Jeremy Sochan na starcie w NBA jest w lepszej pozycji niż Marcin Gortat. "Żywe srebro"

Łukasz Cegliński
Wybrany przez San Antonio Spurs Jeremy Sochan będzie czwartym Polakiem w NBA, ale pierwszym, który na podbój najlepszej ligi świata jest gotowy w takim stopniu. Koszykarskie geny, wyjątkowa wszechstronność, imponujące możliwości fizyczne i naturalna mieszanka energii, luzu i pokory stawiają 19-latka na zdecydowanie lepszej pozycji startowej niż jego poprzedników.

Gdy w 2002 r. 23-letni Cezary Trybański podpisywał trzyletni, wart 4,8 mln dolarów kontrakt z Memphis Grizzlies, byliśmy w szoku. Mierzący 218 cm wzrostu dryblas w ekstraklasowym zespole z Pruszkowa zaskakiwał od święta – nie dominował, nie należał do grona czołowych graczy polskiej ligi, nie olśniewał siłą, techniką, przebojowością. - Trenerzy nie mieli dla mnie czasu, nie sądzili, że cokolwiek ze mnie będzie. Nagle wyjechałem do USA, gdzie dopiero nauczyłem się tego, czego powinienem nauczyć się w Polsce. Cieszyłem się, że mogłem nadrobić zaległości, dojrzeć psychicznie – mówił po latach.

Rok później do New York Knicks trafił Maciej Lampe. Cudowne dziecko koszykówki wychowane w Szwecji, reprezentujące Polskę, opromienione grą w wielkim Realu Madryt. Szybko okazało się jednak, że na NBA Lampe nie jest gotowy. - Zacząłem mniej trenować, bo uznałem, że już jestem świetny. Myślałem, że byłem gwiazdą, a byłem nikim. Zapatrzyłem się w niewłaściwe wzorce, obrałem niewłaściwych ludzi za przewodników. Miałem 18 lat i pozjadałem wszystkie rozumy. Chciałem być cool, wychodzić wieczorami, spotykać dziewczyny i imprezować – wspominał w rozmowie z "Playboyem".

Zobacz wideo "To nie czary, to Cezary!". Jaką karierę zrobili Polacy w NBA?

Dwa lata później Orlando Magic uznali, że na NBA gotowy nie jest jeszcze występujący w Niemczech Marcin Gortat. 21-letni wówczas środkowy koszykówkę zaczął uprawiać raptem trzy lata wcześniej. - Przyszedłem na pierwszy trening, wziąłem piłkę, rzuciłem o tablicę jak cegłówką. Umiałem tylko biegać, skakać, blokować i rozpychać się pod koszem – wspominał swoje początki, a o 2005 roku, gdy został wybrany w drafcie mówił tak: - Nie zasługiwałem wtedy na grę w NBA. Nie byłem dobrym zawodnikiem, miałem tylko potencjał.

Podobnie oceniano go zresztą w Orlando. - Na razie uczy się grać, ale jest bardzo sprawny, bardzo aktywny na boisku i zorientowany na grę w obronie. Najważniejsze dla niego będzie nabranie siły, żeby mógł walczyć pod koszem – mówił w 2005 r. menedżer Magic Dave Twardzik, a klub przed dwa kolejne lata zapraszał Gortata tylko na wakacyjną ligę letnią.

Wyrazista osobowość. Energia, zabawa, zbliżanie ludzi

Jeremy Sochan, którego z dziewiątym numerem draftu wybrali San Antonio Spurs, potencjał ma duży, ale na tym lista jego atutów się nie kończy. Trybański miał zachęcające NBA warunki fizyczne? Mierzący 206 cm wzrostu, ważący 104 kg i mający 215 cm rozpiętości ramion dynamiczny i skoczny Sochan jest wręcz stworzony do nowoczesnej koszykówki. Lampe olśniewał w ofensywie technicznymi manewrami i dobrym rzutem? Sochan, nawet jeśli są wątpliwości co do jego rzutu z dystansu, też ma smykałkę do gry w ataku – dobrze kozłuje, nieźle mija, umie sprytnie podać, ma instynkt do walki o ofensywne zbiórki. Gortat imponował obroną? Umiejętność gry w defensywie to największy atut Sochana – dobre przesuwanie się na nogach, aktywne ręce i boiskowa inteligencja pozwalają mu pilnować graczy ze wszystkich pozycji.

Ale w jego przypadku równie ważna jak nogi i ręce jest głowa. 19-letni Sochan jest nad wyraz dojrzały, a jego radość z życia i pewność siebie w naturalny sposób łączą się dystansem i pokorą. Częste zmiany fryzur i koloru włosów mogą upodabniać go do ekscentrycznego Dennisa Rodmana, wyrazy solidarności z ogarniętą wojną Ukrainą wskazują na dużą świadomość otaczającego go świata. Te uzupełniające się kontrasty łączą się u niego naturalnie, podkreślają je media. Na marginesie – w interakcjach z dziennikarzami z różnych krajów wychowany już na mediach społecznościowych przedstawiciel tzw. generacji Z czuje się dobrze, wie, co, kiedy i jak komunikować.

Jeremy SochanZnów mamy Polaka w NBA! Jeremy Sochan trafił do San Antonio

- Mam wyrazistą osobowość – powiedział kilka dni przed draftem, co zacytowała m.in. "USA Today". – Wydaje mi się, że wszędzie wnoszę dużo pozytywnej energii, zabawy, którą odczuwają kibice, koledzy z drużyny, trenerzy, cała organizacja. Moim życiowym celem jest także pomaganie innym i czuję, że jeśli NBA się na mnie otworzy, jeśli będę miał szansę w niej grać, to będę w stanie zbliżyć ze sobą wiele społeczności – stwierdził 19-letni koszykarz.

"Bądź jak woda, przyjacielu". I Sochan trochę taki jest

Odważne, wręcz brawurowe słowa nastolatka kontrastują z tym, co prezentowali wchodząc do NBA zahukany Trybański i enigmatyczny Lampe, brawury nigdy nie brakowało za to Gortatowi. O ile jednak temu ostatniemu zdarzało się przesadzać, tak Sochan w swojej pewności siebie jest wiarygodny. – Z reguły ma uśmiech na twarzy, a jego pozytywna energia jest bardzo zaraźliwa. Na dodatek pomimo młodego wieku naprawdę ma świetne zdolności przywódcze – mówił Jerome Tang, asystent z uczelni Baylor, w rozmowie z Newonce Sport. - Wie, jak zbliżyć do siebie ludzi i rozmawiać na trudne tematy tak, aby się nie unieść, ani nikogo nie urazić. To naprawdę rzadka cecha wśród młodych osób. Jest bardzo utalentowany jako koszykarz, ale poza parkietem może mieć jeszcze większy talent właśnie do łączenia ludzi.

Wspomniana "USA Today" na dzień przed draftem skupiła na wyjątkowości nastolatka podkreślając, że w ostatnich tygodniach Sochan poza treningami poświęcał czas także na rozmowy z koszykarzami NBA o tym, jak przygotowywać się na wyczerpujący sezon z 82 meczami pod względem mentalnym i fizycznym. Ale nie tylko, bo – jak zauważył autor tekstu – Sochan pracował także nad aspektami duchowymi i filozoficznymi. W maju czytał "Alchemika" Paulo Coelho, który jest ponoć ulubioną pozycją koszykarzy NBA, niedawno kupił egzemplarz książki "Bądź jak woda, przyjacielu. Nauki Bruce’a Lee".

Nie wiadomo czy Sochan lekturę skończył lub w natłoku obowiązków w ogóle ją zaczął, ale wybór książki autorstwa córki słynnego mistrza sztuk walki wydaje się pasować do jego osobowości, a nawet stylu gry. Bruce Lee często mówił o tym, żeby stać się niczym woda, upodobnić się do kształtu naczynia, w którym się aktualnie przebywa, nieustannie się poruszać, być nieuchwytnym i nieograniczonym? Właśnie zachowuje się na boisku Sochan – żywe srebro, wolny elektron, gracz mogący występować na obu pozycjach skrzydłowych, a w obniżonym składzie nawet jako środkowy. Jego styl gry jest w pewnym sensie kwintesencją nowoczesnej koszykówki.

Na sukces składa się przede wszystkim harówka, a nie talent

Koszykówki, którą – w odróżnieniu od Trybańskiego, Lampego i Gortata – Sochan ma w genach. Dziecko amerykańskiego koszykarza i polskiej koszykarki, malec, który leżał w nosidełku obok parkietu gdy Aneta Sochan kończyła karierę na uczelni, chłopiec chłonący boiskową inteligencję właśnie od mamy. Nie tylko zresztą na boisku od koszykówki, bo mały Jeremi grał także w piłkę nożną, rugby i badmintona, a także uprawiał lekkoatletykę. Jego polscy poprzednicy w NBA pochodzili z mniej lub bardziej sportowych rodzin, też uprawiali różne sporty, ale takiego przekroju doświadczeń nie miał żaden z nich.

Podobnie jak wzbogacającej go pod każdym względem wielokulturowości. Owszem, Lampe wychowywał się w polskiej rodzinie w Szwecji, a potem grał w Hiszpanii, natomiast Gortat - zanim zaczął występować w NBA – wydoroślał w Niemczech. Obaj uczyli się języków, dostawali impuls od nowych trenerów, poznawali różne podejście do treningów. Ale Sochan znów ma przewagę – koszykówki uczył się i w Anglii, i w Polsce, i w USA, i w Niemczech. - Wszędzie gra się trochę inaczej i dzięki temu poznałem różne style, różne podejścia do gry – powtarza w wywiadach.

Kolejni trenerzy, którzy mieli z nim do czynienia przez ostatnie lata, podkreślają też pracowitość Sochana. Ona w budowaniu kariery jest być może kluczowa, często podkreśla się, że na sukces składa się przede wszystkim harówka, a nie talent. To dzięki niej blisko 900 meczów w NBA rozegrał Gortat, to przez jej brak w młodym wieku kariery nie zrobił za oceanem Lampe.

- Jeremy to taki człowiek, że jeśli mu się powie, że ma coś zrobić, to się nie obraża, a z młodymi zawodnikami jest różnie. Jego mama bardzo dbała o sprawy mentalne, widać, że się na tym zna – mówił w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Dawid Mazur, trener prowadzący Sochana w młodzieżowej reprezentacji.

Oczywiście, teraz najważniejsze jest, jak te wszystkie atuty, jak ta pracowitość będą wyglądać w NBA. Sochan przy wszystkich swoich zaletach ma rzecz jasna wiele do nauki. Musi ustabilizować rzut z dystansu, poprawić kozioł, wzmocnić się fizycznie, ale też nauczyć się życia w NBA. Dla młodych graczy zderzenie z najlepszą koszykarską ligą bywa trudne – nie każdy radzi sobie z natłokiem meczów, ciągłymi podróżami, zasadami i pułapkami zawodowego sportu, do których trzeba się przystosować, których trzeba unikać. I choć w pierwszym zetknięciu z NBA Sochan wygląda na gracza, który jest na te wyzwania gotowy w większym stopniu niż byli Trybański, Lampe, a nawet Gortat, to pytanie, do czego to wystarczy w najbliższym, debiutanckim sezonie, jest oczywiście otwarte.

Więcej o: