Jeremy Sochan nie mógł trafić lepiej. Jest idealnie. Wymarzony klub dla Polaka

Piotr Wesołowicz
Pięciokrotni mistrzowie z trenerską legendą na ławce, klub, w którym zawsze ceniono wartościowych graczy spoza Ameryki - tak można opisać San Antonio Spurs, drużynę, do której trafił Jeremy Sochan.

- Z numerem dziewiątym San Antonio Spurs wybierają... – wygłosił dobrze znaną formułkę komisarz NBA Adam Silver. A po chwili wypowiedział słowa, po których w czwartkową noc serca polskich fanów zabiły mocniej. - Jeremy Sochan! - zamknął kwestię Silver i zaprosił na scenę 19-letniego reprezentanta Polski, który ostatnio grał na uczelni Baylor.

Zobacz wideo Gortat znowu na parkiecie. Gwiazdy zagrały w szczytnym celu

Stało się – znów mamy Polaka w NBA. Ale równie ważne jest to, do jakiego klubu on trafił. Wręcz idealnego, bo przecież już przed draftem mówiło się, że Sochan nie mógłby wymarzyć sobie lepszego miejsca do gry niż San Antonio w południowym Teksasie.

Sochan był pod wrażeniem Spurs

Wystarczy spojrzeć na gablotę z mistrzowskimi trofeami – Spurs to klub, który pięciokrotnie sięgał po triumf w NBA – w 1999, 2003, 2005, 2007 i 2014 r. Mają więc bogate tradycje, ale przede wszystkim są szanowaną organizacją, synonimem kultury i harmonii. Dzieje się tak głównie za sprawą Gregga Popovicha, który jest trenerem Spurs nieprzerwanie od 1996 r. A w zasadzie jest kimś dużo więcej. Jest legendą, od której Sochan będzie mógł czerpać garściami.

"Pop", jak mówi się o nim w koszykarskim środowisku, oprócz tego, że jest kolekcjonerem trofeów (do pięciu mistrzostw niedawno dołożył złoto z reprezentacją USA na igrzyskach w Tokio), rekordów (wygrał w NBA 1344 meczów w sezonie zasadniczym i jest absolutnym liderem w historii ligi), to jest także – tylko tyle i aż tyle – fantastycznym człowiekiem. I wychowawcą młodzieży. Nie tylko kształci wybitnych graczy, ale czyni z nich przyzwoitych ludzi. To podwójna szansa dla Jeremy’ego Sochana.

Nastolatek sam chciał też z niej skorzystać jeszcze przed draftem. Choć kurtuazyjnie zapowiadał, że marzy jedynie o tym, by się do NBA dostać, bez względu na to, jaki klub by po niego sięgnął, to jednocześnie podkreślał, jak wielkie wrażenie wywarli na nim Spurs. W maju władze klubu zaprosiły bowiem Sochana do swojej siedziby, Polak uścisnął dłoń Manu Ginobiliemu. A potem opowiadał o tym z pietyzmem.

Ale wróćmy do koszykówki, bo szansą dla Polaka jest też to, że dziś ekipa z Teksasu nie jest tam, gdzie była za czasów Tima Duncana, Ginobiliego i Tony’ego Parkera. W ostatnim sezonie Popovich pobił rekord zwycięstw, ale Spurs wygrali tylko 34 razy, ledwie doczłapując się do play-in. W play-off nie grali od trzech sezonów.

Liderem zespołu jest Dejounte Murray. W ostatnim sezonie 25-latek (wybrany przez Spurs z 29. numerem, czyli na samym finiszu pierwszej rundy draftu w 2016 r.) poczynił gigantyczny postęp – zdobywał średnio ponad 21 punktów, dziewięć asyst i osiem zbiórek, zadebiutował w Meczu Gwiazd.

Ale oprócz Murraya w Spurs nie ma graczy o tak silnej pozycji. Keldon Johnson, Devin Vassell, czy Jakob Poeltl to gracze drugiego planu. Szansę na bycie Robinem u boku Batmana ma Josh Primo, najmłodszy w historii gracz, który wyszedł w pierwszej piątce Spurs. Ale to wciąż melodia przyszłości.

Legendy Spurs są spoza USA

Sochan w nowej drużynie może odnaleźć się znakomicie. Choć ekipa z San Antonio słynie z powolnego, metodycznego wprowadzania do dorosłej koszykówki utalentowanych, młodych graczy, to Polak ma szansę od razu wskoczyć do gry, choćby i z ławki, bo wielkiej konkurencji na swojej pozycji – czy też pozycjach, bo może grać na obu skrzydłach, a nawet jako środkowy – nie ma. Na dodatek Sochan jest dobrym obrońcą, a właśnie solidnych defensorów na skrzydłach brakuje drużynie z San Antonio.

Poza tym Popovich lubi stawiać na graczy spoza Stanów Zjednoczonych. Nie ma się czemu dziwić. Tercet, który dał Spurs miejsce w historii NBA, wywodzi się spoza USA: Duncan pochodzi z Wysp Dziewiczych, Ginobili z Argentyny, a Parker z Francji. A przecież z powodzeniem występowali tutaj także Patty Mills (Australia) czy Boris Diaw (Francja), do którego zresztą porównywany jest Sochan. Dziś graczy spoza USA jest w zespole trzech – Austriak Jakob Poeltl, Australijczyk Jock Landale i wspomniany już Kanadyjczyk Josh Primo.

O tym, czy Polak sprawdzi się w Spurs jeszcze nie mamy prawa mówić, ale polskich kibiców na pewno powinien ucieszyć sam fakt, że Popovich, w NBA postać wręcz mityczna, dostrzegł w Polaku potencjał.  

Więcej o: