sochana – będą się chciały włączyć do walki o najwyższy wybór w drafcie.

Wembanyama ma trzymać się ziemi

Ostatni sezon poza NBA Wembanyama spędza w Metropolitans, choć kusił go Ignite z G-League, ale też Real, Barcelona, czy Paris Basket. W zasadzie wszyscy święci. Ale nastolatek wybrał mniejszy klub, by – jak mówią jego trenerzy – trzymał się blisko ziemi. Do tego klubu, specjalnie dla Wembanyamy, ściągnięto selekcjonera "Trójkolorowych", a codziennie pracują z nim lekarze, ortopedzi i trenerzy odpowiedzialni za równomierny przyrost wagi nastolatka.

Tej drużynie, która wylosuje "tylko" numer dwa, na pocieszenie trafi się Scoot Henderson, 18-letni talent, który w tym samym meczu zdobył 28 punktów i dziewięć asyst. Ale to, kto będzie jedynką, jest w zasadzie przesądzone. Wembanyama – fani NBA już muszą nauczyć się wymawiać to nazwisko.

Więcej o: